LUDZKIE OBLICZE SYSTEMU PENITENCJARNEGO

źródło: Okręgowy Inspektorat Służby Więziennej w Gdańskuźródło: Okręgowy Inspektorat Służby Więziennej w Gdańsku

Prawie we wszystkich pomieszczeniach jest oświetlenie LED, woda do kąpieli jest pozyskiwana z instalacji solarnej, budynki są ocieplone. W biurach są ergonomiczne krzesła, monitory. Służba Więzienna jest instytucją nowoczesną, korzystającą z ogromnej ilości programów informatycznych. Z majorem Robertem Witkowskim, rzecznikiem prasowym Okręgowego Inspektoratu Służby Więziennej w Gdańsku – rozmawia Anna Ruszczyk.

Kiedy tak naprawdę społeczeństwo zaczyna się interesować polskim więziennictwem?

Wtedy, gdy sprawa ma charakter medialny. Opinia społeczna, dziennikarze wypowiadają się o sprawcy bardzo źle, często traktują go jak „bestię”. Zresztą „ustawa o bestiach” jest sformułowaniem dziennikarskim, nie ma takiego dokumentu. Ustawa dotyczy postępowania wobec osób z zaburzeniami psychicznymi stwarzających zagrożenie dla życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób. Natomiast jeżeli jeden współosadzony wyrządzi krzywdę drugiemu, pojawia się komunikat, iż Służba Więzienna nie zapewniła bezpieczeństwa. Jeśli ktoś dokona samouszkodzenia, wówczas w mediach mówi się, że Służba Więzienna temu nie zapobiegła.

Co się dzieje za tymi murami i jaka część prawdy o więzieniach w Polsce dociera do opinii publicznej?

Zależy nam, by pokazywać społeczności lokalnej funkcjonowanie jednostek penitencjarnych za murami. Dzieje się bardzo dużo, niestety mury odgradzają nas od społeczeństwa, przez co ludzie mało znają naszą pracę. Tym samym nadal niewiele wiedzą w jaki sposób pracujemy z więźniami w trakcie wykonywania ich kary pozbawienia wolności. Zainteresowanie więzieniem ze strony mediów powstaje w chwili wystąpienia jakiś nieprawidłowości. Kiedy pojawia się zainteresowanie wyposażeniem celi mieszkalnej? Wtedy, kiedy w celi ktoś popełni samobójstwo, albo gdy mamy jakiegoś medialnego osadzonego. Przy czym wskazuje się, że ten osadzony, który na wolności żył w dobrobycie, nadal ma dobrobyt w więzieniu zapewniony. Ma możliwość korzystania z telewizora, możliwość kąpieli, spożywania posiłków oraz może otrzymywać paczki. Wówczas w przekazie medialnym są to luksusowe warunki. Zapraszam do pobycia w celi, na małej przestrzeni, bez możliwości robienia tego, co się lub i co się chce robić. Pamiętajmy, że jeżeli jest to osoba tymczasowo aresztowana, to o każdorazowym widzeniu musi zadecydować organ dysponujący, czyli sąd lub prokuratura. Telewizor w celi nie jest luksusem, umożliwia poniekąd kontakt ze światem temu człowiekowi, nie odcina go zupełnie od rzeczywistości w której jeszcze przed chwilą funkcjonował. Paradoksem jest to, że bardziej humanitarnie podchodzą do osadzonych funkcjonariusze Służby Więziennej niż inne osoby z wolności.

Co jest miarą waszego profesjonalizmu?

Bez względu na to, czy jest mowa o strażniku, psychologu, wychowawcy, lekarzu, którzy tutaj pracują, musimy nauczyć się oddzielać człowieka od jego czynu. To jest miarą naszego profesjonalizmu.

Służba Więzienna11

źródło: Okręgowy Inspektorat Służby Więziennej w Gdańsku

W jaki sposób przedostajecie się z wiedzą o więziennictwie poza mury?

