Dopóki walczymy, jesteśmy zwycięzcami

źródło: Przemysław Guła

Często żartowaliśmy gdy nas nazywano „antyterrorystami”, odpowiadaliśmy – „tak, antyterrorysta… za tysiąc trzysta.” Problemem jeszcze był brak właściwej regeneracji po ciężkich treningach. Dużo chłopaków borykało się z wieloma kontuzjami, wielu musiało z tego powodu odejść ze służby. Ktoś powie „ale mieliście wcześniejszą emeryturę”. Może i tak, ale żeby uzyskać wszystko, co się należało od resortu trzeba było zakładać sprawy w sądzie. Mimo wszystko służba w AT była dla mnie czymś wspaniałym. Pracowałem ze wspaniałymi chłopakami. To, co z nimi przeżyłem zostanie w pamięci do końca życia.

Z Przemysławem Gułą, Instruktorem i Konsultantem Jednostek Antyterrorystycznych oraz Zespołów Ochrony CPP, Dyplomowanym Technikiem Ochrony Osób i Mienia, Kierownikiem ds. Bezpieczeństwa SPECGROUP SECURITY – rozmawia Anna Ruszczyk.

Kiedy zacząłeś myśleć o AT i jak postrzegałeś służbę w takiej jednostce?

Cała, moja przygoda rozpoczęła się na stadionie Łódzkiego Klubu Sportowego, na słynnej Galerze. Jako kilkunastoletni chłopak, trenujący sporty walki, regularnie uczęszczający na siłownię stałem się kibolem, który poprzez podążanie za swoim ukochanym klubem doświadczał wielu ciekawych przygód podnoszących adrenalinę. W tamtym czasie zaczynałem również pracę w ochronie dyskotek. W pewnym momencie kult siły zaczął zmieniać się w zainteresowania militarne. W poszukiwaniu większej dawki adrenaliny zgłosiłem się na ochotnika do 1 Pułku Specjalnego Komandosów w Lublińcu. Zostawiłem wszystko dla wojska i życia w armii. Pod koniec służby stanąłem przed decyzją, czy zostać na żołnierza zawodowego, gdyż miałem już pewne doświadczenie oraz wysoki poziom wyszkolenia. Pewnego dnia ktoś zaproponował… „Ile zamierzasz czekać na wojnę? wstąp do jednostki antyterrorystycznej, tam każdego dnia coś się dzieje.” Należy podkreślić, że wtedy nasze wojsko nie uczestniczyło jeszcze w misji w Iraku, czy Afganistanie. Gdyby wtedy tak było, zapewne dzisiaj byłbym weteranem. Przemyślałem wszystko i podjąłem decyzję o wstąpieniu do AT. Swoimi kwalifikacjami zainteresowałem ówczesnego dowódcę i stało się. Służbę w jednostce antyterrorystycznej traktowałem jako spełnienie wykształconych marzeń, które pojawiły się od pierwszej chwili gdy założyłem mundur. Ważny był również element patriotyczny w moim wychowaniu. Służba w tego rodzaju jednostce była w moim przekonaniu wyróżnieniem i potwierdzeniem, że jestem w tym dobry, a przede wszystkim wypełniałem zadania na rzecz Ojczyzny. Naprawdę wtedy w to wierzyłem. Podczas składania ślubowania byłem mocno wzruszony i zarazem dumny. Podczas misji w Kosowie za każdym razem, gdy na apelu podnoszono Flagę Narodową przy akompaniamencie Mazurka Dąbrowskiego ściskało mnie w gardle. Jestem Patriotą, który poświęcił wiele lat w służbie dla tego kraju.

Wtedy w to wierzyłeś, a jak jest dzisiaj, też w to wierzysz?

Tak. Jestem patriotą i w tym duchu wychowuję swojego wspaniałego, dziewięcioletniego syna. Musiałem jedynie wewnętrznie dokonać podziału pomiędzy Ojczyzną, a systemem. Ojczyznę kocham, kocham nasze barwy narodowe, kocham naszą historię, ale systemu, który mnie skrzywdził i związanych z nim ludzi już nie. Wiem, że to co zrobiłem dla Polski było dobre i potrzebne. Jestem z tego dumny i mój syn jest dumny ze mnie. Jeśli kiedykolwiek doszłoby do tego, że trzeba by było bronić tego kraju, to stanę do walki.

Czy w jakiś sposób weryfikowałeś swoje wcześniejsze poglądy o tych jednostkach?

Moja wiedza na temat tych jednostek była ogólna. Gdy służyłem w wojsku sporadycznie stykałem się z innymi formacjami specjalnymi podczas szkoleń specjalistycznych. W tamtym czasie chciałem działać w elitarnej formacji. Wiedza na temat tych jednostek wzrastała z każdym dniem służby, czytałem, obserwowałem, poszerzałem horyzonty.

Miałeś jakiegoś idola, kogoś komu chciałeś dorównać, może kogoś, kto był dla Ciebie wzorem, bohaterem, mistrzem?

Będąc młodym chłopakiem miałem wiele wzorców do naśladowania jednak takim niepodważalnym wzorem był dla mnie mój świętej pamięci dziadek. Człowiek, oficer najwyższego honoru z bogatą historią. On sam, tak jak jego synowie i wnuki byli związani z mundurem. Rodzina z tradycjami wychowywana w duchu patriotycznym. Natomiast w moim życiu zawodowym istotną rolę odegrał znakomity człowiek i instruktor Marcin Kossek. Przez wielu wyszydzany i niedoceniany, a w mojej ocenie, to jest fachowiec z najwyższej półki. Otworzył mi oczy na wiele oblicz antyterroryzmu. Dzięki jego szkoleniom, jego nauce, moja świadomość zawodowa wzrosła. Szkolenia antyterrorystyczne realizowane pod jego okiem osiągały najwyższy poziom.

Dlaczego w ogóle utworzono jednostki antyterrorystyczne, jakie było ich pierwotne znaczenie i czy rola jednostek AT zmieniała się na przełomie lat? Czy wiadomo, kto jest twórcą pierwszej w Polsce jednostki AT?

Początkowo były to Plutony Specjalne przekształcane później w Kompanie Antyterrorystyczne. Ja wstąpiłem do służby wtedy, gdy już były kompanie. Z czasem moja jednostka została przekształcona w Samodzielny Pododdział Antyterrorystyczny Policji. Na temat historii tych jednostek wiele już napisano i powiedziano, więc nie będę tego powielał. Istotą tych formacji i ludzi w nich służących było wykonywanie zadań z kategorii trudnych, bardzo trudnych i niemożliwych. Jednostki antyterrorystyczne stale się zmieniają, niektóre się rozwinęły, przekształciły, a inne po prostu rozwiązano. Jeśli chodzi o twórcę pierwszej jednostki AT w Polsce, to mnie osobiście bliski jest Pan pułkownik Edward Misztal. Nie obchodzą mnie kwestie polityczne tylko jego osoba jako dowódcy AT i jako człowieka, który wyszkolił znakomitych komandosów. Jego podwładni poszliby za niego do piekła… i tak jest do dziś. Jego osoba i jego metody szkolenia były kontrowersyjne. Jednak w mojej ocenie bez takich ludzi i takich szkoleń nie można było mówić, że ktoś służy w jednostce specjalnej.

Ilekroć w mediach poruszany jest problem antyterroryzmu, działań jednostek AT, o komentarz (najlepiej na gorąco, bez znajomości szczegółów sprawy) proszeni są ci sami ludzie, którzy karierę w Policji zakończyli 20 lat temu. Czy twoim zdaniem są w Polsce jeszcze inni specjaliści, którzy oprócz bogatego doświadczenia zawodowego posiadają również aktualny stan wiedzy w tej materii?

Z całym szacunkiem do tych osób, o których wspomniałaś, ale wielokrotnie gdy udzielają komentarza do jakichś wydarzeń, zmieniam kanał. Nie mogę tego słuchać. Bardzo rzadko pytane są o komentarz osoby będące na bieżąco w temacie. Być może jest to spowodowane, że fachowcy po prostu są zajęci robotą. Często też występują ludzie teoretycy, którzy działania specjalne znają z książek, a nie mają pojęcia o prostych zasadach taktycznych. Jest kilku znakomitych fachowców w tym kraju, których wypowiedzi są merytoryczne i rzeczowe, jednak bardzo rzadko ktoś ich pyta o zdanie. Moim zdaniem najwięcej kompetencji mają osoby z bogatym doświadczeniem bojowym i szkoleniowym.

źródło: Przemysław Guła

źródło: Przemysław Guła

 

Co się zmieniło w samych jednostkach przez te lata?

