WŁAMYWACZE – KIM SĄ I JAK DZIAŁAJĄ?

Szperak i napinacz w użyciu, źródło: Jędrzej Kupczyński

Współcześni włamywacze to grupa bardzo niejednolita. Są wśród nich tacy, którzy nie mają zgoła żadnej przygotowanej strategii, działają pod wpływem chwilowego impulsu, spostrzeżenia okazji, sposobności do popełnienia przestępstwa, a w ich kartach karnych można spotkać przeróżne pospolite czyny zabronione. Oni też najczęściej stosują metody siłowe, nie prowadzą drobiazgowych czynności przygotowawczych, korzystają z powszechnie dostępnych narzędzi bądź w ogóle narzędzi nie używają. I takich jest większość. Są jednak i tacy włamywacze, daleko bardziej niebezpieczni i profesjonalni, którzy posiadają doskonale dopracowany warsztat, zarówno od strony technicznej, jak i taktycznej.

Z Jędrzejem Kupczyńskim, Prezesem Towarzystwa Inicjatyw Prawnych i Kryminalistycznych Paragraf 22, współautorem książki „Strategia działania współczesnego włamywacza” – rozmawia Anna Ruszczyk.

 

 

Na początku naszej rozmowy chciałabym dowiedzieć się czegoś o Panu, jak się zaczęła Pana przygoda z kryminalistyką?

Kryminalistyka była zdecydowanie najciekawszą rzeczą, jaką można było robić na studiach prawniczych. Wybór nie mógł być inny.

Dlaczego akurat mechanoskopia zainteresowała Pana szczególnie?

To chyba najbardziej zróżnicowany dział kryminalistyki. Zakres ekspertyzy mechanoskopijnej obejmuje tak różne na pozór dziedziny wiedzy, jak metaloznawstwo i badania drewna, nie wspominając o całym szeregu innych dyscyplin. Gdzieś w tym spektrum badań sytuuje się problematyka forsowania zamków i pokonywania zabezpieczeń mienia i właśnie od niej wywodzę swoje zainteresowanie mechanoskopią.

Jest Pan współautorem książki „Strategia działania współczesnego włamywacza”, brzmi ciekawie… Co było inspiracją do stworzenia swoistego kompendium wiedzy o współczesnych włamywaczach?

Technika i taktyka włamań jest sama w sobie tematyką fascynującą. I nośną popkulturowo do tego stopnia, że powstało kilka popularnych filmów osnutych na bardziej lub mniej fikcyjnych motywach włamań. Oczywiście to nie filmy były inspiracją do napisania książki, ale nie jestem wyjątkiem, jeżeli chodzi o zaciekawienie subtelną sztuką otwierania zamków. Stąd też wybierając temat pracy magisterskiej na ostatnim roku studiów prawniczych zdecydowałem się na bliższe spotkanie ze zjawiskiem kradzieży z włamaniem. Prowadząc badania nad portretem współczesnego włamywacza oraz zbierając materiały do tej pracy poznałem inspektora Bogumiła Rydza z Zakładu Broni i Mechanoskopii Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji. Później już wspólnie postanowiliśmy przygotować publikację naukową, która dotyczyłaby obszaru techniki i taktyki włamań. Niewątpliwie przyczynkiem do tego pomysłu był brak podobnej pozycji na polskim rynku wydawniczym. W istocie bowiem ostatnia publikacja profesjonalna poświęcona kryminalistycznemu omówieniu kradzieży z włamaniem – doskonała zresztą, ale nieco już nieaktualna – pochodzi z roku 1970. Mowa o książce „Kradzież z włamaniem i jej sprawca”, autorstwa Zbigniewa Bożyczki, który prowadził fascynujące badania w środowisko wrocławskich profesjonalnych włamywaczy.

4-183151

Zanim zapytam Pana o współczesnych włamywaczy, chciałabym dowiedzieć się jak włamywano się dawniej, przykładowo 50-60 lat temu. Czy i jakie wówczas istniały zabezpieczenia przed włamywaczami?

