LUDZKIE OBLICZE SYSTEMU PENITENCJARNEGO cz.II

źródło: Okręgowy Inspektorat Służby Więziennej w Gdańsku

Z majorem Robertem Witkowskim, rzecznikiem prasowym Okręgowego Inspektoratu Służby Więziennej w Gdańsku – rozmawia Anna Ruszczyk.

 

W pierwszej części wywiadu rozmawialiśmy o faktach i mitach związanych z pobytem za murami więzienia. Pytałam Pana o świadomość społeczną w zakresie polskiego więziennictwa, działania proekologiczne, a także o motywacje ludzi wiążących swoje życie zawodowe z systemem penitencjarnym. Pod koniec rozmowy poruszyliśmy kwestie kierowania przez Służbę Więzienną więźniów do pomocy na rzecz hospicjów oraz domów opieki. Wiem już jakiej pozytywnej zmiany doświadczają uczestnicy tego programu. Pytałam Pana o to w jaki sposób do pomysłu zaangażowania osadzonych w pomoc dla hospicjów podchodzili dyrektorzy tych instytucji. Dziś chciałabym dowiedzieć się jaka była reakcja rodzin osób przebywających w hospicjach?

Rodziny początkowo podchodziły do tej sytuacji z dużą nieufnością. Jednak to już jest przeszłość. Chciałbym podkreślić, że administracja penitencjarna ma duże doświadczenie w kwestii przygotowywania osadzonych do wolontariatu. Dlatego nie kierujemy jednocześnie do takiej instytucji trzech nowych osób. Z reguły jest tak, że dwóch pracuje na rzecz hospicjum od dawna, zaś trzeci dopiero się od nich wszystkiego uczy. Dowiaduje się co może robić, a czego nie. Ponadto w każdym hospicjum jest osoba odpowiedzialna za ustalanie przebiegu ich pracy, zasad. Wszystko mamy bardzo dobrze przepracowane. O tej współpracy pojawiają się już informacje w podręcznikach akademickich.

Jakie jest znaczenie w tym procesie osoby do współpracy z ramienia hospicjum?

Ogromne, to nie może być osoba przypadkowa. Musi być w pewnym stopniu wychowawcą dla osadzonych, których my tam kierujemy. Ważna jest kwestia komunikacji między pracownikiem jednostki penitencjarnej a osobą odpowiedzialną z ramienia hospicjum. Niestety zdarzały się takie pojedyncze sytuacje, gdy osadzony zaczynał kombinować. Poszedł do pracy w hospicjum, niby wszystko było dobrze. Potem się okazało, że próbował się umawiać z dziewczyną, która przychodziła do niego na spotkania pod budynek ośrodka. W takich sytuacjach musimy mieć wypracowane procedury.

Co w takiej sytuacji robicie?

Jeden telefon z hospicjum, że człowiek zrobił to, czego nie powinien albo w sposób nieodpowiedni odezwał się do pielęgniarki, przyjeżdżamy i zabieramy go. Miał szansę, nie skorzystał. Trudno, będzie następny. Chętnych do pracy jest dużo więcej, a dla pozostałych to jest bardzo ważny sygnał. Tu wszystko musi być zgodnie z zasadami, bo to nie jest zwykłe miejsce pracy.

Jakie jeszcze działania osadzeni wykonują na rzecz społeczności lokalnych? Słyszałam, że biorą udział w zakładaniu terenów zielonych.

