Detektyw Mikrut: moja praca to nie film akcji

detektyw Kamil Mikrut

Nie jesteśmy zaprogramowanymi do śledzenia robotami. Niektóre osoby chociażby ze względu na specyfikę swojej pracy są wyczulone na punkcie potencjalnej inwigilacji. Działają świadomie – sprawdzają się wykonując np. gwałtowny manewr samochodem lub poruszając się bez celu ulicami miasta, po to, by identyfikować powtarzające się w określonym czasie i miejscu pojazdy. To przemyślane działania, na które trzeba odpowiedzieć równie rozsądnie. Obserwacja takich jednostek (niezależnie od tego czy poruszają się samochodem lub pieszo) jest bardzo trudna i kosztowna, ponieważ wymaga zaangażowania większej ilości środków i osób.

Z detektywem Kamilem Mikrutem – rozmawia Anna Ruszczyk.

 

Dlaczego zostałeś detektywem?

Na pewno nie zostałem nim przez przypadek. Myśl o wyborze zawodu detektywa dojrzewała we mnie już podczas studiów, początkowo jednak chciałem spróbować swoich sił w jednej ze służb specjalnych. Czułem do tego powołanie, czułem że to zajęcie dla mnie, że mogę być w tym dobry. W tzw. międzyczasie jednak poznałem osobę (swoją drogą po służbach właśnie), która odwiodła mnie od tego pomysłu i skierowała na inne tory. Jestem tej osobie za to bardzo wdzięczny. Nie żałuję tego wyboru.

Jak wyglądały początki tej pracy, pierwsze zlecenia?

Początki nie były łatwe. Gdy pojawiasz się “znikąd” w nowym środowisku, to inni patrzą na ciebie i twoje ruchy podejrzliwie. To normalne. Potrzeba czasu, determinacji i pokory, aby zyskać akceptację w branży i zdobyć pierwszych klientów, a co za tym idzie – zacząć konsekwentnie walczyć o swój kawałek tortu. Dużo energii poświęciłem także na nawiązywanie znajomości wśród prawników – kontakty te wkrótce zaowocowały pojawieniem się ciekawych zleceń. Pierwsze miesiące to także nauka tego jak rozmawiać z klientami, wzbudzać ich zaufanie i najważniejsze – spełniać oczekiwania. Szczery, uczciwy kontakt z Klientem, to dla mnie chyba najważniejszy element tej pracy. Na temat mojego pierwszego zlecenia kilka miesięcy temu pojawiła się wzmianka w Dzienniku Gazecie Prawnej.

Co się czuje podczas śledzenia drugiego człowieka, nie masz wrażenia wchodzenia z butami w czyjeś życie?

Czuję szacunek do “przeciwnika”. Rozgrywamy swoją partię szachów, tyle że on nie wie o moim istnieniu. Z założenia jednak traktuję go jako osobę, która może spodziewać się aktywności detektywa. Nim rozpocznę czynności poświęcam kilka/kilkanaście godzin na przygotowania: np. szukam dodatkowych informacji w sieci, odwiedzam miejsca (w których osoba będąca obiektem obserwacji najczęściej się pojawia), uczę się topografii. Dzięki temu minimalizuję ryzyko popełnienia błędów, które najczęściej są konsekwencją brawury, rutyny i lekceważącego stosunku do osoby, przeciwko której prowadzi się czynności. Wiem, że muszę być sprytniejszy i kreatywniejszy od niej. To wyzwanie. I szczera chęć rozwiązania problemu klienta – nie zapominajmy bowiem o tym, że to on w tym wszystkim jest najważniejszy.

Czy kiedykolwiek zdarzyło Ci się zostać przyłapanym na śledzeniu?

Nie. I jest to dla mnie duży powód do zadowolenia, a może nawet do dumy, ponieważ pracowałem z powodzeniem przeciwko różnym osobom, m.in. takim, którzy otaczali się na co dzień ludźmi z poważnym, kontrwywiadowczym doświadczeniem wyniesionym z „trzyliterowych” służb.

Jak myślisz, jaka byłaby ich reakcja gdyby zorientowali się, że ktoś ich śledzi?

Profesjonalna [uśmiech].

W jakich nietypowych miejscach prowadziłeś obserwacje?

Nie wiem co dla czytelnika tego wywiadu okaże się być nietypowym miejscem. Nas detektywów niewiele już zaskakuje. Zachowania ludzi, miejsca – jesteśmy “znieczuleni” na tym punkcie, widzieliśmy wiele. Niewątpliwie jednak ciekawym doświadczeniem było prowadzenie obserwacji nocą bezpośrednio z cmentarza.

Z Twojego doświadczenia, jakich spraw zlecanych detektywom jest najwięcej?

