Najnowsze

Morderca z pikiety

Mężczyźni ginęli od ciosów nożem, kneblowania, uderzeń zadanych różnymi przedmiotami, sprawca nie wahał się dusić również własnymi rękami. Pewne trudności sprawiła mi próba sklasyfikowania sprawcy jeżeli chodzi o kryterium określenia jako sprawcy zorganizowanego lub zdezorganizowanego. Moment stosunku seksualnego między sprawcą a ofiarami wydaje się czymś kluczowym, jak gdyby towarzyszył mu silny ładunek emocjonalny. Przed zbliżeniem, rola sprawcy sprawia wrażenie wyreżyserowanego schematu, starannie zaplanowanej układanki, co jest typowe dla modelu sprawcy zorganizowanego. Tak jakby narzucał on sobie spokój, kontrolował swoją sferę emocji. Natomiast w bezpośrednim czasie po stosunku seksualnym w trakcie którego dokonywał on zabójstwa, sprawca postępuje w sposób chaotyczny, niedbały, pozwala by emocje przejęły nad nim władzę. Próbuje wzniecić pożar, odkręca gaz, narzuca pościel na zwłoki, przygniata denata szafką, przystępuje do kradzieży i wybiega z mieszkania porzucając klucze na parapecie klatki schodowej, nie kwapiąc się do zaryglowania drzwi mieszkania w którym pozostało ciało ofiary, co mogłoby przedłużyć czas ujawnienia zwłok.

Z Tomaszem Berdzikiem, doktorantem Instytutu Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk, Zakładu Kryminologii – rozmawia Anna Ruszczyk.

 

Dlaczego sprawa niewyjaśnionych serii siedmiu morderstw dokonanych w rejonie Łodzi na przełomie lat 1988–1993 wciąż wzbudza zainteresowanie wśród kryminalistyków i kryminologów?

Tematyka zakrawająca o sferę tabu, związana ze sferą seksualną drugiego człowieka i morderstwami, a zwłaszcza obfitująca w brutalność, niespotykana na co dzień z jednej strony wstrząsa opinia publiczną, z drugiej zaś przyciąga uwagę i skłania do refleksji. Staje się tematem ożywionej dyskusji. Omawiany przypadek stanowi bardzo dobry przykład na konieczność kooperacji między kryminalistykiem a kryminologiem. Przedmiotem zainteresowań kryminologa jest postać sprawcy. Pochyla się on również nad pobudkami jakie skłoniły go do dokonania czynu przestępnego, sposobem postępowania, uwarunkowaniami w których dopuścił się określonego zachowania. Kryminalistyk zaś, ukierunkuje zakres swoich działań na analizę przypadku pod względem wykrywalności śladów pozostawionych na miejscu zaistnienia przestępstwa, badając studium przypadku z przeszłości pochyli się także nad ewentualnymi uchybieniami jakie mogły zostać dokonane przez śledczych. Przyczyny zainteresowania mogą być podyktowane przez motywację samego zainteresowanego. Inaczej na sprawę spojrzy osoba będąca dziennikarzem, odmiennie wykonująca zawód prawniczy, inne kryteria poweźmie osoba pracująca naukowo. Przeglądając tematykę referatów na konferencjach naukowych często natrafia się na kilka wystąpień związanych z postacią określonego mordercy. Swego czasu bardzo popularne były tzw. ,,wampiry” czyli Marchwicki, Knychała, Pękalski. Zdarzyło mi się brać udział w konferencji, gdzie kolejni prelegenci omawiali ten sam temat. Na pierwszy rzut oka wydaje się to mało ambitne i zwyczajnie nudne, jednakże uważam, że należałoby doszukiwać się unikalnego spojrzenia takiego prelegenta na ogół sprawy, zaprezentowania wniosków spostrzeżeń i samodzielnego rozwiązania problemów, a nie jedynie streszczenia oczywistych faktów danego studium przypadku. Kryptonim ,,Partner” przy odpowiednim zebraniu materiału na gruncie poczynionych ustaleń i skonfrontowaniu z pozycjami literatury kryminologicznej i kryminalistycznej z pewnością skłania do intensywnych rozważań oraz formułowania hipotez. Myślę, że przy dobrym warsztacie pracy i zapleczu naukowym można byłoby pokusić się o napisanie pracy magisterskiej na ten temat. Posługując się językiem kolokwialnym, nieuchwytność sprawcy przed wymiarem sprawiedliwości do dnia dzisiejszego dodaje sprawie odrobinę ,,pikanterii”. Inną kwestią jest też próba wejścia w buty śledczego, przed którym postawiono taką zagadkę kryminalną.