Kierowanie skazanych do zatrudnienia na rzecz społeczności lokalnych to nasze ważne zadanie. Mamy do czynienia z taką sytuacją, że w okręgu gdańskim przebywa aktualnie około 4300 osadzonych. Około 35% z nich udaje nam się skierować do pracy. Czy to jest dużo, czy mało? Lepiej byłoby, gdyby pracowało 100%, ale to jest iluzja. Podobnie jak iluzją jest stwierdzenie, że każdy po odbyciu kary powinien być lepszy. Niektórzy są po to izolowani, żeby nie wychodzili na zewnątrz, zatem ich nie skierujemy do pracy. Bywa, że osadzeni są agresywni, złośliwi, z różnymi zaburzeniami i uzależnieniami. Są też osoby chore i w podeszłym wieku. W związku z tym kurczy nam się populacja osób, które mogą pracować. Stąd tylko 35%. Tych, których możemy wysłać to wysyłamy. Dziewięć jednostek penitencjarnych z okręgu gdańskiego współpracuje z ponad setką instytucji do których skazani chodzą pracować opuszczając więzienia. To bardzo dużo, średnio około 10 instytucji na jednostkę penitencjarną. Oczywiście inaczej mamy w Zakładzie Karnym w Sztumie, gdzie tych, którzy mogą pracować jest garstka. Tam przebywają osoby z najcięższymi wyrokami, recydywiści. Zakład współpracuje z 5 lub 6 instytucjami. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w Zakładzie Karnym Gdańsku Przeróbce. Jest to jednostka typu otwartego i półotwartego, która współpracuje z 30 instytucjami. Praca nieodpłatna skazanych jest dla tych instytucji jest nieoceniona.

źródło: Okręgowy Inspektorat Służby Więziennej w Gdańsku

źródło: Okręgowy Inspektorat Służby Więziennej w Gdańsku

 

Czy istnieją jakieś mierniki ocen tej pracy?

Tak, co roku sporządzany jest bilans. Podliczamy ile roboczogodzin w ciągu roku pracowali na rzecz instytucji, społeczeństwa. W roku 2014 jest to około 4000 roboczogodzin. Zatem skazani za darmo pracowali na rzecz instytucji samorządowych wypracowując kwotę 3,4 mln zł.

Jakie to były działania, prace?

Różne. Wolontariat o którym już wspominałem, działania na rzecz szkół i przedszkoli, gdzie wykonują najczęściej prace remontowe. Bywało tak, że wizytowałem szkołę, by spytać, jak oceniana jest praca skazanego, który pracuje tam od pół roku. Pani dyrektor powiedziała tak:” Proszę Pana, on w ciągu tego pół roku wyremontował wiele sal lekcyjnych, w czasie wakacji zrobił korytarz na obydwu piętrach. I to nie jest tak, że ja mu pokazuję palcem i mówię co ma zrobić. To on sam przychodzi i mówi ile potrzebuje farby, aby pomalować dane pomieszczenie. Jednak zanim pomaluje to proponuje bym kupiła Cekol, bo on coś jeszcze poprawi. I wie Pan co, ja wiem, że on ma za miesiąc posiedzenie sądu o warunkowe zwolnienie. Ja bym nie chciała aby on dostał to warunkowe, chciałabym aby jeszcze z rok tutaj pobył, bo on mi wtedy wyremontuje całą szkołę.” Skazani pracują w podobny sposób również na rzecz domów dziecka. Remontują różne instytucje. Jedna z fundacji dostała do użytku stary, zaniedbany budynek. W ciągu pół roku zrobili z tego nowoczesny ośrodek. Oczywiście za pieniądze fundacji, ale siła robocza była za darmo, bo pracowali przecież nieodpłatnie.

Jakie działania podejmowaliście w Sztumie?

Miasto Sztum zwróciło się do nas, abyśmy przeszkolili osadzonych w zawodzie ogrodnika zieleni miejskiej. Tak naprawdę niemal całością terenów zielonych w Sztumie zajmują się osadzeni. Jest to wyraźny wkład pracy osadzonych dla społeczności sztumskiej. Skazani jak już wspomniałem wykonują prace remontowo-budowlane w szpitalach, sprzątają. W październiku ubiegłego roku Muzeum Narodowe w Gdańsku zwróciło się do nas z prośbą. Przygotowywali wystawę, dwóch pracowników technicznych im się rozchorowało w jednym momencie. W związku z tym, że z Muzeum Narodowym mamy dobre kontakty od roku 1998, otrzymaliśmy od nich telefon z prośbą o pomoc. Potrzebowali silnych mężczyzn, inaczej wystawa z konferencją międzynarodową byłaby zagrożona. Zorganizowaliśmy ludzi, podjęli pracę, w ciągu dwóch tygodni grupa robocza trzech osadzonych zrobiła wszystko to, czego potrzebowało Muzeum. Skazani wiedzieli, że są potrzebni, a ich umiejętności przydatne. Została uratowana wystawa i konferencja. A Służba Więzienna mogła zrobić coś dla instytucji, która wspiera nas od wielu lat.