Oczywiście istniały zabezpieczenia przed włamaniami, istniały i 60 lat temu i nawet kilka tysięcy lat temu, kiedy Fenicjanie zaprojektowali pierwszy, prosty mechanizm blokującym, który można by określić mianem mechanicznego zamka. Niewątpliwie ostatnie półwiecze było okresem dynamicznego rozwoju zabezpieczeń mienia, ale i technik włamań. Niektóre z tych technik, popularne jeszcze 50 lat temu, dziś są w odwrocie lub całkowicie zniknęły. Najlepszym przykładem może być prucie kas pancernych – domena przedwojennej złodziejskiej arystokracji – kasiarzy takich jak Stanisław Cichocki, zwany Szpicbródką. Technika polegała na rozrywaniu (pruciu) ścianki sejfu za pomocą specjalnego narzędzia zwanego rakiem, którego końcówka robocza miała jedną ostrą krawędź i jedną tępą. Całość przypominała otwieranie puszki z konserwą, tyle że na większą skalę. Postęp technologiczny sprawił, że konstrukcja współczesnych sejfów właściwie całkowicie wyklucza zastosowanie tej techniki.

ślad mechanoskopijny, źródło: Jędrzej Kupczyński

ślad mechanoskopijny, źródło: Jędrzej Kupczyński

 

Jak wzrastała świadomość społeczeństwa odnośnie sposobów zabezpieczenia swojego mienia przed złodziejami?

Trudno w krótkich słowach odpowiedzieć na to pytanie. Tak naprawdę wcale nie jestem pewien, czy można stawiać tezę o wzroście świadomości społecznej odnośnie do skutecznych sposobów zabezpieczeń mienia. Jeżeli mogę się pokusić o pewną obserwację, to przestępczość przeciwko mieniu przechodzi współcześnie niebywałą rewolucję. Dziś kradzież z włamaniem może polegać na zeskanowaniu danych z karty bankomatowej i wypłaceniu pieniędzy za pomocą duplikatu. Tego rodzaju czyny jeszcze 30 lat temu w ogóle nie istniały. Dynamicznie rozwijają się i popularyzują różnego rodzaju nowoczesne technologie, a w ślad za nimi ewoluują techniki popełniania przestępstw. O ile nie trzeba nikomu tłumaczyć, na czym polega wyważenie drzwi łomem, to już mechanizm działania i pokonywania współczesnych zabezpieczeń elektronicznych pojazdów może być dla wielu zupełnie niepojęty. Nowoczesne sposoby zabezpieczenia mienia mogą być dla przeciętnego użytkownika niezrozumiałe. Zaś w bogactwie ofert dostępnych na przepastnym rynku towarów spod szyldu „bezpieczeństwo” niełatwo jest wyrobić sobie rzetelny pogląd o skuteczności lub jej braku określonych produktów. Niektóre obszary tego rynku są może nieco mniej chaotyczne od innych, i tak np. jeżeli chodzi o zamki ogólnobudowlane, to mogę polecić tylko zwracanie uwagi na to, czy dana konstrukcja posiada certyfikat zgodności z normą, czy też nie. Jeżeli tak, to znaczy że ktoś kompetentny sprawdził już ten konkretny model zamka pod kątem jego odporności na włamanie, a wynik tego sprawdzenia był przynajmniej satysfakcjonujący (klasy odporności zamków ogólnobudowlanych na włamanie określa się literami od A do najwyższej C). Jeżeli nie… cóż, to może być wszystko, ale raczej nie należy spodziewać się, że długo da odpór zdeterminowanemu włamywaczowi.

Szperak i napinacz w użyciu, źródło: Jędrzej Kupczyński

 

W jaki sposób pojawienie się monitoringu, możliwości instalowania systemów alarmowych wpłynęło na skalę włamań? Czy tego typu nowinki technologiczne odstraszyły złodziei, czy też nauczyli się omijać takie przeszkody?

