Policjant idzie do jasnowidza

Z Krzysztofem Jackowskim, najsłynniejszym polskim jasnowidzem – rozmawiała Anna Ruszczyk.

Jak często zgłaszają się do Pana rodziny osób zaginionych z prośbą o pomoc w odnalezieniu ich najbliższych? Od kiedy zajmuje się Pan jasnowidzeniem?

Proszę Pani, to jest różnie. Są okresy w których spraw jest więcej, w innych mam ich mniej. Czasami w tygodniu wykonuję nawet kilka spraw. Jasnowidzeniem zajmuję się już 25 lat.

Czy z Pana doświadczenia wynika, że osoby szukające swoich bliskich otrzymują wystarczającą pomoc od policji?

Wydaje mi się, że pomoc ze strony policji jest wystarczająca. Co nie oznacza, że każda osoba która jest dotknięta tego rodzaju problemem jest zadowolona z działań policji. To wynika z niezrozumienia sytuacji. Rodziny mają bardzo wysokie oczekiwania względem służb. Osoby takie mogą czuć się pomijane, albo mieć wrażenie, że tempo prowadzonych spraw nie jest wystarczające. A takich zdarzeń w Polsce związanych z zaginięciem jest bardzo dużo. Samobójstw jest bardzo dużo, zaginięć z powodów ekonomicznych, celowych też jest sporo. Zaginięcia, które miały miejsce 10-15 lat temu na ogół wiązały się z nieszczęśliwym wypadkiem, samobójstwem, ewentualnie z zabójstwem, ale były to przypadki losowe. Natomiast od ostatnich kilku lat obserwuję bardzo dużą ilość samobójstw oraz ucieczek – w rozpaczy, przed długami, zapaścią ekonomiczną. Często głowa rodziny potrafi zostawić wszystko, wręcz upozorować, że coś się stało. Czasem zaginięcie jest wołaniem o pomoc, by rodzina się zainteresowała sytuacją danej osoby, na przykład problemami ekonomicznymi.

Jak najbliżsi osób zaginionych reagują na wizje?

Z tym bywa różnie.

Nie ma ludzi nieomylnych, czy zdarzyło się Panu mieć wizję, która się nie sprawdziła np. okazało się że osoba uznana przez Pana za osobą martwą odnalazła się żywa lub odwrotnie?

Oczywiście bywały sprawy, które potrafiłem rozwiązać w sposób wręcz spektakularny, ale bywały i takie w których mogłem się mylić. Ciężko określić od czego to zależy. Być może jest to związane z dniem, ze sprawnością wewnętrzną, poddenerwowaniem. Jest to zjawisko niedoskonałe i takim pozostanie. Rodziny nie mają do mnie pretensji. Ludzie którzy przychodzą do mnie, zdają sobie sprawę z tego, że ja zajmuję się zjawiskiem irracjonalnym. Na ogół każdą myśl, rzecz zapisuję, przy czym zaznaczam na samym początku, że mogę się mylić. To jest taka formalność, ale uważam, że ona jest istotna.

Czy była wizja, która Pana męczyła, nie dawała spokoju, była jakąś zagadką, nierozwiązaną sprawą?

Jest szereg takich spraw. Chociażby sprawa Iwony Wieczorek, w którą się zaangażowałem. Byłem osobiście za własne pieniądze dwukrotnie w tej sprawie. Efekt wszyscy znamy, nikt Iwony nie odnalazł, ja również nic do tej sprawy nie wniosłem. Natomiast próbowałem pomóc i to wszystko. W zasadzie każda sprawa, której nie potrafiłem wyjaśnić, a którą się zajmowałem nie daje mi spokoju. To wraca, co jest całkiem naturalne i wynika z zaangażowania człowieka. Nie dają mi spokoju sprawy o których w ogóle nie jest głośno.

Jaki przykład mało znanej medialnie sprawy mógłby Pan opisać?