źródło: Okręgowy Inspektorat Służby Więziennej w Gdańsku

źródło: Okręgowy Inspektorat Służby Więziennej w Gdańsku

 

Czy jest zainteresowanie zatrudnianiem osadzonych przez prywatnych właścicieli firm?

Oczywiście, tacy również się do nas zgłaszają. Przy czym te osoby muszą już zatrudniać osadzonych odpłatnie. Nam również zależy na tym, aby osadzeni, zwłaszcza Ci którzy mają jakieś zobowiązania finansowe (wobec Państwa, banków, funduszu alimentacyjnego) zarabiali i zwracali pieniądze. Stąd też działamy intensywnie, aby pozyskiwać płatne miejsca pracy dla osób pozbawionych wolności. Najczęściej są to firmy i kontrahenci prywatni. Oczywiście po uprzednim sprawdzeniu względów bezpieczeństwa. Zawsze weryfikujemy czy nie ma żadnych zastrzeżeń co do prowadzonej przez daną osobę działalności, nie możemy mieć żadnych wątpliwości do praworządności działalności.

Chciałabym wrócić do poruszanych wcześniej aspektów psychologicznych pobytu za murami więzienia. Czy i jaka tak naprawdę jest możliwość pomocy osadzonym w poradzeniu sobie z samotnością, z rozpadem ich związków, utratą rodzin?

Osoby, które odbywają karę pozbawienia wolności nie są całkowicie odcięte od świata na wolności. Jeżeli ktoś odbywa karę w zakładzie karnym może korzystać z telefonu, pisać listy, w niektórych przypadkach rozmawiać przez skype. Ponadto mogą korzystać z widzeń z bliskimi bądź osobami z którymi mogą się spotkać na podstawie zgody dyrektora zakładu karnego lub aresztu śledczego. Zatem to nie jest tak, że dana osoba pozostaje zupełnie sama ze swoimi problemami w zupełnej izolacji. Bliscy mogą ją odwiedzać. Wówczas może im opowiedzieć o swoich problemach, przeżyciach, przemyśleniach. Oczywiście może pojawić się poczucie bezsilności, gdy już się jest za murami więzienia, nie ma się wpływu na niektóre sprawy. Jednak to nie oznacza, że nie mają możliwości kontaktu z innymi ludźmi. Na tym też polega rola psychologów, terapeutów i wychowawców z zakładach karnych – mobilizować do podtrzymywania i rozwijania relacji z bliskimi.

źródło: Okręgowy Inspektorat Służby Więziennej w Gdańsku

źródło: Okręgowy Inspektorat Służby Więziennej w Gdańsku

 

Czy zdarzają się takie szczególne okresy w ciągu roku, gdy tych problemów na tle emocjonalnym jest więcej niż zazwyczaj?

Obserwujemy, że szczególnie dużo tego typu pracy mamy w okresie poprzedzającym Święto Bożego Narodzenia. Wówczas osadzeni stają się bardziej refleksyjni, pobudzeni emocjonalnie. Trzeba z tymi ludźmi rozmawiać, znaleźć dla nich czas. Czasem się okazuje, że to są ich pierwsze święta, podczas których są sami na świecie, gdyż bliscy im powiedzieli, że nie chcą już z nimi być. Ma to z reguły uzasadnienie w ich wcześniejszym agresywnym zachowaniu. Nagle sobie uświadamiają, że to będą ich pierwsze i prawdopodobnie nie ostatnie samotnie spędzone święta. Nikt nie przyśle do nich kartki, nie przyjedzie na widzenia. To są trudne sprawy, czasem trzeba tych ludzi motywować do tego, by chciało im się jeszcze dalej żyć. Trzeba ich podnieść i utrzymać w równowadze.