Nie znam żadnych badań, które w sposób kategoryczny potwierdzałyby skuteczność monitoringu wizyjnego jako narzędzia prewencji kryminalnej. Mogę za to podzielić się własnymi wrażeniami, a te nie są bardzo pozytywne. Nie uważam, by instalowanie kamer i systemów alarmowych było cudowną receptą na złodziei. Zwróćmy uwagę, że kradzież z włamaniem jest często czynem o bardzo dynamicznym przebiegu, gdzie sforsowanie zabezpieczeń, zabór mienia i ucieczka z miejsca zdarzenia zamykają się w kilkudziesięciu sekundach, może kilku minutach. Sprawcy o takim modus operandi, jeżeli jeszcze założą kaptur albo kominiarkę, zupełnie nie muszą obawiać się ani alarmu, ani monitoringu. Istnieje też pewna, całkiem zresztą liczna grupa sprawców, którzy w ogóle nie kłopoczą się racjonalną oceną poziomu niebezpieczeństwa danej akcji przestępczej. To zwykle ludzie o niskim poziomie specjalizacji, dokonujący licznych, stosunkowo mało doniosłych, za to bardzo dokuczliwych społecznie czynów karalnych, które zwykło określać się jako drobna przestępczość pospolita. Ich również kamery i alarmy nie przestraszą. Ale istnieje też – jak się zdaje – pewna grupa profesjonalnych włamywaczy, którzy nie tylko skłonni są do prowadzenia drobiazgowych przygotowań przed samym czynem, ale też do kalkulowania na chłodno ryzyka ujęcia. Właśnie takim sprawcom można zadedykować kamery i alarmy, które, o ile towarzyszyć im będzie rozsądne fizyczne zabezpieczenie danego obiektu dobrymi jakościowo zamkami, drzwiami, oknami, mogą skutecznie zniechęcić do włamania. Nie chcę odstręczać od stosowania systemów alarmowych i monitoringu, przestrzegam jednak, że nie stanowią one niezawodnego panaceum na przestępców.

Czy z historii kryminalistyki wiadomo, kiedy po raz pierwszy zaczęto zabezpieczać ślady na miejscu włamania?

Nie sądzę, by było możliwe wskazanie konkretnej daty. Zwykło się mawiać, że kryminalistyka jest tak stara jak przestępstwo, które wszak towarzyszy ludzkości od początku jej dziejów. Mogę powiedzieć tylko tyle, że w początkowym okresie rozwoju nowoczesnych służb policyjnych, tj. w wieku XIX, mocny akcent kładziono na działania taktyczne i operacyjne, takie jak infiltrowanie środowisk przestępczych, korzystanie z wiedzy tajnych współpracowników i donosicieli, w czym celowała np. legendarna paryska służba kryminalna Sûreté. Dopiero rozwój naukowej kryminalistyki ukazał śledczym potencjał drzemiący w pozostawianych przez sprawcę śladach. I tak już np. w pochodzącym z okresu międzywojennego kultowym podręczniku dla funkcjonariuszy Policji Państwowej pt. „Służba śledcza” można przeczytać obszerne ustępy o właściwym zabezpieczeniu miejsca zdarzenia, w tym miejsca kradzieży z włamaniem. Przedwojenni autorzy polecali zabezpieczanie śladów pozostawionych przez narzędzia włamań za pomocą odlewów wykonanych z gipsu, wosku bądź innych substancji. Co ciekawe, taka metoda zabezpieczania śladów mechanoskopijnych jest stosowana także współcześnie, przy czym zamiast wspomnianych substancji stosuje się masę silikonową, która zdecydowanie najlepiej odwzorowuje charakterystykę śladu.

Zastawki płytkowe, wytrychy i napinacze, źródło: Jędrzej Kupczyński

Wytrychy służące do otwierania zamków z zastawkami płytkowymi, źródło: Jędrzej Kupczyński

 

Jaką Pana zdaniem wiedzę odnośnie mechanoskopii posiadali śledczy 50 lat temu?

Adekwatną do ówczesnych technik popełniania przestępstw. Już 50 lat temu zdawano sobie sprawę z tego, na czym opiera się współczesna mechanoskopia. Mianowicie, że narzędzie zwykle zostawia ślad swojego oddziaływania na powierzchni stałej, że ślad ten odwzorowuje cechy tego narzędzia, takie jak rozmiar czy kształt końcówki roboczej, wreszcie że przy odrobinie szczęścia zaobserwować można także cechy indywidualne danego narzędzia, jak np. ubytki powstałe w toku użytkowania. Ponadto mechanoskopia tradycyjnie jest mało „wymagającym” działem techniki kryminalistycznej w tym znaczeniu, że do prowadzenia badań nie wymaga dużej ilości specjalistycznego sprzętu, z wyjątkiem dobrych urządzeń optycznych, przede wszystkim mikroskopów. A te istniały wszak 50 lat temu, choć oczywiście ustępowały współczesnym.