Niektóre agencje detektywistyczne próbują się specjalizować albo raczej kreować na takie, które realizują wyłącznie zlecenia o charakterze gospodarczym. Wydaje mi się jednak, że to gra pozorów, niewielu jest bowiem detektywów, którzy są w stanie zrezygnować z 10 000 zł za tydzień obserwacji zdradzającego męża czy żony. Niektórzy krępują się do tego przyznać, a dla innych to po prostu czysty i opłacalny biznes. A biznes robi się wtedy, gdy jest popyt. A największy popyt na rynku usług detektywistycznych w Polsce na chwilę obecną, wyraża się w zapotrzebowaniu na usługi dotyczące spraw prywatnych i rodzinnych. Firmy (zwłaszcza MŚP) w naszym kraju ciągle oszczędzają na szeroko pojętym bezpieczeństwie. Najczęściej reagują post factum, w sytuacji, gdy niewiele już można zrobić. Na szczęście stopniowo zaczyna to ulegać zmianie. Potrzeba jednak jeszcze sporo czasu, by świadomość wyzwań i zagrożeń dla biznesu była na poziomie krajów zachodnich.

Jakie korzyści, poza finansowymi, można czerpać z racji wykonywania tego zawodu?

Kontakty, możliwość poznania ciekawych, wpływowych ludzi. To cenię sobie najbardziej.

Na których zleceniach można sporo zarobić, których natomiast lepiej unikać?

Usługi detektywistyczne nie są tanie. Na każdej sprawie można sporo zarobić, o ile klient dysponuje odpowiednim budżetem. Odpowiednim, czyli takim, który spotyka się z naszymi oczekiwaniami, a co za tym idzie – pozwala na swobodne planowanie i realizowanie czynności. Nazywam to komfortem pracy. Należy unikać spraw, które są moralnie naganne lub mogą narazić nas na konsekwencje prawne. Trzeba umieć zdobyć się na asertywność. Unikać należy także klientów, którzy chcą nam wmówić jak mamy pracować, narzucić swoją wizję realizacji sprawy, często karkołomną w skutkach. To niedopuszczalne i z takimi osobami współpracy nie podejmuję.

Jakie to mogą być „sprawy moralnie naganne”?

Każdy ma inaczej skonstruowaną moralność, swój indywidualny kodeks etyczny. Według mnie moralnie naganne są wszystkie sprawy, w których w których udział detektywa może narazić drugą stronę np. na zagrożenie utraty zdrowia lub życia, poniesienie szkód materialnych, itp. Wszystko zależy od tego czy na etapie przyjmowania zlecenia będziemy w stanie wyłapać u rozmówcy (potencjalnego klienta) symptomy świadczące o tym, że jego celem nie jest rozwiązanie problemu np. na drodze prawnej, ale w jakimś sensie pozbawiona skrupułów eliminacja źródła tego problemu. Trzeba na to uważać.

Gdybyśmy odwrócili role…Jakiej rady udzieliłbyś ludziom, którzy chcą zdradzić, a boją się że zostaną nakryci przez detektywa?

Po pierwsze: nie zdradzać [uśmiech]. Kazałbym się im zastanowić nad swoim życiem rodzinnym, spojrzeć na zdjęcie męża/żony, dziecka i zadać sobie pytanie – czy warto to pogrzebać? Jeśli dojdą do wniosku, że chcą zaryzykować, to najprawdopodobniej zostaną na tym przyłapani (o ile do pomocy zaangażowany zostanie detektyw). Każda zdradzająca, albo szerzej – oszukująca osoba, musi się z tym liczyć. Wszyscy popełniamy błędy, a Ci którzy mają coś do ukrycia popełniają je wbrew pozorom częściej od pozostałych. Naszym zadaniem jest te błędy identyfikować i dokumentować.

Jak zgubić ogon, czy detektywa da się zmylić?

Oczywiście, że tak. Nie jesteśmy zaprogramowanymi do śledzenia robotami. Niektóre osoby chociażby ze względu na specyfikę swojej pracy są wyczulone na punkcie potencjalnej inwigilacji. Działają świadomie – sprawdzają się wykonując np. gwałtowny manewr samochodem lub poruszając się bez celu ulicami miasta, po to, by identyfikować powtarzające się w określonym czasie i miejscu pojazdy. To przemyślane działania, na które trzeba odpowiedzieć równie rozsądnie. Obserwacja takich jednostek (niezależnie od tego czy poruszają się samochodem lub pieszo) jest bardzo trudna i kosztowna, ponieważ wymaga zaangażowania większej ilości środków i osób.

Zdarzyło Ci się zmieniać image, przebierać, aby nie zostać rozpoznanym?

Tak, ale nie mam tu na myśli np. doklejania wąsów, tylko zmianę kurtki, butów, nakrycia głowy czy np. założenie garnituru. Ubiór musi być odpowiednio dopasowany do sytuacji i miejsca, w którym pracujemy. Nie może być krzykliwy, należy unikać rzucających się w oczy kolorów. Znajomy detektyw z Trójmiasta opowiedział mi ostatnio, że jego nowy pracownik przyjechał na obserwację w czerwonym t-shirtcie [uśmiech].

Czy możliwa jest taka sytuacja, w której osoba X zorientowawszy się, że ją śledzisz, prosi o zniszczenie dowodów zdrady?