Każda korespondencja, która trafia do więzienia jest sprawdzana zanim trafi do osadzonego?

Nie, jeżeli jest to zakład typu otwartego lub półotwartego. Tylko w uzasadnionych przypadkach, jeżeli administracja penitencjarna ma jakieś wątpliwości, bądź podejrzewa dokonanie przestępstwa, wówczas taka korespondencja jest kontrolowana. Oczywiście jest ona sprawdzana pod kątem tego czy nie ma tam substancji narkotykowych. Do tego i tak stosujemy specjalne urządzenia i przygotowane psy specjalne.

źródło: Okręgowy Inspektorat Służby Więziennej w Gdańsku

źródło: Okręgowy Inspektorat Służby Więziennej w Gdańsku

 

Zdarzają się próby dostarczenia nielegalnych środków ?

Stale i cały czas. Próbują przemycać substancje zmieniające nastrój. Jeżeli ktoś był dilerem na wolności, to trudno, by przestał nim być w więzieniu. Od stycznia do listopada 2015 roku ujawniliśmy przed wejściem na teren jednostek penitencjarnych około 50 prób wniesienia na teren jednostki substancji narkotykowych. Skazani zawsze będą próbowali. Jeżeli ktoś przyjmował narkotyki, dopalacze na wolności, to będzie dążył do tego, żeby przyjmować je również w warunkach izolacji. Naszym zadaniem jest to udaremnić. Jest to trudne, gdyż sposoby których się imają są bardzo zmyślne.

W jaki sposób próbują przemycać narkotyki?

Potrafili chować narkotyki w oryginalnie zapakowanym smalcu, w paczce żywnościowej. Aktualnie nie ma takiej możliwości, gdyż zmieniły się przepisy. Nie można przysyłać paczki żywnościowej pocztą. Może ona być zlecona do realizacji i przygotowana na terenie więzienia. Próbują przemycać również w paczkach odzieżowych, na przykład w ściągaczu męskich slipek. Niektórzy próbowali ukryć narkotyki w markerze, mazaku. Oczywiście to nam, funkcjonariuszom Służby Więziennej najbardziej zależy, aby takie substancje nie przedostawały się na teren, za więzienne mury, z prostego powodu: kwestie bezpieczeństwa. Osoba pod wpływem narkotyków, dopalaczy jest nieobliczalna w swoim zachowaniu, może zagrażać życiu i zdrowiu funkcjonariuszy i innych osadzonych.

Oprócz substancji psychoaktywnych, co jeszcze więźniowie próbują przemycać?

Chociażby ubrania, aby nimi handlować. Niejednokrotnie sam byłem świadkiem takich prób, kiedy na widzenie przychodzi siostra lub brat w nowej, oryginalnej bluzie. Próbują się przebrać, tak aby osadzony wrócił z widzenia w nowym ubraniu.

Dlaczego nie mogą wziąć tych ubrań?

Osadzony może posiadać tylko swoje ubrania. Dyrektor może ewentualnie wyrazić zgodę, aby część rzeczy odesłać do domu i aby paczka z nowymi ubraniami została przysłana. Musimy kontrolować ilość posiadanych przez skazanych rzeczy, muszą być one zewidencjonowane. Jeżeli będą próbowali handlować ubraniami, to możemy to skonfrontować ze stanem faktycznym posiadania danej rzeczy. Jeśli sprzeda, to popełni wykroczenie dyscyplinarne.

A jeśli powie, że zgubił?

Oczywiście nie damy wiary. Trudno jest zgubić bluzę, sweter, spodnie w więzieniu.

Czyli ubrań tyle ile by chcieli nie mogą posiadać?

