Reklama

Tu możesz umieścić Twoją reklamę

Smutne życie w Pizdowieckiej Komendzie. „Policjant 2” Marcin Erlin [recenzja]

fragm.okładki/Warszawska Firma Wydawnicza

Marcinie, chwyciłeś mnie za włosy (a niech będzie dramatyczniej) i zaprowadziłeś do świata psów. Świata beznadziejnego, pełnego absurdów. Zupełnie jakby sam stwórca nałykał się jakiś świństw, dopalaczy i powołał do życia całą Waszą Pizdowiecką Komendę. Jest gwarnie i wesoło, korytarzami ciągną sznury podpierdalaczy gotowych na wszystko, albo i więcej. Trwa wojna, wojenka, lecz Gruba Berta tym razem nie wywiesi białej flagi. Po szkółce i życiu na kompanii przyszedł tak zwany real i interwencje. Takie o których lepiej nie pisać, a tym bardziej czytać. Spod twoich zaprawionych w boju palców wyszła powieść niczym „Folwark zwierzęcy”. Tyle że śmieszniejsza. Salwy śmiechu wydobywające się z mojej głębi to chyba najlepszy dowód na to, że popełniłeś komedię. Lecz teraz, gdy już ochłonęłam, to sobie myślę że w tej komedii to jest od cholery dramatu. Powoli do mnie dociera że pod płaszczem dowcipu i zabawnych dialogów kryją się sfermentowane emocje, gniją żale, a gorycz wypuszcza gazy. Następuje totalny rozkład formacji o nazwie „Policja”. Lecz ten trup jest niczym Elvis P. wiecznie żywy. Bo Policję można skopać do nieprzytomności, a ona i tak stanie na cztery psie łapy i jeszcze pomerda tym swoim skundlonym ogonkiem. „Policjant 2” to ciąg dalszy losów dzielnych funkcjonariuszy. Dzielnych, choć ubogich w tusze do drukarek, dzielnych choć wiecznie opierdalanych przez górę, dzielnych bo jeżdżących na miejsce zdarzenia, choć w baku już pluska tylko echo.

„Dzisiaj najebiemy mandatów dla mnie na całe trzy tygodnie naprzód. Leżę chłopie z wynikami, aż strach pomyśleć”

Pokazałeś Marcinie całą prawdę i tylko prawdę, obnażając żywy policyjny organizm z wszelkimi jego kompleksami i defektami. I nie ma co się przeglądać w lustrze, awanse już dawno rozdane (swoim). Większość z Was już dawno utonęła w kupie po same uszy, teraz pozostaje dryfować do najbliższej studzienki i ratuj się kto może. Dzięki twojej twórczości nowe pokolenia funkcjonariuszy dowiedzą się na czym polega „sepuku bez stuku” i po co cała ta akcja „Ratatuj komendę”. Poznają smak biednej policji, popatrzą na te smutne twarze glonojadów przyssanych do szybki, odnajdą w kalendarzu najgorszy dzień – dzień skarżypyty. A wtedy to będą już maksymalnie o…dalani przez szefa, szefa szefa i jego zastępcę. Piramida, domino, dom z kart, który kiedyś runie. W twojej powieści jest bezmiar głupoty i ślepoty wyższych oficerów, durne pomysły, małe możliwości i wielkie ambicje. Ambicje kończące się na czubku własnego nosa poszczególnych funkcjonariuszy. Statystyka, biurokracja, przerażające wizje „zero jeden” i „zero dwa”.

Obiecuję panu, że następnym razem na pewno przyjedziemy, a patrol utuli pana do snu, zaśpiewa kołysankę, pozmywa naczynia…”

Biedni policjanci, zestresowani, już zawsze będą bali się strzelać w chmury, wszak grozi im nieuzasadnione użycie broni. I na nic zda się okrzyk ‘Stój, kurwa, chuju jebany, oddaj skradziony telefon komórkowy i podaj swe dane, żebyśmy mogli cię znaleźć”. W książce ukazałeś życie szeregowego gliny, który sobie radzi lub nie z wisielcami, który ma pęd do sukcesu po trupach, kosztem kolegów. Przy tym wykańcza i siebie. A słupki w tabelkach aż płaczą z przerażenia pod koniec roku, potem płaczą naczelnicy i ich ludzie. A wszystko to wina „góry” i chorego systemu. I otwierasz oczy Czytelnikowi by mógł spokojnie przyglądać się jak ludzie ludziom obijają mordy, jak wsadzają swoich i wysadzają w powietrze niewygodnych, niepokornych, z innej hordy.

Ponoć mają przysłać do naszego burdelu podinspektora T z…też niezły przyjeb, ale lubi donosicieli, więc ustawię się pierwszy na parkingu służbowym i podpierdolę was wszystkich…”

Malujesz blaski i cienie mieszanych patroli, kreślisz obraz współpracy ze strażnikami miejskimi i „kołkami” z SG. Życie funkcjonariusza usłane jest kolcami od róż, nalotami Panów z BSW, rozkminkami za plecami, plotkami, donosami, skargami, raportami, które nie wróżą niczego dobrego. Dzięki Tobie możemy poznać „Policyjny świat według aspiranta Ludwika”, możemy taplać się w milionie zabawnych opowieści. Pamiętając o jednym, że wszystko to wydarzyło się naprawdę. Albo jest całkowicie zmyślone? Może w tej Policji to nie jest aż tak źle, aż tak niesłychanie bezsensu? Może tam ludzie wcale nie wykańczają się kwitami, tylko kwiatami? Mogę napisać wszystko, mogę polecić Twoją książkę każdemu. Oboje wiemy, że nie wszyscy mają odwagę sięgać po tego typu literaturę, nie wszyscy chcą odkłamać rzeczywistość i pożegnać się z magią CSI. „Policjant 2” to utwór w którym dramat przeplata się z komedią, a nad tym wszystkim góruje ballada o codziennej, policyjnej rzeczywistości.

Autor: Marcin Erlin
Tytuł:
Policjant 2
Wydawca:
Warszawska Firma Wydawnicza
Rok wydania:
2013
ISBN:
978-83-7805-604-1
Liczba stron:
221

Facebook