Organizujemy wizyty studyjne dla pracowników instytucji współpracujących z wymiarem sprawiedliwości, zapraszamy sędziów (karnistów, cywilistów), żeby zobaczyli jakie są warunki i jakie realizowane są programy readaptacji społecznej w zakładach karnych i aresztach śledczych, do których kierują wyrokami osoby skazane. Zapraszamy uczniów szkół średnich. Chcemy, by wiedzieli jak funkcjonuje polski system penitencjarny, na czym polega kara ograniczenia i pozbawienia wolności. Naszymi gośćmi są także studenci (takich kierunków jak: psychologia, pedagogika, prawo, socjologia, kryminologia). Robimy naprawdę wiele, by poszerzyć wiedzę społeczeństwa o tym, co się dzieje za murami więzienia.

Jaka jest zazwyczaj reakcja tych osób?

Wszyscy reagują bardzo podobnie, zazwyczaj są zdziwieni i zaskoczeni. Mają z reguły w głowie mnóstwo stereotypów na temat tego, kim jest funkcjonariusz Służby Więziennej, jak wygląda więzienie. Myśleli, że są to zapyziałe pomieszczenia, brudne, nieestetyczne. Tymczasem korytarze w pomorskich więzieniach są czyste, w kuchni jest schludnie i zgodnie z przepisami sanitarnymi, cele mieszkalne są odnowione i nowoczesne. Prawie we wszystkich pomieszczeniach jest oświetlenie LED, woda do kąpieli jest pozyskiwana z instalacji solarnej, budynki są ocieplone. W biurach są ergonomiczne krzesła, monitory. Służba Więzienna jest instytucją nowoczesną, korzystającą z ogromnej ilości programów informatycznych. Każdy funkcjonariusz bez względu na zajmowane stanowisko (oddziałowy, księgowy, lekarz) ma dostęp do komputera oraz danych dotyczących osób pozbawionych wolności. Może sprawdzić jaki jest stan magazynowy rzeczy osadzonego, jaki jest stan jego konta finansowego, z kim utrzymuje kontakty.

Zatem kilka faktów i mitów o polskim więziennictwie.

Często spotykam się z mitami odnośnie funkcjonowania systemu penitencjarnego, zwłaszcza wśród dziennikarzy i na uczelniach wyższych. Ciągle o funkcjonariuszach służby więziennej mówi się w sposób pejoratywny. Tymczasem 41% wszystkich funkcjonariuszy oraz pracowników cywilnych Służby Więziennej okręgu gdańskiego ma wykształcenie wyższe magisterskie, 13% wyższe licencjackie. Prawdopodobnie jesteśmy po ABW najlepiej wykształconą służbą mundurową w Polsce.

Gdy tak Pan wymieniał wyposażenie Służby Więziennej, przypominały mi się wypowiedzi funkcjonariuszy policji, którzy nie mają nawet na papier ksero, toner do drukarek, o sprzęcie komputerowym służbowym nie wspominając.

Oczywiście, my też jesteśmy instytucją budżetową, zobligowaną do racjonalnego wykorzystywania środków budżetowych. Po to używamy programów komputerowych, aby nie musieć drukować wielu dokumentów. Baza danych zawiera wszystkie informacje, docelowo będziemy zastępować wszystkie dokumenty papierowe dokumentami elektronicznymi. To wymaga z kolei niemałych inwestycji. Lepiej zainwestować w sieć komputerów, niż bezproduktywnie wydawać pieniądze na tony papieru.

Mówiąc o sieci i dostępie funkcjonariuszy i pracowników Służby Więziennej do danych możemy wskazać, że ma Pan dziś dostęp do informacji o osobach osadzonych w innych województwach?

Zakres dostępu do informacji jest określony przepisami. Osoby będące na oddziale mieszkalnym mają dostęp do informacji o osadzonych w tej konkretnej jednostce penitencjarnej. Osoby, które mają szerszy zakres kompetencji, mają szerszy dostęp do informacji.

Wracając do spraw racjonalnego gospodarowania, słyszałam, że Służba Więzienna dużą wagę przykłada do działań proekologicznych.