Proszę sobie wyobrazić sytuację, gdy pozwalamy im posiadać w celach wszystko co chcieliby mieć. Zmniejszy się ilość miejsca w celi, sami utrudnilibyśmy sobie pracę i skuteczną kontrolę cel.

źródło: Okręgowy Inspektorat Służby Więziennej w Gdańsku

źródło: Okręgowy Inspektorat Służby Więziennej w Gdańsku

 

To co w takim razie mogą posiadać skazani?

Wszystkie rzeczy związane z ich postępowaniem karnym, czyli dokumenty. Niektórzy mogą posiadać własne ubranie, w zależności od tego jaka to jest jednostka penitencjarna i jaki jej typ. Są jednostki gdzie mogą posiadać tylko ubranie więzienne, a są jednostki gdzie mogą przebywać w swoich prywatnych ubraniach (oczywiście będących w ewidencji). Mogą posiadać przedmioty kultu religijnego, środki higieniczne. Co do innych rzeczy, bez względu na to czy jest to telewizor, książka, obcinarka do paznokci – muszą mieć zgodę dyrektora.

Pytałam wcześniej Pana oto, w jaki sposób pomagacie osadzonym w radzeniu sobie ze stresem, złym stanem emocjonalnym, przygnębieniem. Czy i jak duży jest problem samobójstw wśród osadzonych?

To jest problem marginalny. Liczba samobójstw w ostatnich latach w polskich więzieniach zmniejszyła się. To kilkanaście przypadków w skali roku. Oczywiście to jest zawsze za dużo, gdyż to oznacza, że tyle osób pozbawiło siebie życia w warunkach izolacji. Trzeba mieć jednak świadomość tego, że to jest jeden z najniższych wskaźników więziennych samobójstw w Europie. Tak samo jak na wolności zdarzają się samobójstwa, tak samo w więzieniu się zdarzają. Robimy bardzo dużo, aby ilość samobójstw ograniczyć, poprzez pracę psychologów, terapeutów i wychowawców. Każdy, nawet najmniejszy sygnał jest przez nas poważnie traktowany. Może to być sygnał od osadzonego, u którego pojawiają się myśli samobójcze, albo od współosadzonego, który zauważy, że coś niepokojącego zaczyna się dziać z tym człowiekiem. Czasem strażnik może zauważyć, że osadzony zachowuje się inaczej, jest bardziej markotny niż zwykle. Każdy taki sygnał jest sprawdzany. Warto podkreślić, że są też osoby, które próbują targnąć się na swoje życie ze względu na zaburzenia. Część z nich popełnia samobójstwo pomimo naszych dużych wysiłków, by im pomóc. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć tego, co drugi człowiek ma w głowie. Możemy rozmawiać z osadzonymi, lecz nigdy nie będziemy mieli stuprocentowej pewności co do tego, o czym oni myślą.

źródło: Okręgowy Inspektorat Służby Więziennej w Gdańsku

źródło: Okręgowy Inspektorat Służby Więziennej w Gdańsku

 

Jeżeli już poruszyliśmy problematykę samobójstw, chciałabym Pana zapytać o to, czy i jak często zdarzają się samobójstwa wśród pracowników Służby Więziennej? Co jakiś czas słyszymy o tym, że funkcjonariusz Policji odebrał sobie życie, jako przyczynę podaje się przeważnie problemy rodzinne, osobiste. Czy tak bywa również w służbie więziennej?