ślad mechanoskopijny, źródło: Jędrzej Kupczyński

ślad mechanoskopijny, źródło: Jędrzej Kupczyński

 

Przy użyciu jakich środków, narzędzi zabezpieczano te ślady?

Jak wspomniałem, ślady mechanoskopijne polecano zabezpieczać za pomocą odlewów gipsowych, woskowych lub ze specjalnych mieszanin na bazie kleju stolarskiego lub kauczuku. Przedwojenni autorzy rekomendowali też stosowanie masy dentystycznej lub glinki do modelowania, przypominając dodatkowo, aby przed każdym zabezpieczeniem śladu narzędzia (wówczas jeszcze nie istniał termin „mechanoskopia”) posmarować oliwą powierzchnię, na której się on znajduje. Można też było spotkać kryminalistyczną fotografię śladów, całkiem podobną do współczesnej. Dziś, gdy chodzi o techniczne zabezpieczenie śladu mechanoskopijnego, nie stosuje się już gipsów ani klejów, ale nie dlatego, że się nie nadają, tylko dlatego, że pojawił się lepszy środek – wspominany już silikon. Posłużenie się masą silikonową do stworzenia repliki śladu narzędzia daje lepsze efekty niż gips – po prostu wierniej i z większą ilością detali odwzorowuje wygląd śladu.

Czy zaobserwował Pan jakąś korelację pomiędzy wpływem takich czynników jak sytuacja ekonomiczna kraju, poziom bezrobocia, a wzrostem liczby włamań?

Nie prowadziłem tego rodzaju badań, więc nie miałem możliwości zaobserwowania takiej korelacji. Zdrowy rozsądek podpowiada, że poprawa ogólnej sytuacji ekonomicznej kraju powinna przekładać się na spadek przestępczości przeciwko mieniu i współczesne statystyki policyjne zdają się to potwierdzać. Oto na przestrzeni lat 2000-2012 obserwujemy systematyczny, i to bardzo wyraźny spadek ogólnej liczby stwierdzonych kradzieży z włamaniem w Polsce. W roku 2000 było ich ponad 360 tysięcy, zaś w roku 2012 już „tylko” około 127 tysięcy. Oczywiście to wciąż mało satysfakcjonujący wynik, zwłaszcza przy relatywnie niskim wskaźniku wykrywalności (33,9% w skali kraju w 2012 r.), jednak trend jest pozytywny. Istotnie można zaobserwować korelacją pomiędzy tą tendencją, a taką choćby zmienną, jak stopa bezrobocia, która w porównywalnym okresie również systematycznie spadała. Jednak wyciąganie z tej tylko prostej obserwacji kategorycznych wniosków o powiązaniu przyczynowo-skutkowym bezrobocia i ilości włamań trzeba by uznać za statystyczne nadużycie. Zamiast tego proponuję przeprowadzić analizę niejako od drugiej strony, to jest wychodząc od sylwetki samego włamywacza. Jak wynika z przeprowadzonych przez mnie i insp. Bogumiła Rydza badań, przytłaczająca większość sprawców karanych za kradzież z włamaniem (blisko 70%) to osoby o nieustabilizowanej sytuacji finansowej, bądź to bezrobotne, bądź utrzymujące się z prac dorywczych lub pozostające na utrzymaniu innych. Jeżeli do tego dodamy, że osoby te najczęściej legitymują się wyłącznie wykształceniem podstawowym, to można spróbować sformułować ostrożny wniosek, że brak stabilizacji finansowej (i brak perspektyw na taką stabilizację) jest czynnikiem sprzyjającym popełnieniu tego rodzaju przestępstwa przeciwko mieniu.

Gdzie dzisiaj dochodzi do największej liczby włamań, czy są to duże miasta, luksusowe osiedla, czy zapuszczone, stare dzielnice?