Wszystkie zakłady karne i areszty okręgu gdańskiego (jest ich dziewięć) prowadzą segregację śmieci i uczą tej segregacji każdego osadzonego. Śmieci są również segregowane przez osoby odpowiedzialne na oddziałach. Używamy zgniatarek m.in. do butelek PET, co jest opłacalne, gdyż mamy wówczas mniej śmieci i mniej musimy płacić za ich wywóz. Podobnie z segregacją makulatury, za którą otrzymujemy pieniądze. W ciągu ostatnich dwóch lat niemal wszystkie budynki jednostek okręgu gdańskiego zostały poddane termomodernizacji. Budynki zostały ocieplone, wymieniliśmy instalację na energooszczędną, prawie do wszystkich cel została doprowadzona ciepła woda. Mieliśmy piękne lato, w związku z czym solary dawały dużo ciepłej wody, mogliśmy zwiększyć ilość kąpieli osób pozbawionych wolności. Udało nam się skorzystać z dofinansowania z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. To co zostanie zaoszczędzone, zwrócimy do budżetu państwa. Z pewnością zapłacimy mniejsze rachunki za ogrzewanie, a mówimy o dużych konglomeratach, kilku hektarach powierzchni. Warto dodać, że zmienił się wygląd jednostek penitencjarnych, dziś są to nowoczesne, estetyczne budynki, niegdyś były zaniedbane.

Od działań eko chciałabym przejść do rozmowy o funkcjonariuszach i pracownikach Służby Więziennej. Interesują mnie motywacje ludzi wiążących swoje życie zawodowe z systemem penitencjarnym.

Możemy podzielić ich na dwie grupy: pasjonatów i realistów. Racjonaliści to ci, którzy mają pełną świadomość tego, że praca służbach mundurowych niesie w sobie wiele niepewności, ale także bezpieczeństwa socjalnego. Nie zarabiamy zbyt wiele, ale wiemy o ty, że pensja jest pewna. Należy podkreślić fakt, że służymy całemu społeczeństwu. Izolujemy tych, którzy z jakiś względów nie powinni być po drugiej stronie murów. Izolujemy na podstawie postanowień sądowych. Zapewniamy bezpieczeństwo na terenie jednostek penitencjarnych, gdzie na stosunkowo małej przestrzeni przetrzymywanych jest kilkaset albo jeszcze więcej trudnych charakterów, zaburzonych osobowości, ludzi z marginesu społecznego. Przebywają tutaj także osoby, które z gruntu nie są złe, ale coś takiego im się w życiu wydarzyło, że znaleźli się w więzieniu. Czasem jest to przypadek, sytuacja, nieszczęśliwy zbieg okoliczności, ktoś popełnia przestępstwo nieumyślne i też trafia do więzienia. Kolejnym naszym zadaniem jest przygotowanie działań readaptacyjnych do wyjścia tych ludzi na wolność. Motywujemy tych ludzi do pracy nad sobą, przemyśleń, tak, by już więcej do tego więzienia nie wracali. Do pracy w więzieniu przychodzą ludzie ze względu na fakt iż jest to służba mundurowa, ale nie brakuje też pasjonatów.

źródło: Okręgowy Inspektorat Służby Więziennej w Gdańsku

Czy pasja wystarczy, czy też potrzebny jest silny charakter, osobowość?

To nie jest miejsce dobre dla ludzi ze słabymi charakterami, niepewnych siebie, uległych. Trzeba być asertywnym, mieć swoje zdanie, ponieważ osoby pozbawione wolności są mistrzami manipulacji. Bardzo szybko wyczuwają czy daną osobą można manipulować, co jest bardzo niebezpieczne. Zmanipulowany funkcjonariusz może dać się uwikłać w różne zachowania, które zagrażają bezpieczeństwu całej jednostki. Nie jest to również dobre miejsce dla osób zbyt pewnych siebie, agresywnych, które myślą, że jak przyjdą tutaj pracować, to będą miały władzę nad drugim człowiekiem.

W literaturze były opisywane badania nad zachowaniem się ludzi, w momencie gdy otrzymają władzę, decydują o losie drugiego człowieka.

Tak, między innymi eksperyment stanfordzki wykazał jak ludzie się zachowują, gdy mają władzę, wczuwają się w rolę i zaczynają władzy nadużywać.

Czyli na etapie rekrutacji sprawdzane są predyspozycje kandydata do pracy w Służbie Więziennej?