Nie daje mi spokoju sprawa sprzed wielu lat, w której ja pomogłem. Zjawił się kiedyś u mnie mężczyzna w średnim wieku, pochodził z Pomorza i powiedział że zaginęła jego córka, nastolatka. Wyszła z ulicy na której mieszkała, miała do pokonania 200 metrów do szkoły – do której nigdy nie dotarła. Ja mu powiedziałem, że jego córka jest zamordowana i opisałem mu całość zdarzenia, co później się potwierdziło. Znaleziono jej zwłoki, nie stwierdzono gwałtu, natomiast została zamordowana. Wszystko wskazywało na to, że zwłoki zostały podrzucone w to miejsce. Do dzisiaj – po kilkunastu latach – nie ma sprawcy tego zabójstwa. To mnie niepokoi, nie daje spokoju. Swoje tezy mam.

I tymi tezami Pan się podzielił ze śledczymi?

Nawet była taka sytuacja, w której kilka lat temu odwiedzili mnie państwo z Gdańskiego Archiwum X. Ja wspomniałem o tej dziewczynie, wymieniliśmy swoje zdania. Wniosek z tego jest taki, że zajmowali się tą sprawą, ale do dnia dzisiejszego nie została ona wyjaśniona.

A czy w swojej wizji nie jest Pan w stanie zobaczyć co się wówczas wydarzyło z tą dziewczyną?

Najgorsze jest to, że ja swoją tezę miałem i mam.

Czy sądzi Pan, że Archiwum nie zbadało tego wątku o którym Pan im opowiedział?

Myślę, że nie. Tam był nawet taki wątek, że ksiądz był podejrzewany. A ja miałem wątek rodzinny. Mi się wydaje, że nikt tego nie sprawdził.

Nie tak dawno chciałam pomóc pewnej rodzinie w odnalezieniu ich bliskiej osoby, która zaginęła ponad rok temu. Zrozumiałam, że to nie jest tak, że wszyscy chcą rozgłosić dane zaginięcie, co na początku może budzić zdziwienie. Jak to można wyjaśnić?

Problem zaginięć dotyczy bardzo głębokich, ludzkich problemów. Bardzo często są to sytuacje w których zaginięcia wiążą się z kłopotami rodzinnymi. Ludzie żyją coraz szybciej, są w kołowrocie kredytów, zobowiązań. Jak tylko ogłoszono w Polsce kryzys, napompowano ludzi kredytami, naciąganymi funduszami. W efekcie ludzie się załamują, spada koniunktura, nic nie funkcjonuje w sposób stabilny. Ci ludzie są przytłoczeni tym wszystkim. To są po prostu ludzkie dramaty, jedni idą na sznurek, inni uciekają – mogą wyjechać za granicę i zostawić za sobą problemy. Wydaje mi się, że wiele rodzin osób zaginionych mówiąc na zewnątrz o swoim problemie zaginięcia, podświadomie poruszają też problemy głęboko zakorzenione, osobiste, które noszą w sobie. Być może boją się, że pewne sprawy ujrzą światło dzienne.

No tak, ale początkowo rodzina była zainteresowana takim wsparciem związanym z nagłośnieniem ich sprawy.

Ciężko mi ustosunkować się do tej konkretnie sprawy. Ale miałem takie przypadki w których pomogłem rodzinom w znalezieniu zwłok bliskich, w miejscu o którym ja mówiłem. Prosiłem ich o potwierdzenie na piśmie, aby udokumentować fakt rozwiązania przeze mnie danej sprawy. Nie chcieli tego robić. Ja ich zrozumiałem, wiem że dla mnie to wyłącznie statystyka, dokument, ale dla nich to jest wielka tragedia, ból. Często też ludzie boją się prawdy., upublicznienia swoich problemów.

Czy zmarli mówią? Czy jest Pan w stanie coś wywnioskować na podstawie kontaktu ze zwłokami niezidentyfikowanymi?

Tak, zdarzyło mi się niejednokrotnie poprzez rzeczy osoby nieżyjącej opisywać czynnik jak powstała zbrodnia, czy też opisywać sprawcę. Nie tylko robiłem to na prośbę rodzin. Przypadki, w których dostawałem rzeczy po zmarłych bardzo często były rozwiązywane na prośbę policji. Ja posiadam wiele takich zleceń w których policja zleca mi sprawę rozpatrzenia metodą jasnowidzenia.