Kradzież z włamaniem nie omija ani terenów wiejskich, ani miejskich, i pełno jej tak w nowoczesnych osiedlach, jak i pomnikach starego budownictwa. Można spróbować wyróżnić poszczególne typy włamań, obserwowane z większą częstotliwością w pewnych, charakterystycznych otoczeniach. W blokach „z wielkiej płyty” dochodzi do licznych kradzieży z klatek schodowych i włamań do piwnic, jeżeli zaś chodzi o mieszkania, to szczególnie narażone są te na parterze i na najwyższym piętrze (z uwagi na dostępność z dachu przez drzwi balkonowe). W nowych osiedlach, także tych strzeżonych, dochodzi do głośnych serii włamań do mieszkań, popełnianych identyczną metodą sprofilowaną na forsowanie zamków seryjnie instalowanych w drzwiach do oddawanych przez dewelopera lokali. Na peryferiach aglomeracji, w rejonach zabudowanych domami mieszkalnymi wolnostojącymi, dochodzi do charakterystycznych włamań popełnianych w porze dziennej (przy nieobecności domowników, którzy przebywają w pracy lub szkole), poprzez siłowe forsowanie takich zabezpieczeń jak drzwi garażowe czy okno do piwnicy. Niewątpliwie bezwzględna liczba włamań popełnianych w dużych miastach przewyższy ilość czynów, do jakich dochodzi na terenach wiejskich. Jest to jednak wprost skorelowane z zagęszczeniem ludności, trudno więc o rzetelne wnioski.

Na co dziś chętnie polują włamywacze? Co jest szczególnie w polu ich zainteresowania?

Pieniądze i biżuteria wciąż są bardzo wysoko na liście najbardziej pożądanych łupów. Ale różni są włamywacze i można spotkać takich, którzy nie pogardzą niczym, co tylko można spieniężyć, choćby za ułamek wartości. Sprawcy chętniej zabierają przedmioty małe niż duże. Ginie elektronika: komputery, tablety, telefony i nieodmiennie od lat zegarki. Telewizory stosunkowo rzadko z uwagi na duże rozmiary. Przy włamaniach do sklepów najczęściej zabierane towary to używki: papierosy i alkohol. Inne produkty spożywcze cieszą się dużo mniejszą popularnością. Z garaży, piwnic, kontenerów budowlanych i podobnych obiektów często giną elektronarzędzia. To szczególnie pożądany łup, bo jego wartość może być relatywnie wysoka.

Zamek z zastawkami płytkowymi wierzchni, źródło: Jędrzej Kupczyńśki

Zamek z zastawkami płytkowymi wierzchni, źródło: Jędrzej Kupczyński

 

Pytałam Pana o sprawców włamań do mieszkań, domów. A jak wygląda sytuacja włamań do centrów handlowych, sklepów, instytucji, kościołów, firm? Czym różni się sposób zachowania sprawców, metoda działania?

O ile włamania do mieszkań i domów współcześnie popełnia się często w porze dziennej, korzystając z nieobecności domowników przebywających w pracy czy w szkole, to już włamania do obiektów handlowych zwykle następują w nocy. Pora nocna sprzyja poczynaniom przestępczym z uwagi na ograniczoną widzialność, mniejszy ruch na ulicy i – przede wszystkim – brak pracowników obiektach handlowych. Przy tym muszę zaznaczyć, że sklepy znajdujące się w centrach handlowych bywają zwykle celem złodziei sklepowych, usiłujących po prostu zabrać towar w godzinach otwarcia. To plaga zwłaszcza sklepów odzieżowych. Nie ma tu jednak elementu włamania. Włamywacze preferują sklepy, do których można uzyskać dostęp wprost z ulicy. Zwykłe pomieszczenia biurowe nie są atrakcyjnym obiektem, chyba że pojawia się informacja o przechowywanej tam większej ilości gotówki lub wartościowych przedmiotów. Ale dużo ciekawsze wydają się włamania do pomieszczeń magazynowych, gdzie nierzadko do pokonania, oprócz zabezpieczeń czysto fizycznych, są też pracownicy ochrony. Tego rodzaju czyny zwykle popełniane są w konfiguracji wieloosobowej, gdzie poszczególni członkowie grupy odpowiedzialni są za realizację różnych zadań. Dotyczy to stania na czatach, oczekiwania w pojeździe przygotowanym do transportu łupów i ucieczki, wreszcie samego forsowania zabezpieczeń i wynoszenia towaru.

Czy Pana zdaniem współczesny włamywacz ma dobrze przygotowaną strategię działania? Czy sprawcy włamań uczą się na swoich błędach, a także na błędach tych, którzy zostali złapani na przykład na gorącym uczynku?