Niestety, tak też bywa. I to są nasi koledzy. Jest to podobny problem jak w przypadku samobójstw osadzonych. Nie możemy przewidzieć takich sytuacji. Gdybym miał wiedzę, że mój kolega chce pozbawić siebie życia, to ja bym namiot rozstawił w jego mieszkaniu. Nie jesteśmy w stanie tego przewidzieć. Niestety takie zdarzenia mają miejsce. To jest bardzo trudna emocjonalnie i stresująca praca. To nie jest wyłącznie stres chwilowy, tylko stres przewlekły. Osoba, która pracuje 15-25 lat na oddziale z osobami pozbawionymi wolności żyje w permanentnym stresie. Zdarzają się jednostkowe zdarzenia traumatyczne, gdy funkcjonariusz odcina skazanego, który próbował się powiesić. Takie zdarzenia pozostają w głowie. Lecz my mówimy tutaj o stresie, który się odkłada przez lata. W czym się on przejawia? Raz na jakiś czas funkcjonariusz słyszy „zobaczysz, jak wyjdziesz na wolność, to wtedy się policzymy”. Przestępcy, a zwłaszcza ci z przestępczości zorganizowanej potrafią powiedzieć „słyszałem, że pańska córka, która chodzi do Szkoły Podstawowej nr 102 do klasy III e jest bardzo dobrą uczennicą”.

źródło: Okręgowy Inspektorat Służby Więziennej w Gdańsku

źródło: Okręgowy Inspektorat Służby Więziennej w Gdańsku

 

I co wtedy robicie?

Pracujemy dalej, ale stres kumuluje się w człowieku.

Czy kończy się na tego typu przekazie od osadzonych, czy też dochodzi do porwań, ataków na osoby najbliższe dla funkcjonariuszy Służby Więziennej?

Nie wiemy o tym, aby doszło do tego typu zdarzeń. Natomiast sam fakt, że ktoś grozi mi i mojej rodzinie pozbawieniem życia nie pozostaje bez znaczenia. Zwłaszcza w sytuacji, kiedy kierujemy sprawę do sądu, a ten uznaje to za niską szkodliwość społeczną czynu. Sąd stwierdza, że skoro chciałem zostać funkcjonariuszem Służby Więziennej, to musiałem taką ewentualność brać pod uwagę.

Miał Pan taką sytuację, gdy Panu grożono w ten sposób?

Tak. Minęło od niej kilka lat. Ale są też inne zagrożenia. Proszę sobie wyobrazić taką sytuację, z którą my się dość często spotykamy. Funkcjonariusz przeszukuje rzeczy osadzonego i zakłuwa się. Okazuje się, że jest to część od maszynki do golenia osadzonego lub część od maszynki do tatuowania. Mamy wypracowane procedury postępowania w takich sytuacjach. W każdym przypadku zakłucia wszczynana jest procedura przeciwko ewentualnemu zakażeniu wirusem HIV, HBV czy HCV. Przez sześć miesięcy człowiek nie wie czy ma HIV czy też nie, czy ma żółtaczkę, wirusowe zapalenie wątroby typu B lub C. Dopiero po tym czasie są oficjalne wyniki kolejnych badań. Przez ten okres przyjmuje leki, inaczej wygląda jego sfera seksualna. Taki stres kumulowany przez pół roku również wpływa na człowieka.

Bywa, że osadzony „podpuszcza” funkcjonariusza, że był zakażony?

Bywa, że faktycznie osadzony ma HIV-a. Ale proszę pamiętać, że w takich sytuacjach każdego musimy traktować jako potencjalnego nosiciela, zgodnie z ogólnie przyjętymi zasadami.

Rozumiem, że tego typu zagrożenia są wpisane w ryzyko zawodowe funkcjonariuszy?

Mamy tego świadomość, robimy dużo, aby chronić funkcjonariuszy przed tego typu sytuacjami. Zakupujemy rękawice antyzakłuciowe, ale czasem pewne sytuacje są nieprzewidywalne.

Zdarzają się sytuacje, gdy wśród osadzonych macie pracowników służb mundurowych?

Oczywiście, że się zdarzają. To w jaki sposób taka osoba funkcjonuje w warunkach izolacji zależy od niej samej. Jeżeli silnie zidentyfikowała się ze środowiskiem przestępczym, to zachowuje się jak przestępca. Natomiast większość, to są osoby które funkcjonują bardzo poprawnie w warunkach więziennych. Naszym obowiązkiem jest chronić ich bezpieczeństwo. Staramy się, aby nie został ujawniony środowisku więziennemu fakt, że taka osoba kiedyś służyła w formacji mundurowej. Najczęściej osadzamy ich w warunkach gdzie jest możliwość ich izolowania. Staramy się stwarzać warunki do tego, aby pracowali na rzecz społeczeństwa. Mają możliwość odkupienia winy.

