Reklama

Tu możesz umieścić Twoją reklamę

NIGDY NIE ZOSTAWIAMY SWOICH

źródło: KRS FORMOZA

Z Dariuszem Terleckim, Prezesem Zarządu STOWARZYSZENIA KULTURALNO-REKREACYJNO-SPORTOWEGO KRS FORMOZA im. Komandora Józefa Rembisza – rozmawia Anna Ruszczyk.

 

W jakim celu i kiedy zostało utworzone Stowarzyszenie Kulturalno-Rekreacyjno-Sportowe KRS FORMOZA im. Komandora Józefa Rembisza?

Formalnie Stowarzyszenie zostało utworzone 9 stycznia 2013 roku. Natomiast sam pomysł zrodził się w trakcie treningów do Mili dla Sebastiana Bornholm tj. wiosną 2012 roku. Tam podczas treningów, jeszcze przed samą Milą przyszedł mi do głowy taki pomysł. Podzieliłem się nim z kolegą, który płynął ze mną w dwójce w kajaku. Po całym tym przedsięwzięciu rozmawiałem o tym z ówczesnym dowódcą JW Formoza, Komandorem Dariuszem Wichniarkiem, poparł no i dalej jakoś już poszło.

 

logo_jpg

Co możemy powiedzieć odnośnie akcji związanej z pomocą Sebastianowi?

Sebastian jest w chwili obecnej żołnierzem rezerwy naszej jednostki. W swoim czasie miałem tę przyjemność bycia instruktorem na selekcji i selekcjonowałem Sebastiana do jednostki. Był to chłopak, jak ja to nazywam, kawał dobrego harpagana. Nie bał się niczego, a wręcz balansował na krawędzi. Potem taki charakter, temperament ludzi, którzy przychodzą do zespołu bojowego trzeba ujarzmiać. Oni ciągle chcieliby coś po swojemu robić, więcej, mocniej, lepiej. Selekcja jest takim pierwszym krokiem, zetknięciem się z jednostką, układaniem i temperowaniem. Sebastian kupił sobie pierwszy, bardzo wymagający motor. Wracając z urlopu do jednostki miał wypadek. Miał w tym nieszczęściu takie szczęście, że chwilę za nim jechała karetka. Doszedł do siebie, jest w trakcie rehabilitacji. Miał trepanację czaszki, uszkodzenia neurologiczne, lekarze nie dawali mu szans na wstanie z łóżka. Dzisiaj chodzi z balkonikiem. Dwie akcje poświęciliśmy dla niego (2012 i 2013 rok). Dofinansowanie jego rehabilitacji przerosło nasze oczekiwania, z pierwszej akcji zebraliśmy około 24 tysięcy złotych, w drugiej podobnie. Do tego jeszcze sporo wpłat 1% z podatku. Część funduszy poszła na rehabilitację a część bezpośrednio na jego subkonto w fundacji.

 

źródło: KRS FORMOZA

źródło: KRS FORMOZA

 

Kolejne Wasze akcje charytatywne?

W 2014 roku zorganizowaliśmy w Alpach akcję Mila dla Nadii. Jedenastoletnia Nadia od urodzenia cierpi na dystrofię mięśniową merozynoujemną. Jest to choroba wrodzona. Nadia porusza się na wózku. Wraz z rodzicami co kilka tygodni jeździła do Uniwersyteckiego Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Białymstoku, gdzie poddawana była serii zastrzyków w ramach programu eksperymentalnego. Pomogliśmy Nadii zbierając fundusze na rehabilitację oraz sprzęt medyczny. Rafał Kowalewski – ojciec Nadii i pierwszy Dowódca Zespołu Bojowego A przez wiele lat służył w naszej Jednostce. Kiedy odszedł na emeryturę, mieliśmy szansę pomóc Jego rodzinie i chociaż w pewnym stopniu odpłacić mu za poświęcenie i lata pracy na rzecz Formozy. Jako Dowódca Zespołu Bojowego zawsze wyznawał zasadę „Za mną”, a nie „Naprzód”, więc sam również brał udział w wyprawie. Zebraliśmy dla Nadii prawie 18 tysięcy złotych. Środki przekazaliśmy zgodnie z wolą rodziców na subkonto w fundacji.
A w tym roku?

