Zły ptak

Kazimierz Kyrcz Jr, fot. Tomasz Steindel

Służba w policji jest ciężka, wymagająca i obciążająca psychicznie, znacznie gorsze są jednak chore układy, które w niej panują. Kiedyś łudziłem się, że betonowe szefostwo odejdzie i zostanie zastąpione przez osoby, które nadają się do zarządzania ludźmi. Niestety, zbyt często na miejsce betonów przychodzą żelbetony. A ludzcy przełożeni są tępieni przez tych, którzy są nad nimi.

Z Kazimierzem Kyrczem Jr. oficerem krakowskiej policji, autorem cyklu powieści o Kubie Szpikulcu, poetą, redaktorem i okazjonalnym tłumaczem – rozmawia Anna Ruszczyk.

Twoja najnowsza książka – „Podwójna pętla” miała być według opisu widniejącego na okładce „najlepszą komedią kryminalną dla facetów”. Jednak ilość zabójstw i tajemniczych zgonów sprawia, że śmiechu z każdą stroną jest coraz mniej. Kiedy w twojej głowie pojawił się pomysł na tę historię i skąd wziął się Pufanek?

Zgonów rzeczywiście jest sporo. Są jednak osadzone w historii w przemyślany, celowy sposób. Myślę, że do pewnego stopnia łagodzi to pesymistyczną wymowę tej powieści – bo jakkolwiek naszym życiem rządzi chaos, istnieją elementy go porządkujące. Choćby nawet należała do nich śmierć. O Pufanku nie chcę za wiele opowiadać. Jego geneza związana jest z człowiekiem, który mnie zdradził.

Wierzysz, że istnieją miejsca, w których naprawdę straszy?

Tak. Choć niekoniecznie straszą każdego. Pamiętam, że kiedy szwendałem się w okolicy mojej rodzinnej Człopy, na obrzeżach jednej z wsi trafiłem na stary, poniemiecki cmentarz z rozkopanymi grobami, z których rabowano co się dało. Przeraziło mnie to. Nie dlatego, że wyobraziłem sobie, że ktoś w ten sposób potraktuje grób mój czy moich bliskich. Gorsze wydały mi się okoliczności, które popchnęły złodziei do takich czynów.

Główny bohater powieści jest policjantem, który ewidentnie ma dość służby w PePe, a mimo to z niej nie odchodzi. Czyżby kochał robotę w Cybertoniku?

To jest typowy przykład toksycznej miłości. Wiesz, że powinnaś dać sobie siana, uciekać jak najszybciej i jak najdalej, a mimo to próbujesz. Spalasz się dla tej służby. A kiedy policja już zabierze ci najlepsze lata życia, na odchodne zamiast podziękowania dostaniesz kopa w dupę. Co zabawne, ale i smutne zarazem, choć każdy policjant wielokrotnie widział ten scenariusz, prawie każdy łudzi się, że z nim będzie inaczej. Że zostanie doceniony, że odejdzie na emeryturę w glorii i chwale.

Zainteresował mnie wątek pracy kuratora. Bednarski wywiązuje się ze swoich obowiązków, odwiedza podopiecznych. Jest bardzo blisko wszelkiej maści patologii. Jak taka praca wpływa na psychikę kuratora, w jaki sposób radzi sobie ze złem, z którym niemal codziennie musi obcować?

Po dwudziestu latach kuratorki złożyłem broń. Byłem zmęczony nadmiarem obowiązków i poczuciem bezsilności. No i znudziło mnie robienie za przysłowiowy damski (pi-pi-pi). Wyobraź sobie, że przez te dwie dekady ryczałty zostały na tym samym, żenująco niskim poziomie, przez co przy obecnych cenach paliwa praktycznie musiałbym dopłacać do tego biznesu. A przecież mam rodzinę, która też chciałaby, żebym spędzał z nimi czas. Czy te doświadczenia z pracy kuratora były dla mnie traumatyczne? Owszem, zdarzało się, że któryś z alkoholików gonił za mną z nożem czy próbował przywalić mi krzesłem. Generalnie jednak lubiłem tę pracę. To, że mogłem pomagać ludziom, wspierać ich w podejmowaniu tych najtrudniejszych, bo dobrych decyzji.