W książce Patryka Vegi jeden z policjantów wspomina, jakie miał nieprzyjemności w więzieniu, gdy wyszło na jaw, że jest „psem”. Czy tych ludzi zawsze chronicie?

Jeżeli wiemy, że taka informacja dotarła do osadzonych, to zawsze takiego człowieka będziemy chronić i go ochronimy. Mamy wypracowane stosowne procedury i stwarzamy warunki, aby zapewnić bezpieczeństwo. To jest nasz obowiązek wynikający z artykułu 108 kodeksu karnego wykonawczego. Większym problemem jest natomiast zapewnienie bezpieczeństwa osobie podejrzewanej lub skazanej za popełnienie przestępstwa przeciwko wolności seksualnej.

Czy zdarzyło się kiedykolwiek, że więźniowie „zajęli się” pedofilem?

Na szczęście nigdy nie było dramatycznych historii jak przedstawia się to filmach, także niestety polskich. Takie sytuacje zdarzały się i będą się zdarzały. Natomiast nie tworzymy swoistego „getta” dla sprawców przestępstw przeciwko wolności seksualnej. Nasze doświadczenie wskazuje, że tworzenie takich jednorodnych cel zawsze wpływa negatywnie. Nawet, gdy mamy do czynienia z trzema pedofilami w jednej celi, to wśród siebie oni zawsze znajdą najsłabszego i będą się nad nim znęcać. Dlatego tak osadzamy, aby każdy miał zapewnione bezpieczeństwo.

źródło: Okręgowy Inspektorat Służby Więziennej w Gdańsku

źródło: Okręgowy Inspektorat Służby Więziennej w Gdańsku

 

Jakie mogą być kryteria?

Cechy osobowości, dojrzałość, odpowiedzialność. Jeżeli osadzamy młodocianych to nigdy nie robimy tak, że w celi ośmioosobowej będzie ośmiu młodocianych. Osadzamy dwóch albo trzech młodocianych a resztę dorosłych.

Jeśli chodzi o potrzeby seksualne, to wydaje się, że jest to duży problem dla więziennictwa? W końcu jest to jedna z potrzeb człowieka.

Nie jest to problem więziennictwa. Osadzeni wiedzą, że mają różne możliwości. Podobnie jak mają możliwości dążenia do normalności. W Polsce mamy do czynienia z systemem progresywnym wykonywania kary. Na czym on polega? Rozpoczynam odbywanie kary, ale to nie oznacza że będę cały czas siedział w tych samych warunkach i w tym samym zakładzie karnym. Rozpoczynam odbywanie kary i mam perspektywę, którą daje kodeks karny wykonawczy. Po jakimś czasie mogę ubiegać się o pracę na terenie zakładu karnego. Jak się sprawdzę to mogę się ubiegać o pracę poza terenem zakładu karnego. Jeśli pokażę, że można mi zaufać, to mogę próbować starać się o tak zwane bez dozorowe widzenia poza terenem zakładu karnego na czas do 30 godzin. Jak pokażę, że na te 30-godzinne widzenia odbiera mnie rodzina, spędzam czas z bliskimi i właściwie go wykorzystuję, to mogę dostać przepustki kilkudniowe. Wracając do relacji seksualnych. Ten człowiek wie, że jeżeli będzie funkcjonował w sposób prawidłowy, to za jakiś czas będzie wychodził na wolność, na przepustki i będzie wracał do normalności. W niektórych jednostkach penitencjarnych jest możliwość korzystania z widzeń w oddzielnym pomieszczeniu. W jaki sposób sobie ta para małżeńska ten czas spędzi to jest ich sprawa. Oczywiście takie spotkania to jest forma nagrody. Musimy też mieć absolutną pewność że ta druga osoba chce takiego spotkania. Musimy mieć pewność, że nikt nikogo do niczego nie zmusza.

