Nie będę zarabiał na tym, że byłem złym człowiekiem

fragm.okładki/Wyd. Bellona

Resocjalizacja nie istnieje. Jest fikcją, co potwierdzają statystyki powrotu do przestępczości. Stąd uznałem ten obszar jako wyzwanie dla siebie. Podjąłem pracę w Fundacji Nowe Teraz, gdzie zostałem oddelegowany do działu Wykluczeni, który zajmuje się między innymi więźniami. Obrałem za swoją misję mówienie i świadczenie swoim przykładem, że można żyć inaczej.

Z Pawłem Cwynarem, współautorem książki „Biskup. Nawrócony gangster” – rozmawia Anna Ruszczyk.

Jak to się stało, że wszedłeś na ścieżkę przestępczą, co doprowadziło do tego, że wiele lat spędziłeś za kratami?

Zajmowaliśmy parterowe mieszkanie w jednej z Legnickich kamienic. Moja rodzina prowadziła otwarty dom. Babcia krawcowa, dziadek parkieciarz, dlatego przewijało się przez nasz domu dużo ludzi. Mama pracowała w NBP, tato na kolei. Ja z siostrą mieliśmy swoje pokoje. Niczego nam nie brakowało. Często wracam myślami do dzieciństwa, ponieważ był to jeden z piękniejszych okresów mojego życia. Byłem najlepszym sportowcem w szkole podstawowej. Choć uczyłem się słabo, to dzięki sportowi nie miałem problemów z awansem do kolejnej klasy. Puchary, dyplomy, podia, pierwsze miejsca, docenienie, uznanie… Po pewnym czasie w domu rodzinnym relacje ojca z teściami zaczęły się psuć. Tato coraz częściej wybywał z domu. W tym czasie ja awansowałem do szkoły zawodowej. Niestety tam okazało się, że nauczyciel od WF-u nie był zainteresowany moimi dotychczasowymi osiągnięciami sportowymi. W jednej chwili zabrano mi całą pasję życia. Nie miałem na tyle rozbudowanej relacji z rodzicami, by im powiedzieć o swoim problemie. Dlatego rozgoryczony ujścia buzującej we mnie adrenaliny zacząłem szukać na ulicy. Po kryjomu przed wszystkimi, wieczorami wychodziłem przez okno swojego pokoju na podwórko. Nie miałem skonkretyzowanego planu. Chciałem robić coś, nie wiem nawet co, cokolwiek by skanalizować ogrom złych emocji, który we mnie kipiał. Wpakowałem się z złe towarzystwo. Zaimponowało mi, chciałem być taki jak oni. Zacząłem dokonywać przestępstw. Nie chodziło o kasę tylko o wyżycie się. Pierwszy raz wpadłem mając 16 lat. Poprawczak, szkoła zła, błyskawiczna demoralizacja. Po roku wyszedłem na wolność, lecz na niej przebywałem zaledwie miesiąc. I trafiłem do więzienia mając 17 lat. Potem poszło z górki. Posypały się kolejne wyroki. W wieku dwudziestu kilku lat byłem już zakwalifikowany jako więzień szczególnie niebezpieczny. Piąłem się w hierarchii przestępczej z roku na rok, aż doszedłem szczyt. Byłem silny, zarobiony, budziłem szacunek, rządziłem…

Czy według Ciebie był to czas stracony?

Za kratami nabrałem ogromnego życiowego doświadczenia. Więźniowie są znakomitymi psychologami. Nie trzeba im wielu słów by zrozumieć i trafnie ocenić sytuację. Szybka szkoła twardego życia. Wszystkie wyroki odsiedziałem na recydywie od najmłodszych lat, więc fachu przestępczego uczyłem się od najlepszych. Oczywiście część tego czasu zmarnowałem. W późniejszych latach zrozumiałem, że tak nie może być. Że muszę nauczyć się przekuwać daną sytuację na swoją korzyść, nawet kiedy dla innych wyglądała na beznadzieją. Chwyciłem za książki, czytałem na potęgę. W moim domu rodzinnym panowała kultura czytania książek, więc było mi łatwiej wrócić do kontynuowania rodzinnych tradycji czytelniczych. W więziennej bibliotece natknąłem się na literaturę Sergiusza Piaseckiego, który w późniejszym czasie był dla mnie inspiracją do pisania. Czytałem też dużo książek, psychologicznych, kulturowych, historycznych, savoir vivre. Postanowiłem na powrót nauczyć się życia w zdrowym społeczeństwie, bycia pełnowartościowym człowiekiem.

Dostrzegasz jakieś plusy odsiadki?

Tak, wykonałem nad sobą ogromną pracę, dzięki której potrafiłem się odnaleźć w zdrowym społeczeństwie. Nie tylko technicznie, socjalnie, czy społecznie, ale i na gruncie etyczno- moralnym.

Czy resocjalizacja za murami więzienia istnieje, czy jest fikcją?

Resocjalizacja nie istnieje. Jest fikcją, co potwierdzają statystyki powrotu do przestępczości. Stąd uznałem ten obszar jako wyzwanie dla siebie. Podjąłem pracę w Fundacji Nowe Teraz, gdzie zostałem oddelegowany do działu Wykluczeni, który zajmuje się między innymi więźniami. Obrałem za swoją misję mówienie i świadczenie swoim przykładem, że można żyć inaczej.

Które ze zdarzeń z rozdziału „przestępca” chciałbyś wymazać?

Handel heroiną. Uważam to za szczególnie podły proceder, którym się splamiłem.