Co sądzisz o serialach kryminalnych, czy twoim zdaniem scenariusze są w sposób wystarczający urealnione?

Niewiele jest takich. Inna sprawa, że praca policjantów rzadko bywa atrakcyjna fabularnie. Twórcy seriali stają więc przed dylematem: stawiać na realizm czy na realizm magiczny, quasi rzeczywistość, w której funkcjonariusz zdobywa bilingi w kilka minut, a opinię biegłego otrzymuje jeszcze tego samego dnia. Realizm jest znacznie trudniejszy, choć możliwy do osiągnięcia. Udało się to na przykład w angielskim serialu „Przynęta”, skądinąd opartym na faktach.

W „Podwójnej pętli” widać wyraźnie relacje międzyludzkie oparte na fałszu, nienawiści, zazdrości, braku zaufania a nawet strachu. Myślisz, że to częste zjawisko w firmie?

Zły to ptak, co… bla bla bla. Z przykrością muszę przyznać, że na ogół tak właśnie wygląda. Służba w policji jest ciężka, wymagająca i obciążająca psychicznie, znacznie gorsze są jednak chore układy, które w niej panują. Kiedyś łudziłem się, że betonowe szefostwo odejdzie i zostanie zastąpione przez osoby, które nadają się do zarządzania ludźmi. Niestety, zbyt często na miejsce betonów przychodzą żelbetony. A ludzcy przełożeni są tępieni przez tych, którzy są nad nimi.

Czytając powieść zastanawiałam się niejednokrotnie nad tym, co jest snem, a co jawą. Świat Bednarskiego krążył po orbicie absurdów i wyobraźni, unosił się w oparach smrodu i alkoholu. Być może był to niemy krzyk rozpaczy. Na jaką pomoc może liczyć policjant zmierzający do paszczy szaleństwa, czy problemy psychiczne funkcjonariuszy kogokolwiek dziś interesują?

Pomoc? Chyba żartujesz. Każdy musi radzić sobie sam. Mało tego – jeśli potrzebuje opieki psychologicznej, to najlepiej dla niego, żeby się nikomu z firmy do tego nie przyznawał, a ewentualną terapię podejmował prywatnie. O ile, rzecz jasna, go na to stać. W przeciwnym przypadku może liczyć na szykany, albo co najwyżej na pobłażliwe pukanie się w czoło.

Jeden z twoich bohaterów odbiera sobie życie. Dlaczego policjanci popełniają samobójstwa i czy wciąż jest to temat tabu?

Prawda jest taka, że do samobójstw policjantek i policjantów w dużej mierze przyczyniają się sprawy związane ze służbą. Stąd niechęć szefostwa do nadmiernego wgłębiania się w ten temat.

Polscy seryjni mordercy. Wymarli czy wciąż żyją, ale o ich przestępczej działalności z jakiś powodów nie jesteśmy informowani?

Są i zapewne zawsze będą. Sam rachunek prawdopodobieństwa wskazuje na to, że część osób zaginionych to ich ofiary. Powody nie nagłaśniania tego typu spraw są różne. Jedną z nich jest specyfika funkcjonowania organów ścigania. Z powodów taktycznych nie powinno się puszczać w eter informacji o modus operandi sprawców zabójstw. Odrębną kwestią jest to, że jeśli opinia społeczna dowiedziałaby się, że w naszym kraju grasuje jakiś seryjniak, automatycznie pojawiłyby się naciski na to, by jak najszybciej go ująć. Co w przypadku zorganizowanego zabójcy mogłoby stanowić dla organów poważny problem. Mówiąc brutalnie – na pewnych stanowiskach, niekoniecznie zresztą tych najwyższych – wyznaje się zasadę, że lepiej nie ruszać gówna, bo będzie smród.

Czy poznamy dalsze losy Bednarskiego?

Tak, ale nie tego z „Podwójnej pętli”, tylko z cyklu o Kubie Szpikulcu. Komisarza Mateusza Bednarskiego obarczyłem moimi traumami i doświadczeniami sprzed kilkunastu lat. Tamtego mnie już nie ma, więc obawiam się, że przedłużanie życia Mateusza mogłoby tchnąć sztucznością.

Dziękuję za rozmowę

Facebook