Co dziś wiemy o motywach i sposobie działania sprawcy?

Modus operandi, czyli sposób postępowania sprawcy był nasycony niezwykłą bezwzględnością i brutalnością względem ofiar. Mężczyźni ginęli od ciosów nożem, kneblowania, uderzeń zadanych różnymi przedmiotami, sprawca nie wahał się dusić również własnymi rękami. Pewne trudności sprawiła mi próba sklasyfikowania sprawcy jeżeli chodzi o kryterium określenia jako sprawcy zorganizowanego lub zdezorganizowanego. Moment stosunku seksualnego między sprawcą a ofiarami wydaje się czymś kluczowym, jak gdyby towarzyszył mu silny ładunek emocjonalny. Przed zbliżeniem, rola sprawcy sprawia wrażenie wyreżyserowanego schematu, starannie zaplanowanej układanki, co jest typowe dla modelu sprawcy zorganizowanego. Tak jakby narzucał on sobie spokój, kontrolował swoją sferę emocji. Natomiast w bezpośrednim czasie po stosunku seksualnym w trakcie którego dokonywał on zabójstwa, sprawca postępuje w sposób chaotyczny, niedbały, pozwala by emocje przejęły nad nim władzę. Próbuje wzniecić pożar, odkręca gaz, narzuca pościel na zwłoki, przygniata denata szafką, przystępuje do kradzieży i wybiega z mieszkania porzucając klucze na parapecie klatki schodowej, nie kwapiąc się do zaryglowania drzwi mieszkania w którym pozostało ciało ofiary, co mogłoby przedłużyć czas ujawnienia zwłok. Pozostawia ślady linii papilarnych na wyposażeniu mieszkania i kluczach do drzwi. Co do potencjalnych motywów, możemy jedynie domniemywać i przytoczyć te prawdopodobne. Z perspektywy młodego naukowca, pragnę nadmienić, że do tego rodzaju prognozowania należy podchodzić z dużą dozą ostrożności. Pierwotne motywy jakie były brane pod uwagę to chęć zemsty na homoseksualnej społeczności, spowodowana przez rzekomy gwałt jaki miał być dokonany przez wychowawcę z zakładu poprawczego na potencjalnym sprawcy, brak akceptacji własnej orientacji seksualnej, a także frustracja powodowana ewentualną chorobą weneryczną. Nie należy wykluczyć również motywu rabunkowego. Możliwe, że rzeczywista motywacja sprawcy pozostanie na zawsze znana tylko jemu, nam zaś pozostaną znaki zapytania.

Gdzie dochodziło do zabójstw?

W większości przypadków miejscem zdarzenia były lokale mieszkalne należące do mężczyzn, którzy zaprosili mordercę na spotkanie towarzyskie, bądź zbliżenie o charakterze erotycznym. Poza jednym spośród ujawnionych przez śledczych i analizowanych przeze mnie zabójstw jakie miało miejsce w pojeździe dostawczym marki Żuk, na drodze prowadzącej przez las, także na terenie województwa łódzkiego. Z uwagi na typową dla PRL-u budowę mieszkań, jak również ograniczony model umeblowania, wyposażenia dochodzę do wniosku, że sprawcy wówczas było o wiele łatwiej odnaleźć się w takim pomieszczeniu w stosunku do panujących współcześnie realiów wolnego rynku, zróżnicowanej przestrzeni mieszkań i dowolnego projektowania wnętrz. Ponadto uważam że w okresie czasu jaki upłynął od chwili wejścia na teren mieszkania do czasu dokonania zabójstwa, sprawca dysponował czasem na dokonanie rozpoznania wyposażenia mieszkania co do ewentualnych dóbr materialnych oraz samego rozmieszczenia pomieszczeń w lokalu. Wnioskuję to na podstawie poczynionych ustaleń – a dokładniej używek ujawnionych na miejscu zbrodni, papierosów i alkoholu, tudzież żywności. Dodatkowo swoje spostrzeżenia argumentuję zeznaniami jednego z mężczyzn, który podzielił się informacją, iż potencjalny sprawca korzystał z prysznica w jego łazience oraz postanowił przeprać bieliznę. Nie wykluczam, że mogło być to celowe zagranie ze strony sprawcy mające na celu posłużyć jako pretekst do przenocowania go u właściciela lokalu, a w rzeczywistości zrealizowanie znanego już scenariusza zbrodni. Gospodarz posiadał jednak nową parę bielizny którą podarował potencjalnemu sprawcy, razem z monetami na zakup biletu komunikacji miejskiej, tym samym uchodząc z życiem.

