BYŁY OPERATOR JW GROM: Acta non verba, czyny nie słowa

źródło: Tomasz Nepelski (archiwum własne)

Zajmowałem się tym, co ktoś nakreślił w polityce państwa polskiego. Byliśmy zbrojnym elementem układanki w mechanizmie państwa. Pracowaliśmy i służyliśmy społeczeństwu jako jego zbrojne ramię mając poczucie dobrze spełnionego obowiązku dla społeczeństwa i ojczyzny. Obywatel musi mieć świadomość że jest taka „firma”, która zawsze mu pomoże, która chroni go w każdym zakątku globu – to byliśmy my, to był i jest GROM.

Z Tomaszem Nepelskim byłym operatorem JW GROM, właścicielem firmy S.O.F. TACTICS by TOMASZ NEPELSKI – rozmawia Anna Ruszczyk.

Od zawsze marzyłeś o służbie w tak elitarnej jednostce jaką jest GROM?

Nie od zawsze, ale sama idea pracy czy służby narodziła mi się w głowie, gdy miałem 13-14 lat. To już wtedy sprecyzowałem kierunek w jakim chcę iść i co chcę w życiu robić. Generalnie chciałem służyć ludziom. Starania, aby dostać się do GROM-u rozpocząłem w wieku 20 lat po obejrzeniu programu telewizyjnego. Był rok 1994, ja wtedy byłem kadetem na szkole chorążych w Toruniu. Telewizja puściła program prezentujący jednostkę przed wyjazdem na Haiti. Siedziałem, patrzyłem i uświadomiłem sobie, że to jest właśnie robota dla mnie.

Jaką drogę musiałeś przejść by się tam dostać?

Moja droga to dużo szczęścia, wyrzeczeń, bólu i potu oraz właściwych ludzi  po drodze. Potrzebna jeszcze była szczypta uporu i kreatywności.

Jak wyglądała sama rekrutacja, selekcja do jednostki?

W GROM-ie „SELEKCJA TRWA CAŁY CZAS!”, ale początek wyglądał tak…Zostałem zaproszony przez operatora do złożenia dokumentów do pewnej jednostki, która według niego zajmuje się ciężką pracą dla społeczeństwa – pracą o wysokim stopniu ryzyka. Wtedy zabrzmiało to jak stwierdzenie z filmu lub bajki, ale ja wiedziałem już skąd gość jest. Złożyłem dokumenty i zapadła cisza…Po 6 miesiącach ktoś z jednostki zadzwonił z informacją żebym przyszedł na egzamin z wf. Oczywiście poszedłem i się zaczęło. Na początek badania – biegałem od pracowni do pracowni, badanie za badaniem, psycholog, okulista, laryngolog – wszędzie słyszałem, że nie dam rady. W końcu przeszedłem „za wielki mur”, gdzie odebrał mnie gość i zaprowadził na stadion. Usłyszałem „przebierz się za chwilę egzamin”. Byłem tylko ja, nikogo więcej. Zaliczałem konkurencje po konkurencji – bieg 60 m zaraz 100 m później 3km, jedyne co wówczas usłyszałem to motywujący komentarz – „postaraj się bo cienko ci idzie”. Po biegu słyszę „dawaj pompki” – spokojnym głosem pada komenda „rób!” – to robię ile dam rady, aż ręce drętwieją. „Jak skończyłeś to chodź na linę” – lina to 6m w górę – no to cyk, „a teraz na drabinki”. Pamiętam jak dziś te 27 szczebli pod skosem. Zszedłem zaliczając wszystko – „chodź na drążek, podciągaj się!” Podciągnąłem się 27 razy siłowo i trzy technicznie – „wystarczy!”. Słyszę „poręcze ugięcia-dawaj!”. Byłem tak wyczerpany fizycznie, że mój organizm odmawiał posłuszeństwa, a całe ciało drżało. Część fizyczną zakończyłem brzuszkami. Na koniec słyszę słowa mojego instruktora – Jacka – „dla mnie nie zdałeś!” I poszedł. Chwilę potem słyszę „chodź!”. Idziemy do budynku gdzie dostaję rękawice bokserskie – walka wręcz. Z pomieszczenia wychodzi facet o 3 głowy większy niż ja i mówi „walczymy!”. On mnie leje, a ja wstaję, on mnie znów leje, a ja znów wstaję i tak bez końca. Za każdym razem wstawałem. Po latach dowiedziałem się, że to mistrz Polski w kick boxingu. Po tym wszystkim zmęczony idę za bramę bez żadnej informacji – bez niczego….

źródło: Tomasz Nepelski (archiwum własne)

Jak to bez niczego? Jakaś informacja w końcu musiała nadejść?

