PATRYK VEGA „ZŁE PSY PO CIEMNEJ STRONIE MOCY”

Policjanci kryminalni czasami przechodzą na drugą stronę barykady…

Patryk, Patryk, Patryk…co ja Ci takiego zrobiłam, że wypuszczasz na mnie „złe psy” i z upodobaniem czekasz na moją reakcję. Strach mnie obleciał niesamowity, zasłoniłam obiema rękoma twarz w obawie przed tym co zobaczę. I stało się, zaczytana w twojej lekturze zapomniałam o bożym świecie. Spaliłam toster, skopciłam połowę mieszkania, a wszystko to z powodu jednego, jakże błahego powodu, nowej książki. Nie będę histeryzować i przyznam, że czaiłam się na złe psy zanim nastąpiła wielka premiera. Na półmetku swojego życia odkryłam, że pewne sprawy tak mnie pociągają, że potrafię przykleić się do szyby i czekać na otwarcie księgarni. „Policjanci kryminalni czasem przechodzą na drugą stronę barykady”, podobnie jak niektórzy dziennikarze. Nie, oczywiście mnie to nie spotka, takie rzeczy przecież zdarzają się, ale innym. Tym razem zabrałeś mnie na ciemny dworzec i kazałeś patrzyć jak się strzelają prawdziwi gliniarze. I nawet przez myśl Ci nie przyszło, że będę zmuszona z nimi chlać wódkę od początku do końca. Z drugiej strony jak tu nie pić, gdy trzeba trupy podrzucać pod inną komendę. A jak się policjant tak porządnie złoi, to siły nie ma, by ze służby ku chwale ojczyzny wracać do domu. Czy takie domy w ogóle istnieją? Ustaliliśmy, że domem może być parkowa ławka, tudzież dobrze znana na komisariacie cela. Snują się policjanci, a wraz z nimi ich historie o dawnych, barwnych czasach, w których picia i strzelania było co niemiara. Przy kilku głębszych weźmie ich na zwierzenia o Opali, Papale, a nawet o sprawie Olewnika oraz o typowych sprawach, takie jakich doświadczają obywatele na własnej skórze. Morderstwa, nieszczęśliwe wypadki, odrąbywanie głowy wspólnikowi, który właśnie przestał nim być. Zaprowadziłeś mnie do nich, więc byłam świadkiem niewybrednych opowieści o burdelach, bijatykach psów z współwięźniami, którzy różnie znoszą ich obecność za murami. Jak tu nie pić, gdy trzeba jechać do zmasakrowanego siekierą człowieka, być obecnym przy sekcji zwłok małego dziecka, czy też w milczeniu przekazać tragiczną informację o śmierci bliskiej osoby? Na szczęście w książce jest i strasznie i pięknie, tak jak w prawdziwym życiu. Ale uwaga, tam też dzieją się cuda, świat fantazy nie istnieje wyłącznie w przemęczonych umysłach gliniarzy, bo gdyby tak było, to co do licha w książce robi Wiedźmin? Odpowiedź jest nader prosta, Wiedźmin wali gościa młotem w głowę. Są historie z happy endem i takie, które nigdy się nie skończą. Jest sporo krwi, ciosów nożem, ale są też przypadki zgonów tajemniczych, których finał ma miejsce w lodówce kuchennej. Jeśli ciekawi Was, co z nudów może robić świadek koronny, to odpowiedź znajdziecie u Patryka. I nie chodzi tylko o grę w chińczyka, dance central czy imprezę ze ślicznymi dziewczynkami. Będzie mnóstwo narkotyków, obietnic bez pokrycia na służbę w CBŚ, ryzyka wyhaczenia pajdy tuż przed przejściem na emkę. W grę jak zwykle wejdą czyjeś większe plecy. Smaku doda współpraca z prokuraturą, która bywa jednak beznadziejnie cienka w prowadzeniu spraw, za to wyśmienita w ich umarzaniu. I zmagać się będą gliniarze z własnymi słabościami do kłamstw, podlizywania, podkradania od kolegów stówki z portfela, aż w końcu niektórzy z nich skorzystają z pomocy leków psychotropowych. Jeśli już do Was zapukają, to koniecznie zaopatrzcie się w piankę do golenia, są ponoć i tacy którzy na interwencji mają nieodpartą potrzebę zadbania o swój wygląd. Szczegółów opowieści o zabawnym policjancie Witku już Wam nie zdradzę, choć przyznaję, że jest to trudne. Ale cóż by mi powiedział autor, gdybym tak wszystko wyszczekała o „złych psach”, które wcale nie są takie złe? W końcu doszlibyśmy do progu, po przekroczeniu którego mamy wielką otchłań zła, ciemną stronę mocy. A tam z założenia nie będzie Czytelnikowi ani łatwo, ani przyjemnie. Będzie za to czysto po ludzku z wszelkimi koszmarami, których chcąc nie chcąc czasami doświadczamy.

Polecam, Patryk gratuluję!

Facebook