Czy Pana zdaniem Morderca z pikiety mógł być pierwszym seryjnym mordercą gejów?

Nie.

Który z wątków dotyczący akcji o kryptonimie „Partner” zainteresował Pana w sposób szczególny?

Moją szczególną uwagę zwróciło postępowanie sprawcy już po dokonaniu zbrodni. Żeby przybliżyć czytelnikom zarys sytuacyjny przytoczę tutaj schemat postępowania sprawcy, a mianowicie: napotkanie potencjalnej ofiary na Pikiecie, zainteresowanie ofiary swoją osobą, przemieszczenie się do lokalu zamieszkiwanego przez potencjalną ofiarę, rozmowa, rozpoznanie sytuacji do co posiadanej gotówki, dóbr materialnych oraz innych przedmiotów pozostających w kręgu zainteresowania sprawcy. Następnie odbycie stosunku seksualnego, pozbawienie życia ofiary w gwałtowny i brutalny sposób, kradzież wartościowych przedmiotów należących do denata, próba prymitywnego zacierania śladów i ucieczka z miejsca zdarzenia. Redagując artykuł naukowy, próbowałem wcielić się w psychikę sprawcy, w oparciu materiały na których pracowałem i ówczesne realia polskiej rzeczypospolitej ludowej. Proszę sobie wyobrazić rabunek laptopa, telefonu, sprzętu elektronicznego czy markowej odzieży z mieszkania ofiary – dzisiaj żyjemy w pokoleniu nowoczesnych technologii, smartfonów, poruszanie się ulicami miasta z takowym przedmiotem w ręku nie zwróciłoby zasadniczo niczyjej uwagi, to powszechny widok. Ale w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, kradzież odtwarzacza kaset VHS, adapteru odtwarzającego płyty winylowe, telewizora, czy odzieży z PEWEX-u, transport tych wielkogabarytowych przedmiotów nocą, przemieszczanie się z walizkami mogłoby zwrócić uwagę przechodniów a przede wszystkim patroli milicji. Stąd też należy postawić pytanie o mobilność sprawcy – a dokładniej czy dysponował on środkiem lokomocji, którym transportowałby tego rodzaju przedmioty oraz czy posiadał on wspólników upłynniających wspominane wyżej dobra materialne? Kolejnym wątkiem nie dającym mi spokoju jest pytanie dotyczące dalszych losów poszukiwanego mężczyzny, a dokładnie po 1993 roku kiedy nie odnotowano już więcej zbrodni typowych dla powtarzającego się schematu. Nie wykluczam, że mógł on zmienić swój sposób postępowania i lokalizację w której działa. Możliwe, że trafił na osobę silniejszą od siebie, która odebrała mu życie i jego zwłoki zostały pozbawione cech charakterystycznych dla identyfikacji i oznaczone jako NN. Zastanawiam się czy bywalcy pikiet byliby zdolni do przeprowadzenia prowokacji mającej na celu ujęcie sprawcy, na zasadzie zaplanowanej akcji, wprowadzenia go do mieszkania, razem z potencjalną ofiarą odgrywającą rolę kochanka, gdzie przebywałyby osoby mające zapobiec ucieczce sprawcy a także wkroczyć w kulminacyjnym momencie i powstrzymać go przed dokonaniem zbrodni. Oczywiście są to tylko hipotezy oparte na moich przemyśleniach.

fot. Tomasz Berdzik (archiwum własne)

Czy według Pana akcja „Hiacynt” mogła wpłynąć w sposób znaczący na prowadzone śledztwo?

