Najnowsze

Od fantazji nekrofilnych po nekrofilię homicydalną

fot. Andrzej Gawliński, archiwum własne/akta sprawy

W skrajnej postaci, tak jak w przypadku Edmunda, realizacja popędu seksualnego zostaje powiązana z narządami płciowymi lub innymi częściami zwłok. Wcześniej natomiast bodźcem stymulującym fantazje oraz elementem częściowo pozwalającym na zaspokojenie popędu, jest pozyskanie rzeczy należącej do zmarłego, fragmentu ubrania np. bielizny, czy też jakiegoś konkretnego przedmiotu z nim związanego. Co do odpowiedzialności karnej, wszystko zależy od tego, o jakich konkretnie czynach sprawcy będziemy mówić – zabójstwie czy zbezczeszczeniu zwłok.

Z dr Andrzejem Gawlińskim, doktorem nauk prawnych, kryminalistykiem i suicydologiem – rozmawia Anna Ruszczyk.

Kolanowski to nie pierwszy seryjny morderca, któremu bacznie się przyglądasz. Dlaczego to właśnie jemu postanowiłeś poświęcić swoją najnowszą książkę?

Przypadek Kolanowskiego jest częścią większego projektu naukowego. Poza tym, mimo wielu materiałów, które już powstały na temat tego sprawcy – podcastów, dokumentów, artykułów czy książek – uznałem, że brakuje rzetelnej publikacji z pogranicza nauki i true crime. Skupiłem się nie tylko na rekonstrukcji czynów dokonanych przez Kolanowskiego, ale i omówieniu nekrofilii, która jest jednym z najrzadziej notowanych zaburzeń preferencji seksualnych na świecie.

We wstępie zaznaczyłeś, że konsultowałeś się profesorem Anilem Aggrawalem, medykiem sądowym z New Delhi w Indiach. Czy mógłbyś w kilku słowach powiedzieć coś więcej o Panu profesorze?

To jeden z czołowych specjalistów na świecie, autor kilkuset publikacji z zakresu medycyny sądowej, kryminalistyki i toksykologii. Mogę śmiało powiedzieć, że nie ma osoby, która miałaby taką wiedzę na temat nekrofilii, jak on. Stworzył najnowszą klasyfikację tego zaburzenia, którą kompleksowo omówił w swojej monografii. Naturalnie więc uznałem, że warto się z nim skonsultować. Bardzo zainteresował go przypadek Edmunda. I od tego czasu zaczęła się też nasza współpraca.

fot. Andrzej Gawliński, archiwum własne/akta sprawy

Czy dziś, po blisko 50 latach, jesteśmy w stanie jednoznacznie stwierdzić, co było główną przyczyną dla której Edmund Kolanowski wkroczył na ścieżkę tak odrażających przestępstw?

Tych przyczyn było wiele. W ukształtowaniu się jego późniejszego modus operandi sporą rolę odegrało dzieciństwo i jego pierwsze doświadczenia seksualne. Mam na myśli m.in. jego wspólne z kolegami podglądanie ciał w kostnicy, podczas którego się masturbowali. Poza tym, wtedy miało miejsce kilka traumatycznych wydarzeń, mających wpływ na jego rozwój psycho-seksualny. Następnie dochodziło do nieudanych kontaktów seksualnych z kobietami. Dwukrotnie był w poważnych związkach, jednak życie seksualne go nie satysfakcjonowało. Po czasie, skupił się wyłącznie na kobiecych narządach płciowych i rozpoczął proceder pozyskiwania ich ze zwłok.

Które ze zbrodni i działań Nekrofila wzbudzają według Ciebie największe emocje u odbiorców?

Bez wątpienia zabójstwo Aliny K. Często tak jest, gdy dochodzi do zbrodni na dziecku.

O Kolanowskim napisano i powiedziano już wiele. Czy zaobserwowałeś pojawiające się w przestrzeni publicznej przekłamania, nieprawdy związane z samą osobą Kolanowskiego jak i jego aktywnością nekrofilną?

Całe szczęście nieprawdziwych informacji nie ma dużo. Kolanowski bywa jednak przedstawiany jako potwór, co ze względu na jego praktyki nekrofilne i zbrodnie, których dokonał, przychodzi niektórym twórcom dość łatwo. Sama sprawa jest moim zdaniem na tyle obciążająca i złożona, że nie potrzeba dodatkowo wzbudzać emocji w czytelniku czy widzu i szukać taniej sensacji.