Dlaczego zdecydowałeś się na napisanie książki o sobie?

Jeśli chciałbym, aby ta książka powstała wcześniej, napisałbym ją na początku mojej przygody z piórem. Byłoby to dla mnie najprostszym rozwiązaniem. Jednak powiedziałem sobie, że nie pójdę na skróty, dlatego zadebiutowałem powieścią traktującą o trudnej miłości „Wysłuchaj mnie, proszę”. To był odważny krok, chciałem się sprawdzić w rywalizacji z prawdziwymi pisarzami. Kiedy przyszły pierwsze pozytywne recenzje, ucieszyłem się. To była słuszna decyzja. Nie napisałem swojej biografii i nie zabiegałem o jej powstanie również z innych powodów. Nie uważam, aby moja historia była aż tak ciekawa, znam o wiele ciekawsze. Nie zgodziłbym się na nią, gdyby nie miała ona nieść za sobą puenty, dobrego przekazu. Nie zależy mi na kasie dla samej kasy. Obiecałem sobie kiedyś, że nie będę zarabiał na tym, że byłem złym człowiekiem. Dlatego postanowiłem przekazać tantiemy z tej książki (tak samo jak uczyniłem to z zyskami z poprzedniej książki „Picie w zachwycie”) na rzecz chorych dzieci. To żadna wielka sprawa, a jedynie konsekwencja podjętych wcześniej postanowień. Pomysł na tę książkę wypłynął ze strony jednego z dziennikarzy pracujących w wydawnictwie Bellona. Kiedy zapytałem go – dlaczego? Odpowiedział krótko. – Chcemy przedstawić pana naszym czytelnikom. Zanim wydamy pana kolejną książkę (na temat której trwały rozmowy). To wyjaśnienie wydało mi się zasadne, dlatego się zgodziłem.

Jakie emocje towarzyszyły Ci podczas pracy nad „Biskupem”, czy miałeś momenty zwątpienia, zastanawiałeś się nad tym, jak Twoje słowa zostaną odebrane przez Czytelników?

Efekt pracy całkowicie mnie zaskoczył. Nigdy nie uczestniczyłem w takim przedsięwzięciu jak wywiad rzeka. Byłem przekonany, że dziennikarz Marcin Klimkowski całą naszą rozmowę odpowiednio zredaguje, by nie wyglądała na tak prostacką. Ja w życiu prywatnym nie używam aż tak prostego języka. Rozmowę między mną a Marcinem potraktowałem jako rozrywkę. Rozmawialiśmy bardzo na luzie. Jeśli wiedziałbym, że on to przeleje na papier 1:1, to nieco inaczej budowałbym zdania. Kiedy przeczytałem rękopis, byłem zdezorientowany. Ale nie za wiele mogłem zrobić, bo jeśli chciałbym coś poprawić, to musiałbym poprawić wszystko od początku a Marcin powiedział. „Paweł ja się na tym znam, zostaw to tak, jak jest”. No i zostawiłem, zaufałem mu. Nie było w tekście przekłamań treści jedynie forma mi się nie podobała, ale posłuchałem jego rady. Oczywiście byłem przekonany, że czytelnicy odbiorą książkę jako moją chęć zaistnienia, parcie na media, gwiazdorzenie itd. Co nie jest zgodne z prawdą. Dlaczego? – Zasada jest prosta. Ja nigdy nie chciałem (po wyjściu) być znanym gangsterem, tylko znanym pisarzem. Żeby być dobrym pisarzem, trzeba pisać dobre książki. Przerost formy nad treścią jest słabe. Nigdy mnie to nie kręciło i nie jestem zainteresowany taką formą zaistnienia.

W jaki sposób kryminalna przeszłość wpłynęła na to, kim jesteś dzisiaj? Co obecnie jest dla Ciebie największą stawką?

Wszystkie lata, które spędziłem po drugiej stornie barykady ukształtowały mój charakter, wolę, determinację. Ukształtowały mnie jako człowieka, teraz jedynie zmieniłem priorytety. Niemniej wszystko inne pozostało takim jakim było. Dzisiaj najważniejsze jest dla mnie to, by odkupić swoje winy. Zacząłem nad tym pracować już w więzieniu przez 6 ostatnich lat tam spędzonych. Kiedy wyszedłem na wolność w 2010 roku resztki nielegalnie zdobytego majątku oddałem bezdomnym a sam zacząłem nowe życie pracując na budowach. Dużo czasu poświęcam na działania charytatywne. Angażuję się w akcje uświadamiające, prewencyjne. Odwiedzam więzienia, zakłady poprawcze, domy dziecka, szkoły. Dowodzę na swoim przykładzie, że tamto życie nie popłaca. Że można żyć inaczej. Dzisiaj największą stawką jest dla mnie to, aby Bóg odpuścił mi moje winy. Dlatego robię wszystko, aby ostrzec innych przed życiem jakie prowadziłem.

Czy ukażą się kolejne książki Pawła Cwynara?

Bardzo bym chciał. Wiosną ma ukazać się mój pierwszy kryminał w który bardzo się zaangażowałem emocjonalnie. Jest to historia oparta na faktach. Bardzo trudna i mocna. Ta książka wiele powie o mnie jako pisarzu. Tytuł roboczy „GiT Samuraje”. Obecnie pracuję nad kolejną…

Czego mogę Ci życzyć na koniec naszej rozmowy?

Napisania bestseleru na miarę „Skazani na Shawshank”.

Dziękuję za rozmowę

Facebook