W przypadku związków homoseksualnych jest podobnie?

Nie, ze względu na bezpieczeństwo. Gdyby taka informacja dotarła do innych osadzonych, to stworzylibyśmy zagrożenie dla takich osób. W związku z czym takich precedensów nie robimy. Najważniejsze jest bezpieczeństwo osób pozbawionych wolności. Taka sytuacja mogłaby być źródłem poważnego konfliktu.

Słyszał Pan zapewne o osobach niewinnie skazanych i odbywających karę pozbawienia wolności. Po latach okazywało się, że „wsadzono” do więzienia niewinną osobę.

Taki problem jest nie tylko u nas. W Stanach Zjednoczonych toczy się gorąca dyskusja na temat kary śmierci w tym kontekście.

Dobrze, zakładamy, że ma Pan 120 osadzonych. Wśród nich jest człowiek, który od samego początku uparcie twierdzi, że to pomyłka, że jest niewinny. Jak w sytuacji izolacji penitencjarnej mogą sobie poradzić osoby skazane niesłusznie?

Najczęściej adoptują się do tych warunków, walcząc dalej o swoje.

Jaki przekrój społeczny trafia do więzienia?

Jeżeli chodzi o rozpiętość wiekową, rozpiętości wynikające z poziomu wykształcenia, pochodzenia społecznego, wymiar kary – mamy pełen przekrój. Dlatego każdy osadzony to jest zupełnie inny człowiek, inne doświadczenia życiowe, inne podejście do siebie samego, do świata i do życia. Nie ma dwóch takich samych, nawet jeżeli mieliśmy bliźniaków to każdy z nich był inny.

źródło: Okręgowy Inspektorat Służby Więziennej w Gdańsku

źródło: Okręgowy Inspektorat Służby Więziennej w Gdańsku

 

Na koniec chciałabym Pana zapytać o to, co Pan sądzi o programach typu „Cela nr” ? Jaki wpływ na osadzony ma udział w takich programach?

Uważam, że przed kamerą mogą jeszcze bardziej rozkręcać swoje patologiczne myślenie. Zasadniczo nie podobają mi się programy, które pokazują tylko osadzonych, a nie pokazują naszej ciężkiej pracy. Bardzo rzadko programy pokazują dwie strony życia w więziennej rzeczywistości. Rzadko pokazywani są funkcjonariusze, którzy tam pracują. Programy, w których pokazuje się wyłącznie osadzonych raczej nie budzą mojej sympatii. Jedna z telewizyjnych stacji, która realizowała program o tematyce motoryzacyjnej zwróciła się z prośbą, czy bym nie znalazł kilku złodziei samochodów, bo oni chcieliby nagrać program o tym, jak się kradnie samochody. Odmówiłem. My nie jesteśmy pośrednikami, agencją reklamową, producentem. Ja reprezentuję instytucję, której celem między innymi jest również przywracanie przestępców społeczeństwu, tak by wracali mniej zdemoralizowani. Tego typu propozycji mamy mnóstwo.

Czyli jest zapotrzebowanie, aby takich ludzi światu pokazywać?

Tak, a czasem mam wrażenie, że chodzi oto, aby ich wykorzystać. Zapraszają osadzonych przed kamerę, zadają pytania dotyczące przestępstwa, ich życia. Potem osadzeni są wściekli (przed kamerą lub poza nią), bo nie tak się umawiali z panią redaktor lub panem redaktorem. To co się dzieje poza kamerami, już widzowie nie widzą. A dzieje się bardzo dużo, uruchamiane są emocje, czasem otwierają się zabliźnione rany. To jest wykorzystanie człowieka, jego sytuacji. Dlatego bardzo ostrożnie podchodzimy do takich pomysłów, nie zawsze zgadzając się na udział osadzonych w tego typu programach.

Dziękuję za rozmowę

Facebook