Bardzo dużo, zmiany, które następowały miały pozytywny, a zarazem negatywny wymiar. Pozytywny to taki, że aktualnie porównując do Kompanii Antyterrorystycznych, Pododdziały Antyterrorystyczne są wyposażone w znakomity sprzęt i uzbrojenie. Mają świetną logistykę. W mojej ocenie na minus wychodzi mniejsza ilość szkoleń i z tym związane ograniczenia finansowe oraz brak ochrony prawnej pojedynczego szturmana.

Z czego wynika brak ochrony prawnej i jakie mogą być tego konsekwencje?

Chodzi chociażby o częste sytuacje, gdy policjanci są pomawiani przez swoich przeciwników ze świata przestępczego. W pewnym momencie okazuje się, że taki policjant zostaje sam ze swoim problemem, a resort go piętnuje. Dotyczy to również błędów jakie policjant może popełnić na służbie. W każdym z tych przypadków wszystko sprowadza się do samotnej konfrontacji policjanta z machiną BSW. Niestety w tym wypadku domniemania niewinności nie ma. Taki policjant, co prawda może liczyć na wsparcie związków zawodowych, ale z tym, to różnie bywa. Chodzi również o brak istotnych uregulowań prawnych dla działań jednostek AT. Zastanawiam się jakie konsekwencje zostaną wyciągnięte od pierwszego strzelca wyborowego z jednostki AT, który podczas działań, ze swojej broni zastrzeli potencjalnego terrorystę. Przecież nie zastosuje się do przepisu o użyciu broni palnej przez policjantów. Każdy prawnik wynajęty przez rodzinę zabitego terrorysty dowiedzie bezprawność takiego użycia broni.

Czym różni się dzisiejszy komandos od swojego kolegi sprzed lat ?

Mówimy o komandosie z Pododdziału Antyterrorystycznego Policji. Jest różnica i to duża. Dzisiejszy ma lepsze umundurowanie, lepsze wyposażenie i lepszą broń. To oczywiste. Nie ma jednak tego charakteru, jaki cechował komandosów sprzed lat. Nie ma takich szkoleń jakie my mieliśmy wtedy. Nasze szkolenia z ostrą amunicją, na granatach bojowych, do tego rany odnoszone na szkoleniach, postrzały były dla nas czymś normalnym. Aktualnie tego brakuje, zaostrzono warunki w mojej ocenie błędnie pojętego bezpieczeństwa. Dzisiaj za najmniejszy błąd podczas szkoleń wchodzi prokurator i jest afera medialna. Brakuje realnych miejsc treningowych. Czasami odnoszę wrażenie, że współczesne jednostki AT mają świetnie wyglądać, a zapomina się o tym, że pod tym pięknym mundurem musi kryć się tygrys. Szanuję kolegów, którzy przejęli po nas służbę i wiem, że to nie ich wina. Moje słowa mogą kogoś zaboleć, ale wystarczy zapytać każdego innego szturmana z mojego rocznika o chociażby pierwszy lepszy poligon w Wędrzynie, który odbywał się w tamtym czasie. Tego nie da się do niczego porównać. Ponadto wtedy każdy z nas, z każdego pododdziału znał się po imieniu. Gdyby przyszło działać razem wszystkim ekipom z Polski, mogliśmy to zadanie wykonać w każdej chwili. W tamtym czasie często były organizowane wspólne treningi pododdziałów ze wszystkich miast.

Dziś już nie ma takich wspólnych ćwiczeń? Czy można powiedzieć, że przez te działania środowisko zostało w pewien sposób podzielone?

Sporadycznie otrzymuję informacje, że chociażby w ramach grypy ATLAS są wspólne szkolenia z podobnymi jednostkami z UE. KGP bardzo się szczyci tymi szkoleniami, ale zastanawiam się gdzie i w jakich okolicznościach nasi antyterroryści będą działać wspólnie z innymi jednostkami UE, bo chociażby we Francji z serią zamachów borykały się jedynie jednostki francuskie. Pod koniec mojej służby z programu szkolenia wypadły poligony w Wędrzynie, na których unifikowano taktykę dla wszystkich jednostek. Aktualnie być może z inicjatywy dwóch, czy trzech jednostek chłopaki spotykają się na wspólnych szkoleniach ale to już nie jest to przedsięwzięcie, co kiedyś. Wtedy na taki poligon przyjeżdżało kilkanaście jednostek AT, SG, ŻW itp. z całymi przyczepami amunicji, granatów, materiałów wybuchowych i poligon był nasz przez miesiąc. Taktykę realizowaliśmy w mieszanych składach ze świadomością, że jeden pododdział nie jest w stanie stawić czoła takim wydarzeniom, jak choćby w Moskwie na Dubrowce. Tamte wydarzenia w Rosji były naszą inspiracją do działania. Jedni w TV tracili czas na krytykowanie Rosjan, a my analizowaliśmy dokładnie wszystko i działaliśmy. O podziale środowiska raczej bym nie mówił. Ująłbym to raczej jako brak integracji. Nawet ostatnio podczas naszego zabezpieczenia Finału Pucharu Polski na Stadionie Narodowym w ramach SPECGROUP SECURITY miałem okazję spotkać kilku chłopaków z AT w tunelu. Zaobserwowałem swego rodzaju obcość wobec siebie kilku grup AT z różnych miast pomimo tego, że ich auta stały obok siebie. Może ze trzech ateciaków w różnych mundurach stało i ze sobą rozmawiało śmiejąc się. Podszedłem do nich i od razu się rozpoznaliśmy. Wspaniałe uczucie widzieć kolegów ze służby po latach. Miło wspominaliśmy tamte czasy.

Jak Ty postrzegałeś służbę w AT i co zweryfikowała rzeczywistość po latach służby?

W początkowym czasie służby i w okresie gdy osiągnąłem już najwyższy poziom wyszkolenia byłem zafascynowanym pasjonatem. Służba w AT była przeze mnie postrzegana jako realizacja marzeń. To było całe moje życie, moja pasja. Pod koniec służby, prawdopodobnie jak w przypadku wielu kolegów zaczęły się problemy finansowe. Gdy założyłem rodzinę okazało się, że ciężko ją utrzymać ze skromnej pensji. To był taki kubeł zimnej wody. Często żartowaliśmy gdy nas nazywano „antyterrorystami”, odpowiadaliśmy – „tak, antyterrorysta… za tysiąc trzysta.” Problemem jeszcze był brak właściwej regeneracji po ciężkich treningach. Dużo chłopaków borykało się z wieloma kontuzjami, wielu musiało z tego powodu odejść ze służby. Ktoś powie „ale mieliście wcześniejszą emeryturę”. Może i tak, ale żeby uzyskać wszystko, co się należało od resortu trzeba było zakładać sprawy w sądzie. Mimo wszystko służba w AT była dla mnie czymś wspaniałym. Pracowałem ze wspaniałymi chłopakami. To, co z nimi przeżyłem zostanie w pamięci do końca życia.

źródło: Przemysław Guła

źródło: Przemysław Guła

 

Gdybyś miał wpływ na ustalanie wysokości wynagrodzenia, przydział dodatkowych profitów, to co byś zaoferował zaangażowanemu w wykonywanie swoich obowiązków szturmanowi?

Oooo! Nawet mieliśmy takie marzenia aby mieć taką władzę. A poważnie rzecz ujmując zaproponowałbym takie wynagrodzenie, aby policjant z jednostki antyterrorystycznej nie musiał nigdzie dorabiać. Antyterrorysta wykonujący swoje zadania służbowe nie powinien martwić się w trakcie nich o to, czy mu starczy na opłacenie rachunków. Zarobki antyterrorystów są dla chłopaków poniżające. Więcej nie chcę na ten temat mówić, bo od razu się denerwuję.

Do jakich zadań, działań wykorzystywane są dziś SPAP?

Aktualnie Samodzielne Pododdziały Antyterrorystyczne Policji wykonują zadania ustawowe, a w szczególności zatrzymania wysokiego ryzyka (HRA). Niestety bardzo często SPAP-y realizują zadania przypisane dla innych wydziałów. Wielokrotnie zaobserwowałem, że gdy dana sprawa ma charakter medialny wysyła się SPAP, a w rzeczywistości mogliby, to zadanie wykonać policjanci, którzy są do tego powołani. Jest to moje prywatne zdanie i ktoś może się z tym nie zgodzić, ale jak wytłumaczyć udział AT w asyście „drogówki” podczas np. akcji „Znicz” albo ówczesny pomysł, by AT patrolowało pieszo ulice Warszawy. Odnoszę takie wrażenie, że obecność chłopaków z AT podnosi rangę wydarzenia, dodaje splendoru sprawie. Policja ma jednostki, które potrafią swoje zadania wykonać właściwie bez wsparcia AT. Uważam, że jednostki antyterrorystyczne nie powinny być częstym gościem w przekazach medialnych.