Oczywiście, zanim taka osoba zostanie poddana testom fizycznym, sprawdzana jest pod kątem psychologicznym. To jest pierwsze sito, które już wskazuje, że pewne osoby do pracy w tym miejscu się nie nadają. Trzeba umieć znaleźć złoty środek. Nie można być agresywnym, ale też trzeba być asertywnym. Należy oddzielać osoby od czynu. Trudno jest pracować z pedofilem, człowiekiem który zabił kilkoro ludzi, z gwałcicielem, człowiekiem, który przez wiele lat znęcał się nad swoimi bliskimi w efekcie czego dziś oni wymagają leczenia psychiatrycznego. Na tym polega nasza praca. My nie tylko tego człowieka izolujemy, ale z nim rozmawiamy, motywujemy do refleksji, wskazujemy alternatywne sposoby funkcjonowania, uczymy go prospołecznych zachowań, abstrahując od tego kim jest, co robił wcześniej.

Służba obarczona jest stresem. Czy w jednostkach penitencjarnych prowadzone są działania mające na celu wykrycie wypalenia zawodowego pracowników, ich problemów?

Jesteśmy na to bardzo wyczuleni i wrażliwi, dlatego że długotrwały stres wynikający z pracy w tym miejscu może powodować negatywne skutki dla psychiki osoby, która tutaj pracuje. W ciągu ostatnich dziesięciu lat mieliśmy kilka sytuacji, w których długotrwały stres doprowadził do tragedii. Stąd każdy niepokojący sygnał, jest badany, włącza się czerwone światło. Przełożeni natychmiast reagują, kierując taką osobę do lekarza medycyny pracy, psychologa. To jest bardzo stresująca praca. Ci, którzy twierdzą, że niepełnoprawnym jest wcześniejsza emerytura osób, które pracują w więziennictwie, nie mają świadomości tego, w jaki sposób ta praca może wpływać na człowieka. Przez trzynaście i pół roku pracowałem na oddziale mieszkalnym w bezpośrednim kontakcie z osobami pozbawionymi wolności. Funkcjonariusz Służby Więziennej przychodzi na ośmiogodzinną lub dwunastogodzinną służbę do oddziału mieszkalnego, gdzie osób trudnych w kontakcie jest stu dwudziestu. Nie są to osoby z krainy łagodności, często są zdemoralizowani, wulgarni, zaburzeni, agresywni, czasem negatywnie nastawieni do nas. Ten funkcjonariusz jest za nich wszystkich odpowiedzialny, musi nad tym panować, by nic złego się nie stało. Musi ich bardzo dobrze znać, wiedzieć kto z kim sympatyzuje, a kto się nie lubi, kto jest uczestnikiem podkultury przestępczej. Wychowawca, psycholog, strażnik muszą wiedzieć co się dzieje w celi, czy ktoś nie jest wykorzystywany przez innych współwięźniów, czy ktoś nie zaczyna dominować nad innymi. Trzeba wiedzieć z kim dany skazany utrzymuje kontakty na wolności, gdyż może się okazać, że odchodzi od telefonu i popada w zachowania depresyjne. Okazuje się, że jego żona poinformowała go, że właśnie złożyła pozew o rozwód do sądu. Stąd obciążenie psychiczne osób pracujących z osadzonymi jest ogromne.

Zdarzają się próby czynnej napaści na funkcjonariuszy?

Owszem, są próby czynnej napaści, rzucanie taboretem, oblewanie wrzątkiem, zupą. Takich napaści mamy kilkadziesiąt w skali roku. W jednej z gdańskich jednostek penitencjarnych na początku lat 90′ skazany zasztyletował swojego wychowawcę. W ciągu ostatnich dwóch lat mieliśmy do czynienia z sytuacją, gdzie skazani próbowali między innymi atakować dyrektorów zakładów karnych i aresztów śledczych, którzy karali ich za negatywne zachowania. My jesteśmy profesjonalistami, zawsze zabezpieczane są takie spotkania przez funkcjonariuszy wyszkolonych w technikach interwencji. Nie zdarzyło się, aby któryś z dyrektorów ucierpiał fizycznie.