Półtora, dwa miesiące później zadzwonił telefon. Informacja była krótka – jeśli nadal chcę, mam stawić się na selekcję we wskazanym terminie i miejscu. Przed wyjazdem w góry – egzamin na wysokościach w placówce straży pożarnej. Zdałem, ale to nie selekcja to jeden z warunków, który dopuszcza cię do selekcji. Teraz przemieszczasz się przez połowę Polski, aby „wyrobić” się na umówione miejsce we właściwym czasie i nikt na ciebie nie będzie czekał jak się spóźnisz. Ruszam. Po ponad tygodniu morderczego wysiłku fizycznego i umysłowego w Bieszczadach staję przed komisją. Czeka mnie rozmowa z dowódcą i znów nie wiem co dalej. Dostaję suche gratulacje „dziękuję zaliczył pan selekcję do JW. GROM” i znów następuje cisza. Dopiero po paru miesiącach dział kadr skontaktował się ze mną i dowiedziałem się, że zostałem przyjęty. Zaczął się proces „ściągnięcia” mnie do GROM. Tak naprawdę historia każdego jest inna, są ludzie którzy przeszli selekcję i nigdy do jednostki się nie dostali, albo musieli czekać 2-3 lata bez żadnej informacji. Dlaczego GROM jest uważany za czołówkę na arenie światowej? Właśnie dlatego, że „selekcja trwa cały czas” – wielu żołnierzy, którzy nie dotrzymywali tempa bądź nie potrafili sprostać bardzo wysokim wymaganiom opuszczali „firmę” z dnia na dzień. Każdy z moich kolegów pokonał tę drogę w podobny, ale jednocześnie inny sposób. Moje marzenia się spełniły, ale to czy dostaniesz się do jednostki wcale nie decyduje o tym, że w niej się utrzymasz. Ja służyłem przez ponad 19 lat jako operator …

Z jakimi wyrzeczeniami, kosztami osobistymi wiąże się służba w tego typu jednostkach?

Wyrzeczenia? To mają moja żona oraz dzieci. Bo ja robię to co lubię, to co mnie napędza i jeszcze mi za to płacą. Całość rodziny spina żona – to mistrz organizacji i rytmu życia rodzinnego, a ja? Jestem tym, który wpada do domu, przewraca wszystko do góry nogami i znika znowu na parę miesięcy.
Najsłabsze chwile? To jak syn się rodzi, czy jak problemy w domu, a ciebie nie ma i nic nie możesz zrobić, nie masz jak pomoc, wesprzeć czy choćby odrobić zadanie domowe z synem. Wracasz i widzisz, że już nie pasujesz do rodzinnej układanki, potrzebujesz czasu by znowu być pełnym członkiem rodziny, by dziecko miało takie zaufanie do ciebie jak do żony, a tu zaraz kolejny wyjazd. Co przespałem? Narodziny syna, wychowanie, relacje – nie da się tego wszystkiego nadrobić, ale można i trzeba to teraz poprawić. Na tyle na ile się da.

Czy chciałbyś aby Twój syn poszedł w Twoje ślady?

Uważam, że każdy jest kowalem swojego losu, byłbym dumny gdyby synowie poszli w ślady ojca, ale to ich suwerenna i samodzielna decyzja. Ja dbam tylko o to, aby wyrośli na porządnych ludzi. Wiem z jakimi ogromnymi wyrzeczeniami wiąże się służba w jednostkach specjalnych, a zwłaszcza w GROM-ie dlatego tę decyzję pozostawię im.

Zapewne nie wiele możesz zdradzić jeśli chodzi o samą służbę, tym niemniej gdybyśmy mogli nieco uchylić rąbka tajemnicy…Czym się zajmowałeś, co należało do twoich obowiązków?

Zajmowałem się tym, co ktoś nakreślił w polityce państwa polskiego. Byliśmy zbrojnym elementem układanki w mechanizmie państwa. Pracowaliśmy i służyliśmy społeczeństwu jako jego zbrojne ramię mając poczucie dobrze spełnionego obowiązku dla społeczeństwa i ojczyzny. Obywatel musi mieć świadomość że jest taka „firma”, która zawsze mu pomoże, która chroni go w każdym zakątku globu – to byliśmy my, to był i jest GROM.

źródło: Tomasz Nepelski (archiwum własne)

Jak z perspektywy czasu oceniasz ten okres w twoim życiu?

Patrząc z perspektywy czasu najpiękniejszy okres mojego życia. To o czym inni marzą lub oglądają w hollywoodzkich produkcjach ja przeżyłem w realnym świecie. Spełniłem swoje marzenia służąc przy tym Ojczyźnie i Polakom – czy można wyobrazić sobie coś lepszego?

Co można robić z takim bagażem doświadczeń i umiejętności po przejściu na emeryturę?

Można spocząć na laurach…albo zrobić to, co ja robię. Przekazuję swoją wiedzę i doświadczenie młodym Polakom oraz instytucją państwowym. To jest kierunek, w którym idę – realizuję szkolenia dla służb, firm oraz zwykłych ludzi. Uważam, że nabyte dzięki służbie w „Gromie” umiejętności nie mogą się zmarnować i „iść na emeryturę”. Wiedza przekazana kolejnym pokoleniom to moja spuścizna i dopóki starczy mi sił będę dążył do tego celu.

Dziękuję za rozmowę

Facebook