Zgadzam się z Tobą i sama się zastanawiam, czy takie działania nie powodują również powstania ‚kwasu” wewnątrz firmy? Czy nie jest tak, że powołani do realizacji określonych zadań policjanci z drogówki mogą czuć się gorsi, nieporadni, skazani na wsparcie AT?

O relacje między samymi policjantami bym się nie martwił. Wspólne działania nie spowodują u policjantów takich reakcji. Raczej dochodzi do sytuacji, że wspólnie śmieją się z idiotycznych decyzji „góry”. Antyterroryści doskonale zdają sobie sprawę z tego, że policjanci innych wydziałów są w swoim fachu profesjonalistami i tu nikt z tym nie ma problemu. Problemem jest tylko marnowanie pieniędzy podatników i bezcelowe używanie formacji, która powinna pozostawać w częściowym utajnieniu.

Co sądzisz o samym procesie rekrutacji i selekcji odpowiednich kandydatów do jednostki AT?

Z relacji kolegi „młodego”, który dostał się do jednostki AT mogę powiedzieć, że aktualnie wymagania spadły. Liczy się głównie sprawność fizyczna i zdrowie. Nie wszędzie bierze się pod uwagę szkolenia jakie dany kandydat przeszedł. Poza tym spotkałem się już z tym, że do AT przyjmowano człowieka bezpośrednio po kursie podstawowym, bez doświadczenia pracy w mundurze. Moim zdaniem możliwość wstąpienia do jednostki antyterrorystycznej powinna być poprzedzona twardą selekcją. Szczególnie teraz, gdy nie ma już obowiązkowej służby wojskowej w jednostkach specjalnych.

Jak taka twarda selekcja powinna twoim zdaniem wyglądać?

Jestem zwolennikiem wprowadzenia selekcji na wzór jednostek specjalnych wojska. Obie formacje powinien łączyć taki sam materiał ludzki.

Czy są różnice w wymaganiach stawianych kandydatom w latach 90-tych, a tym które jednostki stawiają dziś?

Dawniej wstępując do AT mogliśmy pochwalić się służbą w wojskowych jednostkach specjalnych. Aktualnie nasz kandydat ma jedynie możliwość przeszkolić się komercyjnie z różnym skutkiem. Nie zastąpi to jednak twardego szkolenia wojskowego. Poza tym gdy w moim czasie były przyjęcia do AT starano się kierować zainteresowanie raczej na „niegrzecznych chłopców”. Oczywiście warunkiem była niekaralność, ale dajmy na to oprócz służby wojskowej, już przeszłość kibicowska wskazywała raczej na mocny charakter. Stąd między innymi w salach służbowych, na ścianach oprócz różnego rodzaju plakatów umieszczone mieliśmy szale klubowe. Gdy wywiad środowiskowy wskazywał, że kandydat do służby w AT „radzi sobie” na swojej ulicy, albo w zwykłej służbie nie daje sobie „pluć na mundur”, wtedy taki policjant budził zainteresowanie dowódców. W czasie gdy służyłem w jednostce antyterrorystycznej było wielu niepokornych chłopaków. Wielokrotnie powtarzaliśmy, że z takimi „wariatami” możemy jechać na każdą wojnę. Przekładało się to pozytywnie na zadania bojowe oraz na bardzo trudne szkolenia. Dziś kandydat do AT musi mieć kryształową przeszłość, być nieskazitelnie poprawny. W niektórych jednostkach dowódcy zwracają uwagę na przebyte kursy lub szkolenia, choć kadrowców bardziej interesuje wywiad środowiskowy. Najważniejsza jest jednak bezpośrednia rozmowa kandydata z dowódcą. Niektóre bywają niezwykle ciekawe. Pozostawiam już ocenie innym jaka doktryna naboru jest lepsza.

Czy twoja rozmowa z dowódcą też należała do tych ciekawszych?

Tak. Zabawne z perspektywy czasu było chociażby natarczywe pytanie : „Po jaką cholerę tu chcesz wstąpić ? Kasy się tu nie zarabia, dostaniesz w kość i po co Ci to ?” Nie da się ukryć, że miał rację. Były też sytuacje, że kandydat przychodził na rozmowę, a zaczynał od założenia rękawic i sparingu z dwoma szturmanami. Mina kandydata była bezcenna.

Mówisz, że wasze szkolenia były bardzo trudne, mógłbyś zdradzić nieco więcej szczegółów z czego ta trudność wynikała?

Instruktorzy realizujący szkolenie dbali o to byśmy mieli mało snu, byśmy mieli duże obciążenia fizyczne. Najważniejsze jednak było obciążenie psychiczne związane z wykonywaniem codziennych zadań szkoleniowych na ostrej amunicji i środkach bojowych, w tym materiałach wybuchowych. Nie było również problemu by na szkoleniu pojawiły się wozy pancerne czy śmigłowiec. Kwestia złożenia zapotrzebowania. W tamtym czasie w ośrodku poligonowym na Wędrzynie mogliśmy realizować wiele wariantów taktycznych łącznie z wysadzaniem ścian, sufitów, czy podłóg w budynkach. Najbardziej zapamiętam szkolenie podczas którego znajdowaliśmy się w pomieszczeniu, przez którego okno sypały się pociski wystrzeliwane z KM PK, z budynku obok. Wrażenie, gdy kule świstają ci nad głową i zewsząd sypią się cegły… bezcenne.

Gdybyśmy mieli stworzyć profil kompetencji policjanta pełniącego służbę w SPAP. Jakie twoim zdaniem powinien posiadać umiejętności, cechy psychofizyczne?

Taki profil zapewne już istnieje. Wskazuje na to chociażby fakt, gdy pani psycholog przykłada szablon z odpowiedziami na nasz test psychologiczny. A tak poważniej, to uważam, że oprócz oczywistej sprawności fizycznej istotna jest niezłomność i chęć samodoskonalenia. Umiejętności będą rosły wprost proporcjonalnie do zaangażowania w szkolenia. W moim przekonaniu musi to być pasjonat, którego nie zniechęcą niskie zarobki. To zmartwienie przyjdzie dopiero za jakiś czas. Ważna jest również umiejętność pracy w zespole oraz charyzma, która pozwoli umocować się mocno w tej grupie. Jakakolwiek słabość zostanie ujawniona i „doceniona” przez „lożę szyderców”.

Czy w służbie w jednostkach AT musisz być gotowy do działania 24 godziny na dobę?

W zasadzie tak. Nie mówię tutaj oczywiście o czasie pracy, a o gotowości do działania. Wielokrotnie byliśmy ściągani z urlopów czy z wolnego gdy była potrzeba wyjazdu na działania bojowe.

Jak już wspomniałeś o pani psycholog to chciałabym Cię zapytać o wsparcie psychologiczne w jednostkach AT. Kto i w jakich sytuacjach twoim zdaniem może potrzebować pomocy, rozmowy z psychologiem? Jak ważna jest odporność na stres?

Trudno mi tutaj wypowiadać się ogólnie za wszystkie jednostki AT. Teoretycznie przy każdej jednostce powinien być psycholog. U nas jakiś był, ale my go widzieliśmy może ze dwa razy gdy przyszedł na pogadankę o alkoholizmie. Generalnie ze stresem radziliśmy sobie sami. Odreagowywaliśmy we własnym gronie wspierając się nawzajem. Odporność na stres jest najważniejszym elementem tej układanki. Dowódca często powtarzał, że sprawność fizyczną można wyrobić w dwa miesiące ciężkim treningiem, ale słabej psychiki w jednostce AT nie naprawisz. Komu wysiadała psychika, temu dziękowano za współpracę. Najczęściej bywało tak na początku służby. Za mojej kadencji odeszło kilku „młodych”, którzy nie dali rady. Pamiętam gdy w pewnym momencie na zgrupowaniach poligonowych pojawiła się pani psycholog, która analizowała nasze zachowania i naszą psychikę podczas działań. Zabawnie się to zakończyło, gdyż w oficjalnej notatce wskazała, że jesteśmy zaprzeczeniem tego wszystkiego, czego się uczyła na studiach. Osobiście uważam i to jest moje osobiste zdanie, że jeśli psycholog nie jest szturmanem, nie jest jednym z nas, to ja nie mam o czym z nim rozmawiać. Ten pogląd podziela wielu moich kolegów z dawnej jednostki.