Nie tak dawno oglądałam reportaż o więzieniu za granicą, w którym osadzeni mieli na swoim koncie zamordowanie kilku strażników więziennych. Demonstrowali swoje niezadowolenie z sytuacji życiowej poprzez podcinanie żył, mazanie krwią celi. Co bardziej zdesperowani wylewali nawet fekalia pod celę, próbując bezskutecznie zmienić miejsce z izolatki na oddział otwarty.

Z takich bardziej drastycznych przypadków mogę opowiedzieć historię sprzed pół roku. Osadzony zachowywał się bardzo negatywnie, został umieszczony w celi zabezpieczającej, która jest środkiem przymusu bezpośredniego. W takiej celi izolujemy osadzonych, którzy zagrażają swojemu albo czyjemuś bezpieczeństwu. Żeby zrobić na złość innym, wysmarował siebie i całą celę w fekaliach. Ktoś musiał go umyć, a także posprzątać celę. Nie zamawialiśmy żadnej firmy z zewnątrz. Czasem to jest naprawdę trudna i niewdzięczna robota.

źródło: Okręgowy Inspektorat Służby Więziennej w Gdańsku

źródło: Okręgowy Inspektorat Służby Więziennej w Gdańsku

Zdarzały się przypadki, w których fizycznie ucierpieli funkcjonariusze?

Tak, były sytuacje w których skazani rzucali jakimiś przedmiotami w funkcjonariuszy, oblewali wrzątkiem. Do dziś mam w pamięci przypadek sprzed kilku lat, gdy pani psycholog została uderzona przez osadzonego metalowym kubkiem w taki sposób, że miała złamanie podstawy czaszki i długotrwałą rehabilitację. Próbujemy ograniczać niebezpieczne sytuacje. Staramy się poznać atmosferę panującą w oddziale, celi, uczymy się samoobrony, wiemy jak szybko reagować. Bywają jednak sytuacje z zaskoczenia, gdy nie było możliwości przewidzenia zamiarów osadzonego.

Znane jest powszechne stwierdzenie, że coś takiego jak resocjalizacja nie istnieje. Jakie jest prawdziwe oblicze resocjalizacji w polskim więziennictwie?

Na to zagadnienie trzeba spojrzeć realnie. Osoba, która przychodzi do pracy w więzieniu może mieć swój wyidealizowany pogląd. Rzeczywistość dość szybko ten idealizm weryfikuje. Naiwnym jest sąd przedstawiany przez społeczeństwo, naukowców, dziennikarzy, że więzienie to jest miejsce, gdzie „jak się tego człowieka tam przeniesie, to on wyjdzie stamtąd lepszy”. Jeżeli skazany odbył karę, wyszedł na wolność i ponownie popełnił przestępstwo, to do mnie przyjeżdżają dziennikarze i stwierdzają, że resocjalizacja była nieskuteczna. To nie jest prawda. My nie możemy brać odpowiedzialności za zachowanie się tego człowieka na wolności. W trakcie odbywania przez niego kary pokazujemy mu wiele możliwości, dróg, dajemy szansę zdobycia nowych umiejętności. Albo z tego skorzysta, albo nie. Jeszcze na siłę nikt nikogo nie zresocjalizował. Tak samo nie można na siłę z alkoholika zrobić trzeźwiejącego. By coś zmienić, trzeba pewne sprawy zrozumieć i podjąć decyzje. Osadzony powinien sam chcieć zacząć żyć inaczej. To musi być jego pierwszy krok.

Co robicie, by tym ludziom pomóc w zmianie życia?