Kiedy człowiek staje się nekrofilem fetyszystą? Jaka jest jego definicja, charakter dokonywanych czynności, a także odpowiedzialność karna takiej osoby?

W skrajnej postaci, tak jak w przypadku Edmunda, realizacja popędu seksualnego zostaje powiązana z narządami płciowymi lub innymi częściami zwłok. Wcześniej natomiast bodźcem stymulującym fantazje oraz elementem częściowo pozwalającym na zaspokojenie popędu, jest pozyskanie rzeczy należącej do zmarłego, fragmentu ubrania np. bielizny, czy też jakiegoś konkretnego przedmiotu z nim związanego. Co do odpowiedzialności karnej, wszystko zależy od tego, o jakich konkretnie czynach sprawcy będziemy mówić – zabójstwie czy zbezczeszczeniu zwłok.

Czy Edmund Kolanowski zwany także „Zimnym Chirurgiem” stał się ewenementem na skalę światową?

Tak. Jak dotąd nie odnotowano takiego przypadku w kazuistyce światowej. U Kolanowskiego wystąpiła bardzo złożona kombinacja różnych rodzajów nekrofilii. Od fantazji nekrofilnych aż po nekrofilię homicydalną. Kiedy nie miał możliwości pozyskania zwłok z cmentarza lub kostnicy, zabijał.

Coś, co zwróciło moją uwagę, to postawa konkubentki Nekrofila. Z jednej strony kobieta twierdziła, że widziała w domu części ciał ludzkich, wyczuwała nieprzyjemny zapach rozkładających się zwłok, z drugiej strony nie powiadomiła służb o swoich spostrzeżeniach i odkryciach, dość zresztą drastycznych. Dlaczego?

Z jej zeznań wynikało, że ze strachu przed Edmundem. Miał grozić konkubinie, iż w razie wyjawienia komuś tajemnicy o jego praktykach, zabije ją.

Na łamach publikacji wspomniałeś o braku w Polsce badań dotyczących metod pozbywania się zwłok. Z czego wynika niedostatek badań w tym obszarze?

Po części wynika to z trudności, które są związane z zebraniem szerokiego materiału badawczego. Ja swego czasu przebadałem, pod kątem manipulacji ze zwłokami, ponad pół tysiąca zabójstw, spraw karnych prawomocnie wszczętych z art. 148 k.k. Zajęło mi to ponad rok. Pod względem logistycznym było to niesamowite wyzwanie. Jak ktoś ma kontakt z aktami sądowymi to zapewne zrozumie o czym mówię. Od załatwienia formalności związanych ze zgodami na wgląd w akta, zgraniem terminów z wydziałami karnym, archiwami, czytelniami, po spędzenie kilkuset godzin nad czytaniem i ich analizą. Poza tym, sama objętość akt też czasem nie ułatwia pracy, ponieważ sprawy liczą od ok. 3 do 5 tomów w tzw. „kuchennych zabójstwach” po kilkadziesiąt, w przypadkach bardziej skomplikowanych.

fot. Andrzej Gawliński, archiwum własne/akta sprawy

Czy zamieszczając w książce „Nekrofil” drastyczne zdjęcia, miałeś jakiekolwiek obawy, że mogą być one szokujące dla czytelnika?

Nie, ale mimo to postanowiłem zamieścić stosowną notkę informującą o tego rodzaju zdjęciach. Założyłem, że większość osób, które sięgnie po publikację, będzie wiedziała czego może się spodziewać. Były one potrzebne do ukazania eskalacji Edmunda. Swoją drogą, o wiele bardziej drastyczne zdjęcia, czy filmy, można znaleźć w ciągu kilku sekund w internecie.

Jaką lekcję możemy wynieść z historii Edmunda Kolanowskiego?

O tym, żeby cały czas pamiętać, iż psychika niektórych sprawców jest bardzo złożona, dlatego każdy przypadek należy analizować z dystansem i na chłodno. Chociaż w tym przypadku nie wiem, czy „na chłodno” to dobre określenie [uśmiech]. Czyny Edmunda szokują niektórych i wzbudzają odrazę, ale trzeba to podkreślić – dla niego były to od pewnego momentu podstawowe praktyki seksualne. Domyślał się, że nie są one częścią, powiedzmy normalnej formy zaspokajania popędu seksualnego. Chyba do końca nie uświadamiał sobie jednak skali swoich zaburzeń preferencji seksualnych i tego, jak bardzo niebezpieczny stał się też dla innych.

Dziękuję za rozmowę

Facebook