Czy według Ciebie wystarczająco dużo sił i środków przeznacza się na szkolenia jednostek AT w Polsce?

Zdecydowanie za mało. Poza tym wiele szkoleń przyjmuje charakter pokazów medialnych. Nie ma to nic wspólnego z realną taktyką bojową, którą należy trenować przy użyciu pozorantów i środków bojowych w zaciszu jednostki, czy poligonu. Moim skromnym zdaniem brak długich szkoleń poligonowych odciska swoje piętno na wyszkoleniu. Pamiętam początki służby, gdy zostałem jako „młody” wysłany na kolejne poligony, szkolenia. W ciągu 3 miesięcy byłem 7 dni w domu. Jadąc na poligon wieźliśmy przyczepę amunicji oraz środków pola walki. W tamtym czasie było to dla mnie normalne. Pod koniec służby często wydawaliśmy swoje prywatne pieniądze, by brać udział w ciekawych szkoleniach.

Jaka jest twoim zdaniem korelacja pomiędzy ilością, jakością szkoleń o których mówisz, a utrzymaniem i doskonaleniem umiejętności?

Właściwe szkolenie w jednostkach antyterrorystycznych, to systematyczny trening poszczególnych elementów taktycznych, które powinny się ostatecznie układać w całość. Dochodzi również element różnych wariantów tego samego rozwiązania taktycznego. W myśl zasady „jak trenujemy, tak pracujemy” jestem wielkim przeciwnikiem szkoleń „na sucho”, czyli bez wykorzystywania ostrej amunicji oraz środków bojowych, czy nawet materiałów wybuchowych. Szkolenie jednostki antyterrorystycznej w efekcie ma ją przygotować na konfrontację z określonym przeciwnikiem. Dochodzi również element wyszkolenia indywidualnego każdego szturmana z osobna. Od indywidualnego wyszkolenia zależy jak dany szturman będzie działał w zespole i jak będzie wykonywał postawione zadania. Dlatego bezwzględnie ilość szkoleń i ich jakość ma związek z utrzymaniem i doskonaleniem indywidualnych umiejętności.

Dlaczego w ogóle mówi się o jednostkach antyterrorystycznych podczas, gdy ich działania nie zapobiegają terroryzmowi?

W zasadzie powinna obowiązywać nazwa Jednostki Kontrterrorystyczne. Według Joint Doctrine NATO Kontrterroryzm jest działaniem reaktywnym, ofensywnym takim jak wysłanie do neutralizacji zagrożenia jednostki specjalnej wojska lub policji w określonym czasie i miejscu. Antyterroryzm to działania wyprzedzające poprzez zbieranie informacji i ich analizowanie, przez co daje przesłanki do możliwości prowadzenia działania prewencyjnego. Uznaje się, że Antyterroryzm jest działaniem defensywnym. W polskiej doktrynie oraz strukturach agencji Unii Europejskiej jest odwrotnie gdyż Antyterroryzm to działania ofensywne, a Kontrterroryzm to działania defensywne. W strukturach europejskich jest jednak niekonsekwencja w stosowaniu pojęć. Wiele jednostek antyterrorystycznych w istocie realizuje zadania kontrterrorystyczne – oczywiście zgodnie z doktryną europejską.

Czy służba w SPAP to prestiż, czy coś więcej? Trochę faktów i mitów o służbie.

Dla pasjonata będzie to prestiżowa służba. Zapewne inni policjanci też spoglądają na antyterrorystów z szacunkiem i podziwem. Jest to służba na swój sposób wymagająca. Jednak ja bym się zbytnio nie zachwycał. Piszę tak, gdyż osobiście zawsze podziwiałem policjantów procesowych. A w zasadzie to nigdy nie chciałbym wykonywać ich pracy. Dla mnie miesięczny Wędrzyn, na którym padaliśmy z wycieńczenia był znacznie łatwiejszym zadaniem, niż gdybym miał wykonywać ich pracę. Jeśli chodzi o fakty, to mogę powiedzieć, że pracują tam wspaniali ludzie. Jeśli potrafią stworzyć zespół to służba i życie w tym gronie staje się faktycznie elitarne. Mitów słyszałem wiele, a szczególnie tych o dobrych zarobkach.

Czy w razie potrzeby pomagaliście sobie nawzajem? Czy faktycznie było tak, że jeden za wszystkich, wszyscy za jednego… nigdy nie zostawiamy swoich?

Tak było w służbie i poza nią. Bardzo o to dbaliśmy. To między innymi było powodem dla którego uwielbiałem tę służbę.

Chciałabym zapytać Cię o akcje jednostek AT, które zakończyły się tragicznie dla funkcjonariuszy. Czy w tej formacji wyciągane są wnioski z nieudanych akcji, czy ludzie uczą się na błędach?

Niestety uczyliśmy i uczymy się na błędach… swoich. Przykro mi o tym pisać, ale w skali kraju pożegnaliśmy kilku kolegów. Śmierć każdego z nas bardzo boli. Kilku odniosło rany podczas akcji bojowej, na misji zagranicznej czy podczas szkoleń. Na „górze” wyciąga się ogólne wnioski, ale tak naprawdę nic to nie zmienia. Antyterroryści w niektórych jednostkach muszą kombinować jak np. przerobić nieopancerzonego Landka na taki pojazd, by podczas ostrzału chronił osoby w nim siedzące. To antyterroryści wnioskują o szkolenia i wyposażenie, które uwzględni zdarzenia z nieudanej akcji. Chociażby sprawa prawnego uregulowania sytuacji strzelca wyborowego. Nic mi nie wiadomo, aby coś się w tym zakresie ruszyło. Antyterroryści apelują o to od kilkunastu lat. Obecna sytuacja polityczna w Europie powinna skłonić „górę” do zmian, aby w przypadku konfrontacji z realnymi terrorystami nie stosować procedur jak podczas zatrzymania jakiegoś gangstera.

Z czego wynika to bycie głuchym „góry” na realne potrzeby antyterrorystów?

W mojej ocenie wynika to z braku świadomości. Oficer na wysokim szczeblu bez doświadczenia w AT, który widzi super wyglądających antyterrorystów wpada w zachwyt. On widzi, że jest super wyglądająca ekipa. Ja widzę, że np. nie każdy ma optykę na pistolecie maszynowym, co w tych czasach już powinno być standardem. Przykładów można podawać wiele. Niestety w sytuacji, gdy nie ma zamachów terrorystycznych „góra” nie dostrzega potrzeb jednostek AT. Skupia się raczej na potrzebach pionów policji bezpośrednio zaangażowanych w bezpieczeństwo obywateli. Niebawem jest rocznica tragedii w Magdalence, zaraz po której pojawiło się wielu fachowców, którzy komentowali braki w jednostkach AT. Z czasem ucichli, a temat chyba zapomniano. Oby się nie wydarzyło coś, co ponownie spowoduje tę dyskusję.

Z rozdziału życia „służba w Policji” wyniosłeś też trudne i przykre doświadczenia, których konsekwencje odczuwasz do dnia dzisiejszego. Jaką rolę w twojej historii odegrało Biuro Spraw Wewnętrznych?

Niestety Biuro Spraw Wewnętrznych, a w zasadzie dwóch funkcjonariuszy biura, u schyłku mojej służby odegrało ogromną rolę. Chodzi o nagłośnione w mediach wydarzenia związane z antyterrorystami działającymi w rzekomej grupie przestępczej, która wymuszała haracze od właścicieli dyskotek i klubów muzycznych. W istocie chodziło po prostu o fakt dorabiania „na bramce” przez grupę antyterrorystów oraz moją współpracę z wówczas największą w województwie łódzkim agencją ochrony. Nie boję się o tym mówić i nie zamierzam się za to wstydzić, gdyż toczący się aktualnie proces zmierza ku końcowi i w naszej ocenie wykazał niewinność każdego z nas. Wszyscy restauratorzy stanęli w naszej obronie twierdząc, że gdy dorabialiśmy jako ochroniarze, w swoich lokalach czuli się bezpiecznie. Nikt ich do niczego nie zmuszał, to była współpraca, której efektem był brak zagrożeń w klubach. Oficjalnie zaprotestowali przed faktem stawiania ich w roli osób przez nas pokrzywdzonych. Ewentualne konsekwencje jakie mogły nas spotkać to postępowania dyscyplinarne. „Koledzy” z BSW jednak zbili kapitał na tym, aby nas przedstawić jako niebezpiecznych bandytów. Krótko mówiąc przesadzili, co potwierdzili wszyscy koledzy z jednostek antyterrorystycznych w Polsce, którzy znają temat. Mimo wszystko nadal jestem osobą niekaraną i mogę wykazać to poprzez aktualne zaświadczenie o niekaralności.