Współcześni włamywacze to grupa bardzo niejednolita. Są wśród nich tacy, którzy nie mają zgoła żadnej przygotowanej strategii, działają pod wpływem chwilowego impulsu, spostrzeżenia okazji, sposobności do popełnienia przestępstwa, a w ich kartach karnych można spotkać przeróżne pospolite czyny zabronione. Oni też najczęściej stosują metody siłowe, nie prowadzą drobiazgowych czynności przygotowawczych, korzystają z powszechnie dostępnych narzędzi bądź w ogóle narzędzi nie używają. I takich jest większość. Są jednak i tacy włamywacze, daleko bardziej niebezpieczni i profesjonalni, którzy posiadają doskonale dopracowany warsztat, zarówno od strony technicznej, jak i taktycznej. Trzeba uczciwie przyznać, że z tymi ostatnimi sprawcami dużo rzadziej można spotkać się na salach sądowych, bo po prostu trudniej ich złapać. Stąd badania ukierunkowane na ich środowisko napotykają trudności. Do policyjnych laboratoriów kryminalistycznych regularnie trafiają jednak zamki koncertowo sforsowane wytrychami czy nawet daleko bardziej skomplikowanymi technikami nieniszczącymi, co utwierdza w przekonaniu, że wciąż istnieją włamywacze znający się na swojej robocie.

Zamek wierzchni eurocylinder, źródło: Jędrzej Kupczyński

Zamek wierzchni eurocylinder, źródło: Jędrzej Kupczyński

 

Czy producenci zamków nadążają za tempem zdobywania nowych umiejętności przez włamywaczy?

Prawidłowość jest odwrotna, to włamywacze muszą nadążać za tempem rozwoju zabezpieczeń mienia. Dopóki dany rodzaj zabezpieczeń nie zostanie skutecznie sforsowany, nie ma potrzeby wypuszczania na rynek nowego. Ale proszę się nie martwić, włamywacze radzą sobie w tym wyścigu całkiem nieźle. Nie istnieją współcześnie tego rodzaju zabezpieczenia mienia, których nie dałoby się sforsować przy odpowiedniej dozie umiejętności, determinacji i dostępie do narzędzi. Najbardziej dynamiczny wyścig odbywa się w obszarze zabezpieczeń samochodów. Skok technologiczny wykonany w ciągu ostatnich kilkunastu lat przewyższa wszystko, co wydarzyło się w sferze zabezpieczeń pojazdów mechanicznych od początku historii samochodu. A jednak przestępcom z powodzeniem udaje się otwierać i uruchamiać silniki pojazdów naszpikowanych nowoczesną elektroniką, zaś żeby „nauczyć się” pokonywania coraz to nowych zabezpieczeń gotowi są nawet legalnie zakupić dane części lub podzespoły, aby poznać ich działanie.

Co znajdziemy w Krajowym Zbiorze Wkładek Złamanych?

To jedyny prowadzony obecnie w Polsce zbiór śladów mechanoskopijnych. Trafiają do niego przełamane wkładki zamków, zabezpieczone na miejscach kradzieży z włamaniem w całym kraju. Łamanie wkładki zamka to popularna, niebywale skuteczna i prosta technika forsowania zabezpieczeń. Jest ona dedykowana standardowym, bardzo popularnym wkładkom zamków typu Yale, a do jej zastosowanie wystarczy zwykły klucz nastawny, dostępny w każdym sklepie z narzędziami. Klucz taki, bądź też specjalne narzędzie („łamak”) przystosowane specjalnie do wykonywania tej metody, pozostawiają charakterystyczne ślady na bocznych powierzchniach korpusu wkładki zamka. Ślady te pozwalają na identyfikację indywidualną narzędzia. Oznacza to, że badając np. kilkanaście przełamanych wkładek, pochodzących z różnych przestępstw, można stwierdzić tożsamość narzędzia, którym zostały zniszczone. Pozwala to na powiązanie ze sobą serii włamań, a także konkretnych włamań z narzędziem, jeżeli uda się je namierzyć np. podczas przeszukania podejrzanego.

Co do samego modus operandi włamywaczy, z czego wynika fakt, że jedni włamują się niszcząc zamek, drzwi, a inni potrafią skorzystać z metody nieniszczącej?

