Oczami byłego funkcjonariusza. „Folwark Komendanta” Norbert Grzegorz Kościesza [recenzja]

Kilka godzin, może dwie, góra trzy. Tyle właśnie czasu zajęło mi przeczytanie najnowszej książki Norberta Grzegorza Kościeszy „Folwark komendanta”. Rozmyślam teraz dwunastą godzinę i próbuję zabrać się za napisanie recenzji. Co powiedzieć, jak ubrać myśli w odpowiednie słowa, by w sposób właściwy oddać to, o czym przeczytałam. Jak z mistrzowską precyzją chirurga podkreślić najważniejsze walory smakowe książki odsłaniającej kulisy działania patologicznych systemów w polskiej policji. Po „Psach prewencji” apetyt na poznanie kolejnej porcji brutalnej prawdy został zaostrzony. Liczyłam na dużo, a dostałam o wiele, wiele więcej. Norbert pokonał mnie już na samym początku „Folwarku komendanta”. Powiedzieć, że pierwszą historią wbił mnie w fotel, to w zasadzie jakby nie powiedzieć nic. Niezwykle mocne zagranie, choć trzeba przyznać, padło ostrzeżenie, więc weszłam w głąb mroku na swoje własne życzenie. A co kryje się wewnątrz? Wyraziste, jaskrawe i jakże rażące swoim zachowaniem postacie. Odpychają i fascynują jednocześnie, zniesmaczają i nie pozwalają o nich zapomnieć, aż do ostatniej strony. Po raz kolejny przekonuję się, że o tym, co się dzieje wewnątrz w Policji, najpiękniej potrafią pisać byli funkcjonariusze. Nie ma w tym jakiegoś zbędnego nadęcia, fałszu, czy natrętnych przerysowań. Norbert w swojej najnowszej książce daje świadectwo autentyczności. I właśnie to słowo jako pierwsze pojawiło się w moim umyśle, gdy tylko odłożyłam książkę po skończonej lekturze. Autentyk. Historie opowiedziane na kartach „Folwarku komendanta” miały miejsce w świecie realnym i jakkolwiek byśmy zaklinali rzeczywistość, prawda jest jedna. Z pewnością nie jest to dzieło będące zatrutym owocem bujnej wyobraźni autora i grafomańskich zapędów, lecz wiernie odrysowana, niczym przez kalę, prawdziwa twarz polskiej policji.

Stefan, jesteś zajebisty – szepnąłem do siebie, puszczając przy tym oko do odbicia w lustrze i wskazując w nie palcem udającym rewolwer.”

Jedne opowiadania śmieszą i bawią, podczas gdy inne dołują niesamowicie, dostarczając negatywnych emocji. Względem samych bohaterów, ich występków, jak i bierności otoczenia w którym rozgrywały się dramaty. Historie przedstawione w książce zmuszają nas do zastanowienia się nad losem ludzi, którzy tworzą Policję. Kim są, dlaczego wstąpili właśnie w szeregi tej formacji, co sobą reprezentują, jakimi są ludźmi, zwierzchnikami, podwładnymi. Oczywiście naiwnością, wręcz może nawet i infantylnością byłoby sądzić, że patologie trawiące wnętrze Policji wreszcie zostaną zniwelowane, że za dotknięciem różdżki źli zostaną wypędzeni, a dobrzy docenieni. Tak prawdopodobnie się nie stanie. A skoro tak, to czemu mają służyć tego typu publikacje? Przede wszystkim warto mówić o tym jak wygląda policyjna rzeczywistość już na samym początku drogi. Z jakimi problemami muszą zmierzyć się kadeci, jak wygląda kwestia szkolenia podstawowego, jacy są wykładowcy i instruktorzy, czego można się od nich nauczyć, a czego nie.

Historie zawarte w „Folwarku Komendanta” potwierdzają tezę o trwającym od dłuższego czasu demontażu służb, o słabości polskiej Policji, o jej upolitycznieniu i uprzedmiotowieniu. Zdeptaniu, zniszczeniu, zgnojeniu. Mówiąc o Policji, trzeba mieć jednak przed oczami ludzi, funkcjonariuszy, którzy służą a nie pracują, choć tych drugich wydaje się być coraz więcej.

A wtedy na pewno trafi pan do jakiegoś gównianego posterunku lub komendy, gdzie zrobią z pana dzielnicowego i będzie pan napierdalał z buta po najgorszej dzielnicy”

Zachęcam do lektury najnowszej książki Norberta. Zwłaszcza tych, którzy nigdy nie służyli a mają złe zdanie zarówno o Policji jak i o samych policjantach. Dla nowicjuszy może to być pewien szok, autor nie przebiera w słowach, mnogość wulgaryzmów ma jednak swoje uzasadnienie. Tylko takie słowa i tylko w takich historiach, jak te ukazane w „Folwarku komendanta”, oddają autentyczność sytuacji. Koneksje, układy, popijawy, fałsz, buta, gra bez zasad i bez honoru. Walka z systemem i wysprzęglonymi decydentami kierującymi kombinatem patologicznych zdarzeń. Krew, seks i łzy. Ból i rozpacz rodzin funkcjonariuszy, a także okrucieństwo wobec „tępych suk”. A wszystko to wydarzyło się tam, za murami policyjnych szkół, na komisach, w terenie, a nawet na Falklandach.

Ma Norbert niewątpliwie dar do przedstawiania zdarzeń w taki sposób, by człowieka ścisnęło w gardle. Nie bawi się w rozległe opisy, nie idzie na grę wstępną. Oszczędny w słowach, konkretny w nakreślaniu przebiegu interwencji. Wbija się na kwadrat Czytelnika ze swoim brutalnie paskudnym światem, litrami kolorowych nalewek, samogonów i innych takich cudów, którymi nie gardzą nawet przedstawieni przez niego duchowni.

O, wieszak przewrócony, znowu ktoś leży zasikany u boku blondyny. A przecież można było Wojtusia otoczyć opieką, a nie wysyłać garba do Kuźni Oficerów.

Autor: Norbert Grzegorz Kościesza
Tytuł:
Folwark Komendanta
Wydawca:
Wydawnictwo Mova
Rok wydania:
2019
ISBN:
978-83-66338-89-0
Liczba stron:
253

premiera: 2 października

Facebook