Komu zależało by w ten sposób przedstawić tę sprawę?

To miał być wielki sukces BSW. Chwalili się nim we wszystkich mediach. Gdy zaczęło się okazywać, że nie mają racji, musieli jakoś bronić swoich zarzutów. Nie mogli się wycofać, nie mieli na tyle honoru i godności osobistej. Z czasem staliśmy się już tylko statystyką.

W jaki sposób to wydarzenie wpłynęło na twoją „karierę”, życie osobiste?

Niestety jest to temat rzeka. Pozwolisz, że na temat życia osobistego nie będę się wypowiadał. Jeśli chodzi o moją karierę w AT, to prysła w jednej chwili. Cała wiedza, doświadczenie i autorytet budowany przez lata przestało mieć znaczenie. Należy podkreślić, że byłem zaangażowany w wiele projektów szkoleniowych w całym kraju. Miałem za sobą udział jako instruktor w szkoleniu z jednostkami zagranicznymi. Trafiłem na blisko dwa lata do aresztu śledczego. Było to dla wszystkich ogromne zaskoczenie. Wylano na mnie nieprawdopodobną ilość pomyj i pomówień. Nie poddawałem się i nie chciałem zerwać z moją pasją. Wyobraź sobie, że z aresztu pisałem felietony o tematyce antyterrorystycznej do pism militarnych. Prowadziłem listowną polemikę na temat określonych artykułów z tematyki AT. Miałem wiele czasu, by trenować i czytać, choć jak zapewne się domyślasz nie było łatwo. Nie trzeba być zbytnio domyślnym, aby wiedzieć jakie życie ma antyterrorysta w areszcie, szczególnie dobry antyterrorysta. Szczęście w nieszczęściu, że w tamtym czasie nie byłem jedynym antyterrorystą, któremu BSW zorganizowało pobyt w areszcie. Było ciężko, ale nie pozwoliliśmy sobie zrobić krzywdy. Za każdym razem, gdy na sali sądowej widziałem wielkie godło państwowe, przepięknego orła w koronie, patrząc na niego zastanawiałem się, o co tu naprawdę chodzi. Jak to możliwe, że kraj, dla którego mogliśmy poświęcić życie tak nam się odpłacił. A my chcieliśmy tylko dorobić do marnej pensji. Martwiliśmy się tylko aby „stary” się nie dowiedział, bo będziemy mieli problemy z „dyscyplinarką”. Można nas za to potępić, że działaliśmy niemoralnie w stosunku do służby. Nie robiliśmy jednak nic innego jak tylko wykonywaliśmy pracę. Kiedyś może napiszę o tym wszystkim książkę.

źródło: Przemysław Guła

źródło: Przemysław Guła

 

Trafiasz do aresztu na dwa lata, jak reaguje środowisko? Nie pytam o rodzinę, najbliższych, ale o kolegów z „firmy” i spoza niej. Utrzymujesz jakieś kontakty ze znajomymi, ktoś Cię odwiedza, czy też czujesz się jak samotny wojownik?

W pierwszej chwili szok, niedowierzanie. Ze wszystkich stron w mediach negatywne przekazy na mój temat. Trwa to jakiś czas i koledzy z „firmy” zaczynają we mnie wątpić. Niestety po pewnym czasie, w większości zrywają ze mną kontakt. Były też naciski z „góry” by nikt w mojej obronie nie stawał, bo może sobie zaszkodzić. Odcięto kupon. Pozostałem sam. Pobyt w areszcie, to znakomite doświadczenie, które pozwala zweryfikować kolegów i przyjaciół. W większości każdy się odwraca, a zostają najwierniejsi i najbardziej lojalni. Dzięki dosłownie dwóm osobom miałem pomoc, która pozwoliła mi nie stracić wszystkiego, co budowałem i na co pracowałem całe życie. Aktualnie, gdy sprawa przybrała dla mnie korzystny przebieg, gdy wiele rzeczy się wyjaśniło, koledzy wracają. Wraz z przywracaniem mojego dobrego imienia powracają kontakty z kolegami nadal będącymi w służbie. Już się nie boją ze mną kontaktować, nikt im nie zabrania.

Jakie wnioski wyciągnąłeś z tej trudnej lekcji życia?

Jestem życiowym optymistą i idę przez życie odważnie, w myśl zasady, co mnie nie zabije to mnie wzmocni. W końcu Państwo Polskie wyszkoliło mnie, by umieć walczyć i przetrwać najgorsze warunki. Po tej sprawie niewiele jednostek chciało ze mną współpracować szkoleniowo, gdyż moja osoba była w tym czasie niewygodna. Na szczęście całą moją wiedzę, doświadczenie docenił kontrahent zagraniczny. Mogłem dzięki temu powstać po upadku. Ten wątek zakończę: „Dopóki walczymy, jesteśmy zwycięzcami”.

źródło: Przemysław Guła

źródło: Przemysław Guła

 

Czy ten okres, gdy dla tych ludzi byłeś niewygodny już minął, chcieli potem nawiązać z Tobą współpracę?

Tak. Jednak po tym czasie nie byłem już zainteresowany współpracą z tymi jednostkami.

Ze służby odszedłeś w 2009 roku, czy wówczas miałeś gotowy plan na dalsze życie zawodowe?

Oczywiście. Planowałem zakończyć służbę i rozpocząć oficjalną współpracę z firmą ochrony, o której wspomniałem wcześniej. Niestety wydarzenia, które opisałem pokrzyżowały moje plany. Musiałem sam o siebie zadbać, pomogło mi również kilka bliskich osób, którym z tego miejsca bardzo dziękuję.

Co było inspiracją do utworzenia SPECGROUP SECURITY i czym się zajmujecie?

Moja sytuacja procesowa, życiowa i zawodowa ustabilizowała się. Gdy rzetelną pracą, między innymi jako wykładowca w Centrum Szkolenia Służb Ochrony zacząłem odbudowywać swój autorytet, pojawił się pomysł stworzenia profesjonalnej firmy ochrony. Pomogli mi w tym koledzy po służbie w AT oraz byli żołnierze z jednostki specjalnej. Miałem pomysł, kontakty i doświadczenie poparte wiedzą fachową, oni mieli możliwości otwarcia firmy. Na początku nie było łatwo. Nasze pojawienie się na rynku, gdzie miejsce solidnej firmy ochrony i związanych z nią antyterrorystów zajęli ludzie z drugiej strony barykady, wiązało się z ryzykiem. Będąc postrzegani jako renegaci musieliśmy wykazać się maksimum profesjonalizmu, by udowodnić, że znamy się na tej pracy. Konkurencja wylewała na nas kolejne pomyje, oczerniano nas opowiadając i pisząc nieprawdę. Wszystko po to, by pozbyć się niewygodnego konkurenta. Po wygraniu intratnego kontraktu na ochronę największej dyskoteki w naszym mieście dokonano zamachu na moje życie. Zostałem ugodzony kilkakrotnie nożem. Cudem przeżyłem, a do zdrowia dochodziłem kilka miesięcy. W tamtym czasie sprawa ataku na mnie została umorzona, ale w ostatnim czasie pojawiły się nowe okoliczności, które być może spowodują ustalenie sprawców i postawienie ich przed sądem. Wszystkie te wydarzenia zdeterminowały nas do działania. Nie chcieliśmy się poddać, gdyż wiedzieliśmy, że jesteśmy na właściwej drodze. Firma zaczęła się rozwijać i rozszerzyliśmy usługi. Oprócz początkowego zabezpieczania klubów i dyskotek rozpoczęliśmy ochronę osobistą. W jednej i drugiej dziedzinie jesteśmy fachowcami. Przez lata doświadczeń doprowadziliśmy te usługi do perfekcji. Mamy na koncie ochronę wielu świetnych klubów oraz znakomitych i znanych osób. Zdobyliśmy zaufanie wśród kontrahentów i pieczołowicie je pielęgnujemy. Kolejnym etapem w rozwoju firmy było rozszerzenie usług o zabezpieczanie imprez masowych. Podchodząc równie profesjonalnie do tej dziedziny ochrony rozpoczęliśmy szeroką współpracę ze wspaniałymi ludźmi sektora ochrony imprez masowych. Dzięki ich pracy, dzięki ich zaangażowaniu SPECGROUP SECURITY stał się liderem w regionie, a w kraju, co najmniej poważnym partnerem do współpracy.