Stosowanie metod siłowych jest dużo prostsze – nie wymaga żadnego przygotowania, nauki, zdobywania umiejętności. Przestępca o niskim poziomie specjalizacji zwykle korzystał będzie z tych właśnie metod. Celowo powiedziałem „przestępca”, a nie „włamywacz”, bo rzadko kiedy kradzież z włamaniem można uznać za specjalizację takich osób. Zwykle mogą się one parać różnymi zajęciami, a przy sprzyjających okolicznościach – popełniać przestępstwa pospolite: kradzieże, włamania, pobicia, rozboje. Stosowanie metod nieniszczących wymaga warsztatu. Potrzebne są pewne predyspozycje, ale może nawet bardziej od nich – gotowość do poświęcenia czasu i zainwestowania środków w ich naukę.

źródło: Jędrzej Kupczyński

źródło: Jędrzej Kupczyński

 

Jak ocenia Pan poziom wiedzy kryminalistycznej polskich śledczych? Czy według Pana dysponują wystarczającymi siłami i środkami do prawidłowego zabezpieczania śladów na miejscu zdarzenia?

Ograniczę odpowiedź do obszaru mechanoskopii. Nie mam wątpliwości co do poziomu wiedzy techników kryminalistyki zabezpieczających ślady na miejscach kradzieży z włamaniem. Co do sił i środków… cóż, życzyłbym sobie, aby technik nigdy nie musiał się troszczyć, czy jeśli zużyje tubkę silikonu na jednym zdarzeniu, to starczy mu na kolejne. Wiem, że nie zawsze policjanci mają ten komfort, zaś zespoły techniki kryminalistycznej cierpią na niedofinansowanie oraz niewystarczającą ilość kadry. Tym niemniej, jak już wspominałem, mechanoskopia jest o tyle wdzięcznym działem kryminalistyki, że nie wymaga dużych ilości drogich utensyliów. Dotyczy to także zabezpieczenia śladów, gdzie silikon jest właściwie jedynym zużywalnym i kosztownym środkiem technicznym.

Na sam koniec chciałabym Pana zapytać o przyszłość mechanoskopii, jakie obszary tego działu kryminalistyki zasługują na większą uwagę badaczy? Od jakich czynników uzależniony jest rozwój polskiej kryminalistyki?

Zabezpieczenia elektroniczne pojazdów oraz identyfikacja pojazdów na podstawie podzespołów elektronicznych – oto obszar mechanoskopii, który rozwija się dynamicznie i zapewne w przyszłości odgrywać będzie niebagatelną rolę w kryminalistyce polskiej i nie tylko. To dziedzina, która istotnie odbiega od klasycznej mechanoskopii w każdym względzie, począwszy od metodyki badań, po stosowane narzędzia. Tym niemniej wywodzi się z badań mechanoskopijnych i jest naturalnym przedłużeniem klasycznej ekspertyzy oznaczeń identyfikacyjnych pojazdów – tych analogowych, umieszczanych na stałych elementach konstrukcyjnych nadwozia. Pewnie już niebawem w ogóle nie do wyobrażenia będzie badanie autentyczności numeru VIN samochodu ograniczone wyłącznie do sprawdzenia oznaczeń naniesionych na elementy konstrukcyjne auta, bez dodatkowego, czy raczej komplementarnego przeprowadzenia diagnostyki pojazdu.

Dziękuję za rozmowę

Portret_UniD_Jędrzej_KupczyńskiJędrzej Kupczyński – Prezes Towarzystwa Inicjatyw Prawnych i Kryminalistycznych Paragraf 22, zajmującego się popularyzowaniem wiedzy z zakresu kryminalistyki i nauk penalnych. W bieżącym roku ukończy aplikację prokuratorską w Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury. Specjalizuje się w mechanoskopii i jest współautorem książki „Strategia działania współczesnego włamywacza”. Jego zainteresowania naukowe skupiają się na styku postępowania karnego i kryminalistyki, obejmując zwłaszcza problematykę prawa dowodowego, dowodu naukowego oraz nielegalności dowodu w procesie karnym.

towarzystwo@paragraf22.eu

https://www.facebook.com/towarzystwoparagraf22

http://warszawakryminalna.pl/

Facebook