A jakie jest oficjalne stanowisko Komendy Głównej Policji w sprawie współpracy z Panem?

Oficjalnie Komenda Główna Policji mówi, że nigdy żaden jasnowidz im w niczym nie pomógł, co jest kompletną nieprawdą. Na mojej stronie internetowej znajdują się dokumenty policyjne, które potwierdzają taką współpracę.

Co Pan sądzi o fundacji ITAKA?

Ja mam szacunek do tej fundacji, robią dużo dobrej roboty. Zastępują pewną lukę. Policja ma sztywne procedury związane z przyjęciem zawiadomienia o zaginięciu, nie ma tam miejsca na emocje, rodziny. Fundacja ITAKA trochę tę lukę zapełnia, jest pomocna. Ale z drugiej strony fundacja mówi publicznie, że jasnowidz nie pomógł w żadnej sprawie, co jest również nieprawdą. Ja uważam, że Fundacja dba o swój wizerunek.

W czym tkwi problem, aby przyznali się do faktu rozwiązania przez Pana danej sprawy?

Fundacja jest silna medialnie w kwestiach poszukiwań osób zaginionych w Polsce. Ale zajmuje się ona głównie ogłoszeniami, ma dostęp do prasy, periodyków w których może publikować zdjęcia i informacje o osobach zaginionych. Nie jest to jednak firma, która prowadzi śledztwo.

Nadal nie bardzo rozumiem dlaczego fundacja nie miałaby przyznać się do współpracy z Panem Jackowskim?

Bo widzi Pani dopóki nauka nie wypowie się na temat możliwości w psychice ludzkiej, dopóty ludzie wykształceni, poważni prędzej się przeżegnają lewą nogą jak przyznają rację takiej osobie jak Ja. Dziś jest zresztą całkiem ciekawe zjawisko w mediach. Coraz więcej jest kanałów wróżbiarskich, które są po prostu parodią czegoś, co nazywamy zjawiskami paranormalnymi. To jest zwykły biznes, jak seks na telefon kilkanaście lat temu.

Jasnowidzenie to wciąż temat z którego jedni żartują, inni zaś poszukują dowodów naukowych. Jak Pan sądzi, jaki jest dziś stosunek ludzi do jasnowidzów i tego czym się oni zajmują?

Jest duże zainteresowanie moją osobą wśród środowisk akademickich. Wielokrotnie byłem zapraszany na uczelnie, otrzymywałem podziękowania za moje występy. Przykładem jest Uniwersytet Łódzki, gdzie miałem wykłady ze studentami, Uniwersytet Opolski, Akademia Leona Koźmińskiego w Warszawie. Studenci pisali też prace magisterskie na podstawie mojej osoby. Co więcej zostałem zaproszony do słynnego elitarnego salonu Prof. Dudka we Wrocławiu na wykład. Salon zapraszał wielkie świetności z dziedziny polityki, kultury, sztuki, był tam biskup Pieronek, Lech Wałęsa. Słuchaczami w tym salonie byli sami naukowcy. Kiedy zapytałem dlaczego zostałem zaproszony, uzyskałem odpowiedź, że zjawisko nadal jest niepoznane i chcą mnie wysłuchać. Idąc dalej, jeżeli spojrzymy jak dziś żyjemy jako społeczeństwo, to zauważymy że mamy już drugą rzeczywistość – wirtualną. To pararzeczywistość. Gdzieś w świecie wirtualnym rozwija się drugi równoległy świat, nasze drugie Ja. Wydaje mi się, że człowiek bardzo zuboża myślenie o swojej psychice.

Czy zdarzyło się Panu być sprawdzanym, testowanym pod kątem faktycznych umiejętności jasnowidzenia?