źródło: Przemysław Guła

źródło: Przemysław Guła

 

Czy naprawdę podpisanie kontraktu na ochronę dyskoteki może być powodem do zamachu na czyjeś życie?

To nie tylko kwestia jednego kontraktu, tylko tego jakie możliwości się pojawiły po jego podpisaniu. Na bazie tej współpracy natychmiast pojawiały się kolejne. „Konkurencja” traciła rynek na rzecz naszej firmy, a w tym wypadku chodziło już o poważne pieniądze. Nie potrafili rywalizować uczciwie na zasadach wolnorynkowych, więc posunęli się do przestępstwa.

Czy twoim zdaniem istnieje na rynku zapotrzebowanie na ochronę?

Zdecydowanie tak. Świadczyć o tym może mnogość firm, które tego rodzaju usługi wykonują. O ile ich ilość jest bardzo wysoka, to nie każda ma wysoką jakość usług. Wiele firm rozpycha się łokciami poprzez niskie stawki, wystawiając słabo przygotowany personel. Generalnie uważamy, że coś można zrobić „albo dobrze, albo tanio”. Z czasem kontrahenci to weryfikują i… trafiają do nas.

źródło: Przemysław Guła

źródło: Przemysław Guła

 

W ramach Specgroup Security powstał Specjalny Oddział Taktyczny RIOT CONTROL. Jakie zadania realizujecie?

Tak. To jest nasza perełka, to jest nasza duma. S.O.T. RIOT CONTROL tworzyliśmy blisko trzy lata. Początkowo oparliśmy się o ludzi, którzy zakończyli pracę w resorcie oraz pracowników ochrony z klubów i dyskotek. Powstał w wyniku zapotrzebowania wynikającego z zabezpieczania imprez masowych o podwyższonym ryzyku. Dokładnie chodzi o mecze piłkarskie. Posiadamy kompletne, profesjonalne wyposażenie takie samo jakie posiada policja polska, niemiecka i brytyjska. Ze względu na małą dostępność na polskim rynku wyposażenia w dobrych cenach musieliśmy sprowadzać sprzęt z zagranicznego demobilu. Posiadamy własny transport autokarowy, własne środki łączności bezprzewodowej, maski p-gaz i wszystko to, by skutecznie działać przy zachowaniu najwyższych standardów bezpieczeństwa. Nie wykorzystujemy tego oddziału do innych zabezpieczeń. W naszej ocenie zabawnie wyglądają pracownicy ochrony poubierani w „komandziorskie” mundury, sprzęt taktyczny, hełmy podczas zabezpieczania dajmy na to jakichś dożynek, czy pikniku rodzinnego. Jako w większości byli mundurowi nie mamy parcia do kreowania się na wątpliwych komandosów. Komandosami już byliśmy, teraz realizujemy ochronę osób jako pracownicy ochrony i stosujemy tzw. dress code.

źródło: Przemysław Guła

źródło: Przemysław Guła

 

Co to jest dress code w Waszym wydaniu?

Dress code, to zasady doboru ubioru i wyposażenia względem wykonywanych zadań. Podobnie myślą nasi koledzy z sektora cywilnego, którzy znakomicie z nami współpracują i wpisują się w oddział. Zadbaliśmy nawet, choć trochę przypadkowo, o to żeby w RIOT CONTROL byli ludzie znający języki obce. Dzięki temu mamy możliwość porozumieć się z kibicami w języku angielskim, niemieckim, rosyjskim i białoruskim. W naszym oddziale są również ratownicy medyczni, ratownicy taktyczni dla których firma zakupiła w pełni wyposażony plecak paramedyka. Dbamy o każdy element tej układanki. Jest funkcja kwatermistrza, który ma zadanie opiekować się sprzętem, wydawać go z magazynu oraz szukać opłacalnych ofert zakupu kolejnego wyposażenia. Wyznaczyliśmy dowódców odcinków/grup, którzy dzięki swojemu doświadczeniu i charyzmie potrafią dowodzić mniejszym elementem taktycznym. Jest osoba odpowiedzialna za wszystkie sprawy związane z rekrutacją oraz dbaniem o dokumentację RIOT CONTROL. Wyznaczone osoby zajmują się marketingiem oraz prowadzeniem strony internetowej (www.specgroupsecurity.pl), w tym również profilu na FB (Specgroup Security Polska). W zakresie mediów internetowych korzystamy z pomocy jednej z amerykańskich firm. Osobiście zajmuję się szkoleniem, czy to w centrum Szkolenia Służb Ochrony, czy to podczas specjalistycznych szkoleń typowych dla RIOT CONTROL. Każdy ma przydzielone określone zadania i wywiązuje się z nich wzorowo. Właśnie dlatego tryby tej machiny funkcjonują bez zarzutu.

Co trzeba zrobić by dołączyć do RIOT CONTROL, jakie wymagania stawiacie swoim kandydatom?

Biorąc pod uwagę uwarunkowania na rynku ochrony, to wymagania są dość wysokie. Przede wszystkim każdy członek RIOT CONTROL musi posiadać uprawnienia do wykonywania zadań na imprezie masowej jako służba porządkowa. Wiąże się to z faktem podjęcia ewentualnej interwencji zgodnie z prawem. Kolejnym wymogiem jest dobra sprawność psychofizyczna, a wraz z uprawnieniami każdy członek oddziału powinien posiadać ważne badania. Mile widziane doświadczenie w zakresie pracy przy zabezpieczeniu imprez masowych, a ostatnio wchodzi wymóg posiadania uprawnień stewarda zgodnie z programem szkolenia określonego przez PZPN. Ważna jest umiejętność pracy w zespole, a przede wszystkim cenimy sobie lojalność. Lojalność dzięki której wielu z nas może na siebie liczyć nie tylko w pracy, ale i w życiu codziennym. Ludzie nielojalni w naszym oddziale nie zawitają na długo. Oprócz tego, by na stałe zagościć w S.O.T. RIOT CONTROL członkowie muszą odbyć co najmniej jedno szkolenie w roku organizowane przez SPECGROUP SECURITY. Szkolenia odbywają się z zakresu działania pododdziału zwartego oraz technik interwencji. Wielu kolegów z RIOT CONTROL trenuje również indywidualnie, co znacząco podnosi zdolność do działania całego oddziału.

Kim są stewardzi, jaka jest ich rola?

Przed Euro 2012 wydział kontrolny UEFA bardzo krytycznie ocenił jakość ochrony na polskich stadionach piłkarskich, wskazując konieczność dostosowania sposobu działania polskich służb informacyjno-porządkowych do najwyższych standardów europejskich. Dlatego PZPN przyjął program szkolenia stewardów i obecnie wdraża go w życie. Jest to szkolenie, które przygotowuje pracownika ochrony typowo do zabezpieczania meczów piłkarskich. Wiedza jaką zdobywa kandydat na stewarda jest bardzo przydatna. Precyzując zagadnienie można powiedzieć, że Steward to osoba pracująca podczas imprezy masowej. Nadrzędnym celem w pracy stewarda jest przede wszystkim bezpieczeństwo klientów imprezy, ale również ogólne zadowolenie osób uczestniczących w wydarzeniu. Stewardzi są wysoce wyszkoleni w zakresie udzielania pierwszej pomocy, postępowania w razie pożaru oraz ewakuacji sektora, trybuny, terenu czy obiektu w momencie wystąpienia realnego zagrożenia. Stewardem może być zarówno służba informacyjna jak i służba porządkowa, gdzie ci drudzy mają nieco szersze kompetencje wynikające ze stosownych przepisów prawnych. 99% członków RIOT CONTROL oraz ogólnie SPECGROUP SECURITY odbyło to szkolenie i uzyskało Certyfikat Stewarda. Ciekawe jest to, że część kursu odbywała się na stadionie Łódzkiego Klubu Sportowego, mojego ukochanego klubu, a cały kurs prowadzony był przez Kierownika d.s. Bezpieczeństwa ŁKS.

źródło: Przemysław Guła

źródło: Przemysław Guła

 

Ile kosztuje ochrona meczu piłkarskiego i kto za nią płaci – organizator, klub, Policja?

Koszty ochrony meczu piłkarskiego ponosi organizator, czyli w tym wypadku klub. Biorąc pod uwagę całościowy koszt zabezpieczenia, to jest on wysoki. Koszta rosną, gdy zabezpieczenie ma być profesjonalne. Nie potrafię dokładnie określić jakie koszta ponoszą kluby ale wiem, że nie są to małe kwoty. Te kluby, które chcą oszczędzać na ochronie prędzej, czy później odczują to na swojej kieszeni. Niestety nie wyjdzie im to na korzyść. Zaniżanie ilości ochrony lub zatrudnianie tanich firm z niewykwalifikowanym personelem często doprowadzało do rozmaitych wydarzeń, które skutkowały zamknięciem stadionu lub karami finansowymi dla klubu.