Bardzo wiele. Zatrudniamy osadzonych, uczymy ich pracy. Mają możliwość kontynuowania nauki. Uczymy ich umiejętności społecznych, psychologicznych, radzenia sobie ze stresem i ze złością. Pomagamy im w walce z uzależnieniami, mamy oddziały terapeutyczne dla osób uzależnionych od alkoholu, narkotyków i innych substancji zmieniających nastrój. Dajemy im możliwości realizacji twórczej, wydajemy tomiki dla twórców poezji. Robimy mnóstwo rzeczy, by ludzie spędzali czas sensownie, a nie angażując się w jakieś negatywne przejawy podkultury przestępczej, jak tatuowanie, grypsowanie, znęcanie się nad innymi. Uczestnicząc w programach readaptacji, które proponujemy, to sam człowiek musi podjąć decyzję czy skorzysta i w jaki sposób. Jeżeli dziennikarz pyta się mnie, czy to jest nasza porażka, że ktoś ponownie popełnił przestępstwo, odpowiadam, że nie jest. My zrobiliśmy dużo by ten człowiek próbował się zmienić, a jeśli się nie zmienił, to jest to jego wybór, jego decyzja. Nie możemy brać odpowiedzialności za tysiące mniej lub bardziej zdemoralizowanych przestępców, którzy opuszczają jednostki penitencjarne.

Jak dostosować pomoc do człowieka?

Trzeba się skoncentrować na jego problemach. Jeżeli mamy do czynienia z człowiekiem który miał dwa wyroki w zawieszeniu i po raz trzeci trafia do więzienia, przyglądamy się jego aktom, jego życiu to widzimy że podstawowym jego problemem nie jest fakt, że jest on przestępcą. Kluczowym problemem jest jego problem alkoholowy. Skupiamy się na badaniu tego zagadnienia i próbujemy mu pomóc poprzez udział w meetingach dla AA albo programach reedukacyjnych. Dla osób uzależnionych oferujemy terapię. Problemem nie musi być demoralizacja, może nim być choroba alkoholowa. Jeśli mu w tym nie pomożemy, prawdopodobnie będzie wracał i stanie się recydywistą.

Słyszałam wypowiedzi pewnych naukowców, którzy twierdzą, że resocjalizacja jest nieskuteczna, pozbawiona sensu, skoro mamy wysoką recydywę.

Wskaźnik powrotności do przestępstwa wynosi 50 – 60%. Co to oznacza? To oznacza, że aż 40 – 50% tych, którzy przychodzą do więzienia po raz pierwszy, do tego więzienia już nie wraca. To mało czy dużo? Porównajmy nasz system penitencjarny z systemem norweskim. Więzienia w Norwegii wyglądają zupełnie inaczej, gdyż jest to bogatszy kraj, który stać na robienie wielu rzeczy. Ale tam poziom recydywy jest taki sam jak u nas. Jak widać ten wskaźnik nie zależy od pieniędzy.

źródło: Okręgowy Inspektorat Służby Więziennej w Gdańsku

źródło: Okręgowy Inspektorat Służby Więziennej w Gdańsku

W takim razie od czego zależy?

To, czym możemy się pochwalić i porównać do systemu skandynawskiego, to sposób prowadzenia oddziaływań penitencjarnych. Oczywiście polski system penitencjarny potrzebuje jeszcze wielu zmian, żeby jeszcze lepiej przygotować człowieka na wyjście na wolność. Potrzebna jest także sprawniejsze działanie innych instytucji już na wolności, które przejmą tego człowieka, by mógł kontynuować proces zmiany osobowości.

Jak przekonać ludzi, że prowadzone w więzieniach programy resocjalizacyjne przynoszą jednak pozytywne skutki, mają sens?

Wątpiącym proponuję puszczenie wodzów wyobraźni. Wyobraźmy sobie że nie resocjalizujemy, tak jak ma to miejsce w więzieniach amerykańskich, gdzie jest tylko izolacja i praca. Pójdźmy dalej, po co ci ludzie mają pracować, niech siedzą tylko w celach. Zobaczmy co się będzie działo. Nie chodzą do szkoły, nie chodzą do pracy, nie mają żadnych spotkań s psychologiem, bo po co, skoro nie ma resocjalizacji. Nie mają żadnych terapii, zajęć na świetlicy, nie czytają książek, nie rzeźbią, nie kleją modeli samolotów. Nie robią nic. Co się dzieje wtedy w celach? To jest więzienie polskie z lat 60′-70′ oraz początku lat 80′. Wtedy właśnie kwitła podkultura przestępcza, grypsowanie, tatuowanie, samouszkodzenia.