Miałem propozycję sprawdzań. Najbardziej kuriozalna i śmieszna jednocześnie propozycja sprawdzenia jaka mnie spotkała wiąże się z Sopockim Towarzystwem Naukowym. Parę lat temu zorganizowali spotkanie podczas którego dyskutowali o jasnowidzeniu, poruszali temat mojej osoby – choć mnie nie zaprosili. Po tym zebraniu wystosowali do mnie list publiczny. Zaproponowali mi, że oni wybiorą sobie jakieś osoby, które schowają się na terenie Gdańska. Natomiast Ja mam chodzić i ich szukać. Na początku myślałem, że to żart. Odpisałem im, że chcąc badać zjawisko, które jest nieuznawane przez naukę i niezbadane przez naukę trzeba najpierw zrozumieć na jakiej zasadzie to zjawisko może działać. Te osoby powinny mnie zaprosić, dowiedzieć się co i jak Ja robię, jakie warunki muszą być spełnione. Dopiero wtedy można byłoby mi zaproponować takie doświadczenie. Oni uznali, że ja się wykręciłem. Grupa sceptyków bardzo się tego nadal trzyma.

Podobną sprawę miałem z zaproszeniem do redakcji tvn, bodajże do programu „Dzień dobry TVN”. Tam było dwóch Panów ze Stowarzyszenia Sceptyków. Ja wziąłem ze sobą dokumentację policyjną, chciałem aby Ci Panowie przeczytali głośno co jest na tych dokumentach napisane. Robili wszystko, by nawet tych kartek do rąk nie wziąć podczas programu. Program z powodu nerwowości został szybciej przerwany.

Proszę mi powiedzieć, czy czytał Pan książkę „Ossowiecki. Zagadki jasnowidzenia”?

Czytałem książkę „Świat mego ducha i wizje przyszłości” Stefana Ossowieckiego.

I co Pan o niej sądzi?

W 2012 roku było trzecie wydanie tej książki i zostałem poproszony o napisanie przedmowy. Uważam, że jest tam bardzo dużo prawdy o tym co Ossowiecki robił. Według mnie opowieści o tym, że Ossowiecki poruszał przedmiotami to legendy, które powstały po jego śmierci. Najbardziej wiarygodną książką na temat jasnowidzenia jest książka Krzysztofa Borunia „Zagadki jasnowidzenia”, którą polecam. Napisana w sposób chłodny, rzeczowy.

Chciałabym wrócić jeszcze do wątku Pana współpracy z policją. Dotychczas pojawiały się sprzeczne komunikaty. Z jednej strony nikt oficjalnie nie chce się przyznać do korzystania z Pana umiejętności, a z drugiej strony istnieje wiele dokumentów potwierdzających współpracę. W książce „Zmarli mówią” prezentuje Pan skany listów, podziękowań z KGP CBŚ, KPP Węgorzewo, KMP w Zabrzu, Będzinie – czy takie listy nadal do Pana trafiają?

Większość ludzi była świadkami mojego konfliktu słownego w prasie między mną, a Panem Rzecznikiem Komendy Głównej Policji Mariuszem Sokołowskim (już byłym rzecznikiem), który twierdził że z mojej pomocy nie korzystają. Uznałem to za kłamstwo, wysłałem mu listem poleconym kopie dokumentacji – bez żadnej odpowiedzi. Jest zakaz wystawiania dla mnie takich dokumentów. Co ciekawe, po takim zakazie bywało, że byłem powoływany przez prokuraturę jako biegły – co później wywołało aferę. Po wykonaniu moich czynności w Katowicach, dokąd pojechałem na cały dzień, na własny koszt, wykonałem sumiennie swoją sprawę. Zrobiłem to, czego ode mnie oczekiwano. Niestety nastąpił przeciek w prasie, pojawiła się na mnie wielka nagonka z różnych miejsc. Nawet nie pomógł dokument oficjalny, powołujący mnie na biegłego. Było to dla mnie wielkim zaszczytem, że jednak prokuratura uznała, że warto powołać mnie jako biegłego. Dzięki moim wskazówkom w tej sprawie, prokuratura i policja doszła do jakiś konkretnych śladów. Ta sprawa miała miejsce około trzy lata temu.

A czy aktualnie współpracuje Pan ze służbami?

