Morderstwa w Marble Hall

fragm. okładki "Morderstwa w Marble Hall" Anthony Horowitz/Rebis

Renesans czytelnictwa. Odrodzenie, powrót do korzeni. Przeprosiny z papierem. Natrafiłam niedawno na artykuł poświęcony książkom, a dokładniej książkom jako przystaniom, w których coraz częściej szukamy spokoju i wytchnienia. Wyciszenia i odpoczynku od tego, co nazywa się przebodźcowaniem. Jest w tym pewna myśl pokrzepiająca, że cokolwiek głośnego i kolorowego byśmy nie oferowali ludziom, część z nich i tak powróci do zwykłego papieru zdobionego czarnymi robaczkami. Podoba mi się ten kurs na tradycyjną książkę. Jest o co walczyć, o tysiące opowieści i historii, niekiedy wyssanych z palca, a jednak nie dających spokoju. Powieści, które wyszły spod pióra znakomitych pisarzy wciąż pozostających nierozwiązaną zagadką. W dodatku zagadką kryminalną.

Jedną z takich tajemniczych postaci jest Anthony Horowitz. Nakładem Domu Wydawniczego Rebis ukazała się jego najnowsza powieść „Morderstwa w Marble Hall”. Tym razem Anthony wystawia zarówno bohaterów powieści, jak i czytelników na ciężką próbę. Czy wszyscy temu podołają? To się okaże. Wydawca nie bez powodu zamieścił wyraźne ostrzeżenie na okładce: „Kryminał, który może cię zabić”. Chwytliwe? Może tak, może nie. Jedno jest pewne, śmierć w wykonaniu Horowitza jest emocjonującą podróżą w najmroczniejsze zakamarki ludzkich umysłów. Wyprawą, z której nie wszyscy powracają żywi. Co mi się w nim najbardziej podoba? Sposób, w jaki wikła bohaterów w sieci niebezpiecznych dla nich samych tajemnic. Kryminał w stary stylu, ale z lekką nutą nowoczesności. Intrygujący, wciągający i przyjemnie stopniujący napięcie. Co będzie dalej? Kto tym razem zginie? I dlaczego?

Powieść kryminalna „Morderstwa w Marble Hall” nie przypomina płaskiej tafli lodu, po której można bezpiecznie się ślizgać. Pod powierzchnią, zdawałoby się zwykłej pracy, jaką jest redagowanie książek, kryją się demony. Przyznam szczerze, że dopiero Anthony otworzył mi oczy na te zagadnienia. Czy współpraca przy tworzeniu książek może być śmiertelną pułapką? Co łączy redaktora z pisarzem, i gdzie w tej relacji przebiega cienka linia, po przekroczeniu której zaczynają się niemałe problemy? Susan zjadła zęby na kryminałach, omal nie tracąc życia, nic dziwnego, że i tym razem Horowitz postanowił przetestować jej siłę charakteru. Kolejne zlecenie może pomóc jej w karierze zawodowej, może również definitywnie je przekreślić.

Matrioszkowy szkielet powieści wygląda następująco: otwierasz „Morderstwa w Marble Hall’, a tam powieść detektywistyczna Eliota Cracea, a w niej nad książką „Zarys dochodzenia kryminalnego” pracuje wybitny detektyw, który także dociera do ciekawych publikacji. Oprócz Eliota jest jeszcze Miriam Crace – bardzo ważna postać, również znana i ceniona. Taka niespodzianka, jedna w drugiej w ukryta, ale z każdym odkryciem stopień ciekawości i wysmakowania kryminalnego wzrasta. Mnożą się pytania i dzielą odpowiedzi. Dlaczego Susan podjęła się pracy nad powieścią Eliota, wiedząc jak niebezpieczne może okazać się grzebanie w rodzinnych sekretach? Jaką cenę zapłaci za odkrycie prawdy i dokąd zaprowadzi ją redaktorskie śledztwo?

Pełna zwrotów akcji, fałszywych tropów i detektywistycznych smaczków fabuła zachwyci najbardziej wysublimowane gusta czytelnicze. Anthony podnosi wysoko poprzeczkę mając nadzieję, że nie odpuścimy do samego końca, że będziemy pokonywać zastawione pułapki, by dotrzeć do celu. By poznać odpowiedzi na serie pytań, jakie stawiają po drodze Susan, detektywi, funkcjonariusze policji, bliscy ofiar a nawet i mordercy. Kto znajduje się w gronie podejrzanych, kto kłamie, a kto mówi prawdę? Wyścig z czasem trwa, a trupów w „Morderstwach w Marble Hall” przybywa. Anthony Horowitz przygotował naprawdę wyborny kryminał oparty na solidnych fundamentach kryminalnej układanki. Mistrz intrygi, sprawnie mącący w umysłach czytelników, których nieraz zaprowadza w ślepe zaułki. Jego powieści są prawdziwą gratką, przyjemnością, zabawą do której zachęcam także Was. „Morderstwa w Marble Hall” są w pewnym sensie odbiciem ludzkich słabości i pragnień, historie zdają się żyć własnym życiem, nawet po zakończeniu lektury. Postacie zmyślone są podejrzanie autentyczne, motywy zbrodni co najmniej nie pojęte, a jednak z ostatnią stroną, ostatnim zdaniem wszystko staje się jasne. Horowitz potrafi czytelnika oczarować i zaczarować. Wie, jak zakotwiczyć anagramy, rozsypać z liter śmiertelnie niebezpieczną układankę. Wysypuje puzzle i czeka, cierpliwie czeka, aż sami ułożymy pełny obraz „Morderstw w Marble Hall”.

Pamiętacie początek mojej recenzji? O renesansie czytelnictwa? To nie były moje słowa, tylko nasze wspólne. Dałam głos bohaterom powieści Horowitza. To nie ja, lecz oni zapraszają Was do siebie, byście odłożyli to, co głośne na rzecz otulającej ciszy. Dajcie sobie czas na odpoczynek, na przeżycie czegoś wyjątkowego, obok przewidywalnej codzienności. Na wniknięcie do świata równoległego, rozgrywającego się w głowach pisarzy oraz pisarzy uwięzionych w powieściach pisarzy, którzy nota bene też kogoś tam uwięzili. Mam nadzieję, że podróż u boku Susan dostarczy Wam wielu niezapomnianych wrażeń, w końcu Wydawcy nie zawsze dzielą się kryminalno-sensacyjnymi anegdotami. A trzeba przyznać, że praca nad książkami może na niektórych ściągnąć lawinę nieszczęść, o czym przekonacie się śledząc losy Susan. Trzymajcie się ciepło i do zobaczenia w Marble Hall.

Autor: Anthony Horowitz
Tytuł: Morderstwa w Marble Hall
Tłumaczenie: Maciej Szymański
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis
Rok wydania: 2026
Liczba stron: 592

Facebook