W teorii jest to możliwe. W praktyce nigdy nie spotkałem się z takimi propozycjami. Druga strona najczęściej dowiaduje się o moich działaniach po zakończeniu zlecenia lub w sądzie. Zakładając hipotetycznie, że taka sytuacja ma miejsce, każdy detektyw powinien z pełną stanowczością odmówić. Pracujemy dla naszego klienta – jesteśmy mu winni lojalność, to on nam powierza swoje tajemnice i obdarza zaufaniem. Nie możemy go zawieść i musimy zrobić wszystko w granicach prawa, co przybliży go do końcowego sukcesu, niezależnie od rodzaju i przedmiotu sprawy.

Nie obawiasz się zemsty ze strony osoby przyłapanej na zdradzie? Sprawa trafia do sądu, jest rozwód, rodzina rozpadła się w drobny pył.

To ryzyko wpisane w nasz zawód. Nie wszyscy potrafią zrozumieć, że wykonujemy po prostu swoją pracę, najlepiej jak potrafimy. Nie kierujemy się chęcią upodlenia kogokolwiek, przedstawienia tej osoby w zakłamanym, niekorzystnym świetle – czynności detektywistyczne realizujemy zgodnie z prawem, na podstawie umowy zawartej ze zleceniodawcą, który ma realny problem. Nasze sprawozdanie z wykonanych czynności w sprawie musi być obiektywne, a wnioski w nim zawarte muszą odpowiadać stanowi faktycznemu. Warto także pamiętać o tym, aby o drugiej stronie zawsze wypowiadać się z szacunkiem, nie można tu ulec emocjonalnej presji ze strony klienta, który chciałby uzupełnić sprawozdanie o kilka epitetów [uśmiech].

Co może być dowodem na niewierność, jakiego rodzaju dokumenty są akceptowane przez sąd?

Po zakończeniu zlecenia detektywi sporządzają tzw. sprawozdanie z wykonanych czynności detektywistycznych, które najczęściej składa się z części opisowej (dokładny, szczegółowy opis zarejestrowanych zdarzeń) oraz z załączników. Załączniki, to przede wszystkim bardzo dobrej jakości zdjęcia, które ukazują wprost relację intymną (emocjonalną) współmałżonka z osobą trzecią lub uprawdopodobniają ją. Ważne jest działanie równoległe, tzn. zleceniodawca także powinien próbować w miarę możliwości zdobywać tzw. dowody własne, czyli np. screeny korespondencji czy nagrania audio/video rejestrowane w miejscu zamieszkania lub samochodzie (o ile zleceniodawca posiada do nich tytuł prawny). Nad całym procesem powinien czuwać prawnik, który uzna, które dowody będzie chciał wykorzystać w toku postępowania rozwodowego.

Czy detektyw bywa wzywany jako świadek na przykład w sprawach rozwodowych?

Tak, to częsta praktyka. Pełnomocnicy zleceniodawców życzą sobie, aby stawić się w sądzie w roli świadka po to, by dodatkowo potwierdzić zawarte w sprawozdaniu detektywistycznym (dołączonym do pozwu rozwodowego) tezy.

Jak oceniasz obecnie kondycję branży detektywistycznej?

Środowisko jest podzielone i mocno ze sobą konkuruje, niejednokrotnie nie przebierając w środkach. Przyglądam się temu z boku. Nie interesuje mnie nieczysta rywalizacja z kimkolwiek. W mojej ocenie jeżeli jesteś dobry w tym co robisz, to masz wystarczająco dużo pracy i tym samym brak czasu na uprawianie czarnego PR zarówno w sieci, jak i poza nią (np. wystawianie negatywnych opinii konkurencji). Robię swoje, kieruję się zasadami zdrowej konkurencji, utrzymując tym samym przyjazne stosunki z innymi detektywami, którzy zasługują na szacunek oraz moje wsparcie. W tym miejscu chciałbym im podziękować za bezinteresowną pomoc w wielu kwestiach.

Czy Twoim zdaniem warto iść na studia z zakresu detektywistyki?

Nie odpowiem jednoznacznie na to pytanie. Warto się uczyć, zdobywać wiedzę i poszerzać horyzonty. Warto dużo czytać i być ciekawym świata. Jednocześnie także warto mieć świadomość tego, że studia (jakiekolwiek by nie były) nie są przepustką do bycia detektywem. Możesz być świetnie wykształcony, ale z wielu powodów (głównie charakterologicznych) nie będziesz się nadawać do tej pracy. Osobom młodym, które chciałyby w przyszłości spróbować swoich sił w tej branży, zalecałbym w pierwszej kolejności wybór studiów prawniczych. Kolejnym krokiem, najlepiej jeszcze w trakcie studiów, powinno być wyrobienie licencji detektywa (warunek konieczny uprawniający do wykonywania zawodu). Dopiero wtedy, po zatrudnieniu się w jakiejś agencji detektywistycznej można zobaczyć jak ta praca wygląda w praktyce.

Chciałbyś być tak rozpoznawalny jak Krzysztof Rutkowski?

Jestem detektywem, nie celebrytą.

Będziesz detektywem do końca życia, czy planujesz zmianę branży?

Ta praca uzależnia. Wie o tym każdy, kto się tym zajmuje. Nie planuję żadnych zmian, ale nie wiem co przyniesie przyszłość.

Dziękuję za rozmowę

Facebook