Oczywiście, wykonuję pewne czynności dla policji dość często. Policjanci przyjeżdżają do mnie też nieoficjalnie, wykorzystując swój czas, środki. Nie pobieram od nich żadnych opłat. Traktuję ich z wielkim szacunkiem. Policjant prowadząc śledztwo zbiera jak najwięcej informacji, musi rozmawiać ze wszystkimi. Ma on logikę, rozum, doświadczenie dokonuje oddzielenia mniej i bardziej ważnych danych. Policjant idzie do jasnowidza, ponieważ jest dobry policjantem, stanął w miejscu w danej sprawie i to nie daje mu spokoju. Policjant śledczy to jest ktoś taki, kto cały czas analizuje sprawę, zastanawia się czy dobrze przesłuchał jakąś osobę, czy uzyskał od niej wszystkie możliwe informacje. I tacy ludzie powinni wcześniej odchodzić na emeryturę, a nie stójkowi na radarach.

Czyli działacie oficjalnie czy nieoficjalnie?

Szereg spraw jest udokumentowanych w sposób oficjalny, ale także są nieoficjalne.

Czy Pan im pomaga?

Ja ludziom, ani osobom zwracającym się do mnie nie pomagam. Ja staram się mieć jak najwięcej wyników, żyję z tego co robię, to jest mój chleb. Płacę podatki, ZUS jak każdy obywatel i dla mnie najważniejszą rzeczą w tym co robię jest wynik. Im więcej znajdę zwłok, tym się czuję lepiej. Słowo „pomagać” nie istnieje tu, ponieważ można pomóc komuś bezinteresownie, czego ja nie robię. Policjant też dostaje pensję, podobnie ITAKA nie szuka bezinteresownie, tez mają źródła finansowania.

Jak wygląda Pana współpraca z branżą detektywistyczną?

Bardzo sporadycznie zdarzało mi się prowadzić jakąś sprawę z biurem detektywistycznym. Owszem miałem kontakt z Panem Rutkowskim, ale bardzo powierzchowny, nie działaliśmy wspólnie.

Czy zna Pan inną osobę z podobnymi umiejętnościami, darem jasnowidzenia?

Wbrew temu co robię nie interesuję się parapsychologią. Nie czytam książek na ten temat, nie wgłębiam się w to, nie utrzymuję kontaktów z ludźmi którzy zajmują się tymi sprawami – między innymi z powodu braku czasu. Ja mimo tego co robię, to jestem głębokim realistą. Daleki jestem od snucia historii z mchu i paproci o duchowościach i podobnych rzeczach. Dlatego nie umiałbym rozmawiać z osobami, które się za bardzo wgłębiają w duchowość.

Na koniec naszej rozmowy chciałabym Pana zapytać, czy jest coś, co chce Pan sprostować. Być może w mediach ukazywały się jakieś nieprawdziwe Pana zdaniem informacje?

Powiem tak, Jackowski może dla wielu czytelników wydać się osobą która nie wiadomo kim jest, jakiś niezdeklarowany. Ale przecież tak też wygląda nasze życie. Nie ma zawodu, fachu, talentu doskonałego. Każdy artysta, plastyk, malarz, rzeźbiarz uczył się w swoim zawodzie, niszczył i tworzył dzieła, które zachwycały. Nie można oczekiwać od jasnowidza wszystkiego, dlatego że on sam nie rozumie do końca tego co robi. Największą męką dla mnie w moim życiu – to co przysparza mi największych stresów – to jestem Ja sam dla siebie, moja niepewność. Po każdym przypadku, który badam następuje straszne oczekiwanie, czy miałem rację, czy też nie. To jest trudne, ale to moja rzeczywistość.

Co Pan czuje, gdy wizja się potwierdza?

Wiem, że rodziny bardzo cierpią, płaczą nad tymi zwłokami. A Ja jak się dowiaduję, że potwierdziło się wskazane przeze mnie miejsce ukrycia zwłok, to się raduję przez chwilę. To następny mój dowód na to, że człowiek widzi też umysłem. To jest walka wewnętrzna.

Czego mogę Panu życzyć?

Żebym za szybko nie zdechł proszę Pani, coraz gorzej z moim zdrowiem. Ale jeżeli Bóg da to jeszcze trochę polatam i pożyję. Czego mi życzyć więcej? Normalnego świata, ale to jest mdłe życzenie, bo takiego cudu to nie będzie.

 

Facebook