Ile dzisiaj jest odnotowywanych przypadków samouszkodzeń?

Dziś ilość samouszkodzeń, prób samobójczych jest minimalna. Zjawisko podkultury przestępczej istnieje, ale jest marginalne. Jeżeli mamy celę ośmioosobową, gdzie pięciu osadzonych pracuje, to nawet trzech niepracujących, a próbujących rozrabiać po godzinie 20 zostanie przez nich uspokojonych. Tamci muszą się wyspać, potrzebują ciszy, gdyż rano idą do pracy. Jak skazany wychodzi do pracy o 7 rano i wraca po 17, to zje obiad, wykąpie się, obejrzy telewizję i nie myśli o jakiś głupotach, tylko o odpoczynku. Jeżeli skazany ma możliwość pobytu w świetlicy, udziału w spotkaniu z podróżnikiem, pielgrzymem do Jerozolimy, aktorem, sportowcem, kierowcą ciężarówki, który zjeździł od Portugalii po Kamczatkę, to nie siedzi w tym czasie w celi. On w tym czasie słucha o pozytywnych rzeczach.

W jaki sposób więźniowie odbierają takie spotkania?

Dla nich to jest bardzo ważne przeżycie. Dowiadują się, że zamiast pić, ćpać i kraść można robić mnóstwo ciekawych rzeczy. Tego typu spotkania przekładają się na kolejne programy np. żyj zdrowo, miej zdrowy kręgosłup. Uczymy jak korzystać z siłowni, by przynosiło to korzyść naszemu organizmowi, jak biegać, jak przygotować się do triathlonu.

Jak wygląda sytuacja więźniów oraz ludzi którzy opuszczają mury więzienia na rynku pracy? Czy pracodawcy chętnie ich zatrudniają?

Bardzo często jest tak, że skazany pracuje u pracodawcy odbywając karę pozbawienia wolności, znajduje u tego samego pracodawcy zatrudnienie po wyjściu na wolność. Pokazał że jest dobrym pracownikiem, można mu zaufać. Bywają sytuacje stygmatyzacji osób, które wychodzą na wolność. Jednak z moich wieloletnich obserwacji wynika, że znalezienie przez nich pracy po wyjściu na wolność zależy od nich samych, od ich motywacji. Oczywiście pracodawcy zwracają na to uwagę, przy czym najważniejsze jest dla nich to, jakie ten człowiek posiada umiejętności. Zwłaszcza dla prywatnego właściciela liczy się wydajny pracownik, nie zaś kwestia czy odbywał karę ograniczenia, pozbawienia wolności.

Wiem, że niektórzy z więźniów biorą udział w bardzo ważnym społecznie projekcie, jakim jest współpraca i pomoc w hospicjach oraz domach pomocy społecznej. Co było inspiracją do realizacji tak ważnego wyzwania?

Rozmawiam z więziennikami z różnych krajów na całym świecie. Jak oni się dowiadują, co my u nas realizujemy, to oni łapią się ze zdziwienia za głowę. We Francji nie mogą się nadziwić, że skazany pracuje na wolności, podobnie w Norwegii. To wynika z tego, że tam więźniowie jeśli pracują, to w zakładach produkcyjnych na terenie więzień. My takich zakładów mamy niewiele, stąd większość skazanych pracuje za murami więzień na rzecz samorządów lokalnych, instytucji pozarządowych, stowarzyszeń i kontrahentów zatrudniających ich odpłatnie. Jeśli chodzi o hospicja, to jesteśmy ewenementem na skalę światową. Jesteśmy jedynym krajem na świecie, gdzie skazani wychodzą z więzienia, żeby pomagać w hospicjum umierającym, którzy są na wolności. W Stanach Zjednoczonych więźniowie pracują w hospicjach, przy czym w hospicjach na terenie więzień. Na dzień dzisiejszy jest 41 hospicjów z którymi współpracujemy. Współpraca Służby Więziennej z hospicjami zaczęła się w Gdańsku w 2002 roku. Były już wcześniejsze działania, ale nie udokumentowane. W 1995 roku jeden z osadzonych na własną prośbę wychodził do hospicjum. Osadzony ten zabił swojego ojca, dręczyły go wyrzuty sumienia i chciał w ten sposób spłacić dług. Od 2002 roku współpraca nasza ma charakter stały. To jest naprawdę niesamowite zjawisko. Odbyłem dziesiątki, setki godzin rozmów z osadzonymi, którzy pracowali w hospicjach. Wiem, jak wiele im to daje, z drugiej strony jak bywa to niezwykle trudne. To jest mocne przeżycie, wymagające nieprawdopodobnego hartu ducha. Niektórzy rezygnują, co jest zrozumiałe, zaś ci, którzy zostają, zmieniają się i to bardzo.