Oczywiście! Miała ona niebagatelny wpływ. Jak uprzednio wskazywałem w moim artykule naukowym możemy wyszczególnić dwie zasadnicze kwestie dotyczące oddziaływania wspomnianej operacji, której głównym inicjatorem był generał Kiszczak. Pierwszy pozytywny – przyjmując punkt widzenia organu procesowego, kryminologa, kryminalistyka to stworzenie bazy danych w oparciu o dokumentację, danych osobowych, odbitek linii papilarnych, fotografii oraz zwięzłych informacji dotyczących życia obywateli PRL, o orientacji homoseksualnej bądź podejrzewanych o utrzymywanie kontaktów ze środowiskiem osób homoseksualnych. Gruntowna analiza zarchiwizowanych danych, zestawienie śladów ujawnionych i utrwalonych w miejscu zbrodni z zawartością teczek (mam tu na myśli głównie daktyloskopię) mogłaby przyczynić się do sformułowania istotnych spostrzeżeń i wniosków oraz naprowadzić organy ścigania na inny wątek śledztwa. Oczywiście w tamtych latach z wiadomych przyczyn taka procedura byłaby pracochłonna wymagałaby znacznych nakładów kadrowych i finansowych. Pragnę zauważyć też że ,,różowe teczki” (bo w taki oto sposób potocznym językiem nazywano dokumentację zgromadzoną podczas akcji Hiacynt) obecnie są zdekompletowane – część ich zdeponowano w archiwach IPN, inne zaś zaginęły w ,,niewyjaśnionych okolicznościach”. Podobnie z aktami, notatkami służbowymi, protokołami sporządzonymi w sytuacji ujawnienia przypadków pokrzywdzenia przestępstwem osoby nieheteroseksualnej. Wiele z nich, po upływie czasu jaki określił ustawodawca uległo zniszczeniu zgodnie z obowiązującymi przepisami. Załóżmy, że dzisiaj, ktoś chciałby rzucić nowe światło na ten przypadek. Niewątpliwie nie byłoby to łatwe zadanie, biorąc pod uwagę upływ czasu, ubytki materiału dowodowego, niekompletną dokumentację, jak również śmierć osób mogących wypowiedzieć się w przedmiocie sprawy. Zauważmy, że wtedy milicjantom dość często zdarzało się przedmiotowo traktować zatrzymanych w ramach przeprowadzonej akcji. Odnotowano przypadki dopuszczania się przez nich przemocy na przesłuchiwanych, a sposób samego przesłuchania odbiegał znacząco od współcześnie przyjętych standardów. Reasumując nieodpowiednie zachowanie funkcjonariuszy w postaci zastraszania czy stosowania przemocy wywoływało skutek odwrotny do zamierzonego. Obecnie takie zachowanie określane jest jako wiktymizacja wtórna.Mam tu na myśli sytuację, gdy organy ścigania w sposób celowy lub niezamierzony (wynikający najczęściej z nieodpowiedniego przeszkolenia) przyczyniałyby się w toku wykonywania czynności do powodowania znacznego dyskomfortu u ofiary tj. poprzez stosowanie przemocy fizycznej, psychicznej, używanie lekceważącego słownictwa itp. Osoba posiadająca takie doświadczenia z pewnością miałaby negatywny obraz funkcjonariusza i nie byłaby skłonna do współpracy. Za aspekt rzutujący w sposób negatywny uznać można bezpodstawny i niecelowy sposób przeprowadzenia akcji, zaangażowania milicji i służby bezpieczeństwa, który w rzeczywistości miał przyczynić się do podziału społeczeństwa i zgromadzenia materiału dotyczącego w dużej mierze sfery intymnej co umożliwiało decydentom wewnętrzne rozgrywki, szantaże i inne sposoby wpływania na osoby jakie przymusowo poddawano procedurom przewidzianym w wytycznych akcji Hiacynt dla służb. W związku z powyższym przytoczony argument o niechęci do współpracy i wymijających odpowiedzi przesłuchiwanych mężczyzn wydaje się jak najbardziej trafny i uzasadniony. Stali bywalcy pikiet starali się unikać kontaktu z milicją, dlatego też przypadki kradzieży czy pobicia często nie były zgłaszane – co przedkładało się na zuchwałość sprawców tychże poczynań.