Czy jesteście alternatywą dla oddziałów policyjnych?

Patrząc z perspektywy jednego plutonu można zaryzykować takie stwierdzenie. Daleki jednak jestem od formułowania podobnych tez ogólnie, gdyż… nie ten budżet. Biorąc jednak pod uwagę zapisy ustawy o Bezpieczeństwie Imprez Masowych, to nasza formacja jako pierwsza będzie podejmować interwencję. Od jej efektów będzie zależało czy na stadion wkroczy policja, czy też nie będzie takiej potrzeby. Należy w tym miejscu powiedzieć, że bardzo budujące jest, gdy podczas zabezpieczeń spotykamy kolegów ze służby. Gdy nas widzą w pełnym wyposażeniu śmieją się, że nie możemy się rozstać z robotą. Często również z zaciekawieniem oglądają nasze wyposażenie. Miło nam z tego powodu, że fachowe oko dostrzega profesjonalistów. Nawet podczas jednego z zabezpieczeń meczu polskiej drużyny w europejskich pucharach delegat UEFA obecny na stadionie był święcie przekonany, że RIOT CONTROL jest specjalną jednostką policji.

Czy zabezpieczając mecz jesteście w kontakcie z Policją, czy też nie macie wspólnych płaszczyzn działania?

Podczas każdego zabezpieczenia meczu piłki nożnej w centrum dowodzenia jest przedstawiciel policji. Taka współpraca jest potrzebna i jest słuszna. Jeśli chodzi o oddziały taktyczne policji, to znajdują się one poza stadionem. Na teren stadionu wkraczają na wyraźną prośbę organizatora. Gdy wkroczą mamy obowiązek współdziałać i wykonywać wszystkie polecenia policji. W naszym przypadku na jednym ze stadionów współpracujemy z policją na przykład w zakresie przyjęcia kibiców gości oraz czekamy na decyzję policji kiedy możemy ich bezpiecznie wypuścić ze stadionu.

Jakie emocje w kibicach wzbudzają funkcjonariusze policji, a jakie pracownicy ochrony?

Tutaj jakby sprawę mamy oczywistą. Policja oczywiście jest największym wrogiem kibica, szczególnie tego, który jest bardzo mocno zaangażowany w życie kibicowskie. Kibice zwaśnionych klubów, którzy walczą ze sobą, w obliczu policji będą zjednoczeni. Z pracownikami ochrony jest podobnie, choć tutaj dochodzi jeszcze jeden ciekawy element. Policja wchodząc na stadion ma jedno zadanie, a mianowicie spacyfikować agresywne grupy kibiców. Ochrona natomiast jest w stałym, bezpośrednim kontakcie z kibicami przez cały czas trwania zabezpieczenia meczu. W dużej mierze od pracy pracowników ochrony począwszy od sprawdzenia na bramach, poprzez zabezpieczenie przejść ewakuacyjnych skończywszy na zabezpieczeniu stref buforowych zależy, czy dojdzie do incydentu czy nie. Jeden błąd jednego człowieka może doprowadzić do nieprzewidzianych wydarzeń. Będąc nie tylko pracownikami ochrony, ale i również sympatykami piłki nożnej zdajemy sobie sprawę, że to dzięki kibicom mamy pracę. Jeden z naszych kolegów żartował: „Boże chroń chuliganów, bo dzięki nim mamy na chleb”. W związku z tym cały personel SPECGROUP SECURITY wykazuje szacunek do każdego kibica piłki nożnej. Nasi pracownicy ochrony w stopniu bardzo dobrym znają uwarunkowania świata kibicowskiego, wiedzą kto z kim i dlaczego. Poznając ten świat zaczynamy go rozumieć i szanować. Środowiska kibicowskie reprezentują mnóstwo dobrych wartości. W większości jesteśmy świadkami przepięknych opraw i wspaniałego dopingu. Patrząc na to nie da się ukryć, że przechodzą ciary po całym ciele. Niestety spotkałem się wiele razy z sytuacją jak pracownicy ochrony z innych firm wykazywali konfrontacyjne zachowania wobec kibiców, co często prowadziło do niepotrzebnych awantur i bezmyślnych prowokacji. Nic tak nie denerwuje kibica jak niekompetentny pracownik ochrony. Trudno w takiej sytuacji domagać się od kibiców szacunku. Każdy z nas, z osobna pracuje na wizerunek branży.

źródło: Przemysław Guła

źródło: Przemysław Guła

 

Czy Wasz Specjalny Oddział Taktyczny jest w stanie zapanować nad tłumem?

RIOT CONTROL jest w pełni przygotowany do podjęcia skutecznej interwencji na odcinku, który zabezpiecza. Trudno jednak jednoznacznie powiedzieć, że „tak, jesteśmy w stanie zapanować nad tłumem”. Mówiąc tak, byłbym niewiarygodny. Na pewno jesteśmy w stanie przy wykorzystaniu infrastruktury stadionu, własnego wyposażenia powstrzymać tłum do czasu wkroczenia policji. Wszystko zależy od okoliczności, wielkości tłumu i sytuacji taktycznej naszych ludzi. Mieliśmy kilka zdarzeń, w których bez użycia środków przymusu bezpośredniego opanowaliśmy tłum w dość trudnej dla nas sytuacji. Organizator i media nawet nie wiedzieli o przeprowadzonej interwencji. Celem RIOT CONTROL jest podejmowanie takich działań, aby nie dopuścić do konfrontacji z tłumem. W naszej doktrynie uważamy, że potyczka z kibicami, nawet ta wskazująca na naszą wyższość jest już porażką. Organizatora imprezy nie interesuje wynik walki, jego interesuje fakt, by do niej nie doszło. Spotykamy wielu pracowników ochrony, którzy szczycą się faktem udziału w stadionowych zadymach jako służba porządkowa. Tutaj jedynie mogę zadać pytanie. Skoro dochodzi do zadym i do regularnej walki z ochroną, to jak to świadczy o jakości zabezpieczenia? Zapanowanie nad tłumem, to nie tylko kwestia prewencji, czy siłowego rozwiązania celem uspokojenia agresorów. Bardzo ważna jest również praktyczna wiedza dotycząca ewakuacji osób. Tłum tworzy się w różnych sytuacjach szczególnie, gdy występują zdarzenia zagrażające życiu i zdrowiu ludzkiemu. Było wiele przypadków w historii zabezpieczania meczów piłkarskich na świecie, gdy niekontrolowany tłum tratował ludzi lub wybierał niewłaściwą drogę ewakuacji. Nasze zdolności przeprowadzenia ewakuacji mogą kiedyś uratować życie wielu osobom. Wierzę jednak, że nigdy nie będziemy musieli tej wiedzy wykorzystać, wystarczy rzetelnie wykonywać swoje obowiązki.

Jak liczną grupą wyjeżdżacie na ochronę meczy piłki nożnej?

Wszystko zależy od zapotrzebowania zleceniodawcy. Ze względu na wiążącą mnie tajemnicę umów handlowych nie mogę podać żadnej ilości. Mogę jedynie zapewnić, że ilość jest odpowiednia.

Jakie są największe zagrożenia na które musicie być przygotowani podczas ochrony tego typu imprez masowych?