Na czym polega ta zmiana?

Zmienia się ich nastawienie do życia i śmierci, zmienia się nastawienie do drugiego człowieka, zmienia się hierarchia wartości, podejście do swoich bliskich, do pieniądza i zdrowia jako wartości. Codziennie około 120 osadzonych w całej Polsce wychodzi do hospicjów, następnych około 530 wychodzi do domów pomocy społecznej dla osób niepełnosprawnych, z porażeniami, dla osób upośledzonych umysłowo. Oznacza to, że około 650 skazanych wychodzi codziennie w Polsce by pomagać osobom umierającym, potrzebującym, chorym i niepełnosprawnym.

Jak radzą sobie ze śmiercią osób, którymi się opiekują w hospicjum?

Mają możliwość porozmawiania z psychologiem na terenie hospicjum, mogą porozmawiać z psychologiem lub wychowawcą po powrocie za więzienne mury. Tak jak większość wolontariuszy, przyzwyczajają się do tego, traktują to jako coś zupełnie naturalnego. Oni uczą się tego, że mogą pomóc odejść człowiekowi w sposób godny.

W jaki sposób do pomysłu zaangażowania więźniów w hospicja, domy pomocy społecznej początkowo podchodzili dyrektorzy tych instytucji?

Na początku faktycznie były problemy ze stereotypami. Były to stereotypy na wielu płaszczyznach, stosunek ludzi do hospicjów jako do umieralni co nie jest prawdą, gdyż są to miejsca do godnego odejścia z tego świata. Był też stereotyp, że każdy wiezień to straszny bandyta. Zawsze potrzebny jest czas. Warto zwrócić uwagę, że jest odpowiedni dobór tych osób do pracy w hospicjum, tu nic nie dzieje się przypadkowo. Te osoby muszą mieć to coś w sobie, mogą coś innemu człowiekowi dać. Czasem świadomie kierujemy do pracy także osoby, które już coś z sobą zrobiły podczas odbywania kary, a były sprawcą przestępstwa przeciwko życiu, zdrowiu, rodzinie, a nawet zabójców. Oczywiście to są osoby, które za chwilę mają koniec kary, które bardzo się zmieniły podczas odbywania kary. Chcemy dać im szansę na ich rozwój osobisty. Jeżeli mamy do czynienia z osobą, która przez 20 lat piła, wykonywała zawód lekarza i przez to, że spowodował ludzką tragedię będąc pod wpływem alkoholu musimy pomóc mu odkupić swoje winy. To jest dla niego szansa na powrót do normalności po odbyciu kary.

Dziękuję za rozmowę

  • Prawda

    Funkcjonariusze nie są wyposażeni w środki ochrony osobistej było trzeba się spytać w co wyposażony jest oddziałowy? Bo prócz własnych rąk nie ma innych środków przymusu bezpośredniego o środkach ochrony osobistej nie wspomnę ma oczywiście rękawiczki igło odporne ale one są tylko na pokaz. A tylko dzięki pomocy od P.Z.U grupa konwojowa dostała 10 kamizelek kuloodpornych. A pan major siedzi sobie w biurze i w całej swojej karierze nie spędził nawet 1 minuty na oddziale.

  • Rzecznik

    Uprzejmie informuję, że Pan major spędził na oddziale 13,5 roku. Rękawiczki antyzakłuciowe powinien Pan używać każdorazowo podczas dokonywania kontroli osób cel i innych pomieszczeń. Jeżeli Pan tego nie robi to źle o Panu świadczy.
    Robert Witkowski

Facebook