Publikacji poświęconych problematyce zabójstw w środowisku ludzi nieheteroseksualnych jest niewiele. Jakie mogą być tego przyczyny?

Rzeczywiście, na gruncie rodzimej literatury naukowej trudno doszukać się artykułów czy monografii poświęconych zabójstwom ze względu na kryterium orientacji seksualnej. Dokonując przeglądu zagranicznych pozycji m.in. anglojęzycznej, niemieckojęzycznej możemy natrafić na satysfakcjonującą ilość prac poświęconych tematyce przestępstw z nienawiści, do których podkategorii zaliczamy zabójstwa. Odpowiedź na postawione przez Panią pytanie może być bardzo zróżnicowana – jak już wspominałem, wiele zależy od tego komu ono zostanie postawione. Mam na myśli tutaj głównie system wartości interlokutora oraz inne czynniki jakie wpływają na jego kształtowanie. Są to z pewnością uwarunkowania społeczne: środowisko w którym przebywa (nierzadko utożsamiając się z nim), poziom wykształcenia, wyznawana religia, poglądy polityczne. Ponadto uprzedzenia i tworzenie swego rodzaju tabu wobec tego rodzaju tematyki. Prawnik i naukowiec powinien być wolny od wszelkiego rodzaju animozji – no bo w jaki sposób wyobraża sobie Pani jego warsztat pracy? Prywatne poglądy, światopogląd czy wyznawana religia nie powinny rzutować na to co dzieje się na sali sądowej, podczas wygłaszania wykładu czy prowadzenia ćwiczeń na uczelni. Naukowiec powinien zachowywać obiektywizm prowadząc badania naukowe czy przystępując do tworzenia artykułu naukowego. Co innego jednak etyka prawnika, naukowca, co innego przykłady z życia wzięte. Wystarczy sięgnąć po doniesienia medialne, jak często zdarzają się sytuacje, gdy ktoś nie potrafi zostawić swoich osobistych ,,naleciałości” za drzwiami i pozwala by wpływały one na przebieg jego pracy, a co za tym idzie także na los innych ludzi. Kiedy otrzymałem zaproszenie na konferencję naukową dotyczącą działalności Archiwów X starałem się znaleźć pożądany temat rozważań, który skłoni mnie do skrupulatnej analizy i przedstawienia wniosków przed szerokim gronem profesorów. Przyznam, że zdarzyło się mi od kilku osób usłyszeć prześmiewcze komentarze i próbę zmarginalizowania tematyki na zasadzie, że po co miałbym ruszać ten temat, że to nic ciekawego. Jeden wykładowca wybuchnął nawet śmiechem. Zalecano mi wybór ,,bezpiecznego tematu” czyli napisanie pracy, która opierałaby się na przepisywaniu książki i omawianiu znanych już spraw z Archiwum X o których już przecież dostatecznie wiele napisano. Uważam, że tworzenie artykułów kolejny raz na ten sam temat jest w zupełności bez sensu. W środowisku poważanych naukowców nazywa się to produkcją ”makulatury”. Ja osobiście nie znoszę bylejakości i jestem bardzo uparty, stąd pozostałem niewzruszony na próby wywierania wpływu na moją decyzję. Artykuł otrzymał wyróżniającą recenzję, a ja jestem pierwszą osobą w Polsce, która podjęła się analizy tego studium przypadku w formie pracy naukowej. Gdybym przerzucał swój prywatny światopogląd na treść artykułu z pewnością recenzenci nie wypowiadaliby się o nim pochlebnie i nakazaliby dokonanie korekty.

W 2007 roku sprawa została przekazana do łódzkiego Archiwum X, czy Pana zdaniem istnieje realna szansa na to, że zostanie ona rozwiązana?