Z naszego punktu widzenia niewątpliwie największym zagrożeniem jest dopuszczenie do sytuacji gdy dojdzie do walki z kibicami. Bez względu na to czy kibice rozpoczną walkę z nami czy między sobą. Jak już wcześniej powiedziałem organizatorzy są bardzo wyczuleni na takie sytuacje. Wiąże się to z wieloma nieprzyjemnymi konsekwencjami zarówno dla klubu, kibiców, ochroniarzy. Wszyscy na tym tracimy, a jedynie media mają korzyść, bo mogą sprzedać sensację. Jednym z następstw takich wydarzeń może być wybuch paniki na stadionie, a na to już nie możemy sobie pozwolić. O ile jakąkolwiek zadymę możemy zneutralizować za pomocą dostępnych prawem środków oraz dzięki naszemu wyszkoleniu, to w przypadku wybuchu paniki pojawia się zbyt wiele negatywnych czynników, które mogą doprowadzić do tragedii. Wielu specjalistów z zakresu walki z tłumem podzieli moje zdanie. Na szczęście infrastruktura na nowych stadionach w Polsce ułatwia nam pracę. Jeśli o to chodzi, to sytuacja w Polsce się poprawia. Kibic na pięknym obiekcie, traktowany z właściwym szacunkiem przez personel ochrony zachowuje się poprawnie. Powiedzenie do kibica „dzień dobry”, „dziękuję”, „przepraszam” nic nie kosztuje, a poprawia z zasady napiętą relację. Często o tym przypominam podczas prowadzonych przeze mnie szkoleń. Rozwiązanie siłowe nie może być sposobem na pracę, musi być ostatecznością. Jeśli już jednak dojdzie do tej ostateczności należy działać zdecydowanie i pewnie, od początku do końca. W sumie potencjalnych zagrożeń jest więcej, ale proszę się nie martwić, w końcu my jesteśmy od tego, by one nie występowały. Podczas wszystkich zabezpieczeń jak na razie nie odnotowaliśmy żadnego incydentu z naszym udziałem. Jedyne przekazy medialne z udziałem RIOT CONTROL dotyczą wzorowej pracy i ciekawych szkoleń. Nie ma filmów i informacji gdzie nasz oddział musi walczyć z kibicami, albo traci kontrolę nad sytuacją. Zabezpieczając imprezy masowe każdy pracownik ochrony powinien mieć świadomość zagrożeń. I tego sobie oraz wszystkim ze SPECGROUP SECURITY życzę – tak trzymać.

No właśnie, w jaki sposób twoim zdaniem media przedstawiają pracę służb ochrony, w jakim świetle przeważnie stawiani są pracownicy ochrony?

Moim zdaniem niestety przedstawiają albo źle, albo wcale. O ochronie mówi się głównie w przypadku jakichś awantur albo negatywnych zdarzeń. Nie twierdzę, że nigdy nie mają racji, bo generalnie branża ochrony w Polsce z różnych powodów ma bardzo słabe notowania. Miedzy innymi, w związku z bardzo niskim opłacaniem pracowników ochrony do tej branży trafia wiele ludzi z przypadku bez jakiegokolwiek przygotowania. Mimo wszystko warto by było bardziej przyjrzeć się naszej pracy. Naprawdę w wielu przypadkach jest to ciekawa praca.

Czy jako dowódca RIOT CONTROL widzisz jeszcze jakieś pole do Waszego dalszego rozwoju, jest coś co chciałbyś jeszcze ulepszyć?

Nie zatrzymujemy się. Członkowie RIOT CONTROL stale poszukują kolejnych zadań, im trudniejsze tym lepiej. Nie wszyscy oczywiście potrafią dotrzymać nam kroku i po pewnym czasie rezygnują. Praca u nas nie jest lekka, a i zarobki nie są jakieś wygórowane. Biorąc jednak pod uwagę całokształt działalności firmy wielu naszych pracowników radzi sobie finansowo dość dobrze. Jednak, aby do tego doszło taki człowiek musi być wszechstronny i powinien posiadać predyspozycje do wykonywania zadań w trzech sektorach ochrony – ochrona klubów i dyskotek, ochrona osobista i ochrona imprez masowych. Wiąże się to z obowiązkiem ukończenia kolejnych szkoleń i zdobywania nowych uprawnień. Aktualnie, coraz częściej chodzi mi po głowie rozpoczęcie na szerszą skalę realizacji ochrony poza granicami kraju. Mieliśmy już kilka epizodów realizacji ochrony poza granicami kraju, ale niestety były to zlecenia jednorazowe. Ostatnio gorącym tematem były ataki na polskich kierowców w Calaise, we Francji. Kancelaria prawna z którą współpracujemy przygotowała nam opracowanie przepisów prawnych, na podstawie których moglibyśmy działać, aby we Francji zabezpieczyć naszych rodaków. Następnie zastanawiamy się jak przedstawić ofertę by ewentualny kontrahent nie musiał wydać fortuny na zabezpieczenie swoich transportów. Sprawa jest na etapie negocjacji i przygotowań. Ponadto kilku członków RIOT CONTROL realizuje zadania przy ochronie wycieczek izraelskich, a dodatkowo kolejni rozpoczęli kursy i szkolenia w zakresie ochrony statków armatorów zagranicznych. Moim zdaniem tutaj jest przyszłość. Nie znaczy to jednak, że zrezygnujemy z korzeni naszej działalności. Chodzi o to, by poszerzać horyzonty. Cel jest jeden – stworzyć średniej wielkości firmę o nieskrępowanych możliwościach. Nasza oferta nie dotyczy tylko i wyłącznie ochrony, ale również i szkoleń specjalistycznych w zakresie bezpieczeństwa. Szkolenia nie są naszym głównym źródłem utrzymania, ale stanowią ważny element w działalności firmy. Staramy się zagospodarować tę część rynku ochrony, który wymaga usług realizowanych przez profesjonalistów.

Na koniec może zbyt osobiste pytanie, ale chciałabym dowiedzieć się czy czujesz się spełniony zawodowo w tym, czym dzisiaj się zajmujesz?

Muszę przyznać, że na tę chwilę tak. Współpracuję ze wspaniałymi ludźmi, którzy dodają mi motywacji. Ich zaangażowanie i pasja przekłada się na moje działanie, aby rozwijać z nimi firmę oraz S.O.T. RIOT CONTROL. Tylko w grupie myślącej jednakowo można odnieść sukces. Jako wykładowca, instruktor i konsultant, a zarazem Dowódca S.O.T. RIOT CONTROL w SPECGROUP SECURITY realizuję swoją pasję. Nie jest to już, co prawda „antyterrorka”, czy misje zagraniczne, ale jest to również bardzo ciekawa praca. Mam jeszcze dużo do zrobienia w tym zakresie i to mnie motywuje. Aktualnie S.O.T. RIOT CONTROL to kompletny oddział, który wymaga już tylko drobnych ulepszeń. Najważniejsze jednak jest, by utrzymać jego jakość na stałym, wysokim poziomie. Możemy z dumą powiedzieć, że firmy z którymi przyszło nam współpracować w całym kraju wystawiały nam tylko pozytywne opinie. Jestem dumny z tego dzieła i jestem dumny, że mogę współpracować z takimi ludźmi. Z tego miejsca chciałbym im bardzo podziękować za ich poświęcenie, życzliwość i wyrozumiałość w trudnych chwilach. Należy pamiętać, że SPECGROUP SECURITY, a w tym S.O.T. RIOT CONTROL, to przede wszystkim ludzie, a dopiero potem pracownicy. Ci ludzie zasługują na najwyższy szacunek.

Dziękuję za rozmowę

Przemysław GułaAktualnie Instruktor, Konsultant i Kierownik d.s. Bezpieczeństwa w firmie SPECGROUP SECURITY. Służył w 1 Pułku Specjalnym Komandosów w Lublińcu – absolwent Wojskowej Szkoły Podoficerskiej JW. 4101 w Lublińcu, wyróżniony i awansowany do stopnia st. kaprala, Z-ca Dowódcy Grupy Specjalnej. Służył w Samodzielnym Pododdziale Antyterrorystycznym Policji w Łodzi – policjant plutonu szturmowego w stopniu mł.aspiranta, wielokrotnie nagradzany, a od 2006 r. dodatkowo instruktor taktyki antyterrorystycznej w Sekcji Instruktorskiej. Służył w Polskiej Specjalnej Jednostce Policji w Kosowie – policjant plutonu antyterrorystycznego, odznaczony brązowym medalem UN „In The Service of Peace” za udział w misji pokojowej w Kosowie – UNMIK Police MHQ. Wyróżniony za wzorową postawę podczas misji. Uzyskał certyfikat uznania za wyszkolenie 63 funkcjonariuszy KPS w Kosowie – Mitrovica North Police Station. Skoczek Spadochronowy w ramach 1 Pułku Specjalnego Komandosów z Lublińca oraz Samodzielnego Pododdziału Antyterrorystycznego Policji w Łodzi. Absolwent Policealnego Studium Służb Ochrony Osób i Mienia „Argus” w Pabianicach – Technik Ochrony Osób i Mienia z dyplomem honorowanym w krajach UE. Instruktor/wykładowca w zakresie ochrony osobistej oraz bezpieczeństwa podczas imprez masowych w Policealnym Studium Służb Ochrony Osób i Mienia „ARGUS” w Pabianicach. Organizator kursów na Kwalifikowanego Pracownika Ochrony Fizycznej oraz Kierowników do Spraw Bezpieczeństwa. Płetwonurek – uzyskał uprawnienia DEEP DIVER – International Association of Nitrox & Technical Divers (IANTD Central Europe). Instruktor Samoobrony, Sportów Walki oraz Strzelań Bojowych.

Facebook