Trudno mi zająć stanowisko w tej sprawie i udzielić Pani konkretnej odpowiedzi. Ja nadal się uczę, a biorąc pod uwagę wielowątkowość sprawy mogę jedynie prognozować możliwe scenariusze, podpierając to zdobytą do tej pory wiedzą i literaturą kryminologiczną oraz osiągnięciami kryminalistyki. W mojej ocenie głównym problemem i bolączką tego przypadku pozostaje nieustalona tożsamość sprawcy oraz uchybienia jakich dopuszczono się podczas przebiegu śledztwa. Proszę zwrócić uwagę, że często gdy sprawca odnosi wrażenie, że udało mu się uśpić czujność śledczych, popełnia błąd. Czasami jego tożsamość zostaje ujawniona w drodze zupełnego przypadku, mam tu na myśli przykładową sytuację kiedy to podczas kontroli drogowej zatrzymana zostaje osoba będąca pod wypływem alkoholu, zostaje poddana dodatkowej weryfikacji i okazuje się, że dzięki działaniu nowoczesnych metod jej DNA oraz cechy indywidualne są zbieżne z materiałem dowodowym utrwalonym na miejscu zbrodni. Nie trzeba zresztą szukać daleko, weźmy choćby sprawę dotyczącą morderstwa policjanta pod Sieradzem i zatopienia pojazdu służbowego w jeziorze. Wydawało się, że będzie to zagadka, która nie zostanie rozwiązana. Zgromadzony materiał dowodowy był na tyle silny, iż umożliwił wydanie prokuratorowi postanowienia o zatrzymaniu wytypowanego mężczyzny. Ujęto go podczas powrotu z Niemiec, na stacji benzynowej. Uprzednio miał on liczne konflikty z porządkiem prawnym i myślę, że to też nie pozostało obojętne dla ogółu sprawy.

Jak Pan ocenia pracę funkcjonariuszy z „Archiwum X”?

Chylę czoła przed funkcjonariuszami pracującymi w Archiwum X i jestem pełen podziwu dla pracy którą wykonują oraz determinacji jaką w nią wkładają, często zresztą kosztem życia osobistego. Natomiast w sprawie mordercy z pikiety, nie wykluczam poznania tożsamości sprawcy nawet w przypadku jeżeli już zmarł. Wszystko zależy od skrupulatności osób posiadających pełen dostęp do akt a także ewentualnych dowodów, które mogą istnieć a my nie posiadamy dostatecznych informacji na ten temat (zważywszy na to fakt utajniania niektórych dokumentów). Gdybym pracował w Archiwum X, postarałbym się utrwalić materiał dowodowy tak, aby posłużyć się nim w przyszłości, a także analizował nieszczęsne różowe teczki. Spróbowałbym także zasięgnąć informacji w środowisku mężczyzn odwiedzających ówczesne pikiety. Wielu z nich wszakże zmarło, minęło przecież 27 lat od ostatniego zabójstwa, ale żyjący i posiadający dobrze zachowane wspomnienia i pamięć być może po takim upływie czasu zechcieliby podzielić się jakąś informacją. Mówię to z uwagi na fakt, że przestrzeń internetowa daje niektórym poczucie anonimowości. Kiedyś przeglądając jeden z popularnych podcastów kryminalnych dotyczący tej serii niewyjaśnionych zbrodni natknąłem się na komentarze osób nieheteronormatywnych żyjących w tamtych czasach i przyznam, że zdziwiła mnie ich wylewność na gruncie wirtualnym a zwłaszcza sposób ustosunkowania się po latach. Dla mnie ta sprawa pozostaje nadal otwarta, byłbym usatysfakcjonowany, gdyby udało się poczynić kluczowe ustalenia i odnotować progres a najlepiej – ustalić tożsamość sprawcy. Choćby ze względu na zaspokojenie poczucia sprawiedliwości części społeczeństwa i rodzin ofiar, które straciły swoich bliskich. Właśnie z tej przyczyny będąc jeszcze studentem prawa postanowiłem dokonać analizy tego studium przypadku.

Dziękuję za rozmowę

mgr Tomasz Berdzik – doktorant Instytutu Nauk Prawnych, Polskiej Akademii Nauk, Zakładu Kryminologii, Członek Polskiego Towarzystwa Kryminologicznego im. prof. Stanisława Batawii, autor 7 publikacji naukowych z zakresu kryminologii i kryminalistyki

Facebook