Ultratriathlon ku pamięci generała Włodzimierza Potasińskiego, który będziemy realizować co pięć lat zapraszając do udziału w nim coraz większą rzeszę żołnierzy z innych jednostek specjalnych państw NATO.

KRS_Formoza_Ultratriathlon_0058

źródło: KRS FORMOZA

Co jest Waszym głównym celem?

Wspieranie i promowanie jednostki wojskowej FORMOZA. W tym roku wyszliśmy o krok dalej, postanowiliśmy tą promocją objąć również inne jednostki specjalne Polski i jednostkę Navy Seals.

Mało się mówi o tej jednostce.

Czy mało? Mówi się tam, gdzie powinno się mówić. W ogóle jednostki specjalne, to jest taka działka, którą zajmują się ludzie wyłącznie tym zainteresowani. Ludzie, których wojsko nie interesuje, mają inne sprawy, są po prostu obok tego. Nie uważam, że jest to złe. Niech się każdy interesuje tym, czym chce.

FORMOZA wychodzi do ludzi z informacjami odnośnie jej działalności?

Tak, chociażby przez Nasze Stowarzyszenie KRS FORMOZA. My w tym celu powstaliśmy, aby pokazywać, realizować przedsięwzięcia promujące naszą Jednostkę, inne polskie jednostki specjalne i w konsekwencji tego, polskiego żołnierza.

Żołnierze są chętni do wypowiadania się odnośnie swoich szkoleń, nowych umiejętności?

Nie za bardzo. W dzisiejszych czasach nie mówi się zbytnio o miejscach, dacie. To są drażliwe tematy. Mówi się, że bywają, są organizowane szkolenia, ale nigdy nie wiadomo kto tego słucha i co będzie chciał z tym zrobić.

W jaki sposób twoim zdaniem można promować dziś patriotyzm i czy jest w ogóle zapotrzebowanie na tego typu działania?

Jest bardzo duże zapotrzebowanie. Otrzymujemy regularnie zaproszenia min. do szkół, uczelni wyższych. W efekcie niektórzy się do mnie oraz innych żołnierzy zrażają, gdyż nie korzystamy tak do końca z ich zaproszeń. Niestety mamy ograniczenia czasowe, finansowe. Moc przerobowa jest tak mała, że nie jesteśmy w stanie tego wszystkiego zrealizować. W miarę możliwości korzystam z pewnych zaproszeń do rozmów, przedstawiania materiałów filmowych czy też innych związanych z działalnością jednostki lub stowarzyszenia. Między innymi byliśmy w Biegosferze w Gdańsku, w przyszłym roku 30 stycznia jestem umówiony z ZHP na 75 rocznicę pierwszego skoku Cichociemnych do Ojczyzny. Chcemy bardziej rozwinąć swoją działalność pod kątem sportowo-rekreacyjnym. Mamy projekty, między innymi z naszym strategicznym sponsorem, firmą Endusport (sponsorem Ultratriathlonu ku pamięci generała Potasińskiego). Jesteśmy już po pierwszych rozmowach, pierwszych wstępnych projektach. Chcemy razem stworzyć największy tor przeszkód w Polsce. Start już 19 czerwca w m. Oborniki k. Poznania.

 

źródło: KRS FORMOZA

źródło: KRS FORMOZA

Dlaczego akurat koło Poznania?

Ponieważ oni się stamtąd wywodzą. My projektujemy tor i uczestniczyć będziemy w szkoleniach osób chętnych, w okresie przygotowawczym do startu. Mają bardzo fajne zaplecze, teren. W przyszłym roku będą realizować Mistrzostwa Europy w Ultratriathlonie, mają zgromadzoną rzeszę sympatyków co jest bardzo ważne, nie startują od zera. My dajemy logo nasze i naszej jednostki, nasze doświadczenie w tym temacie, zaś oni dają doświadczenie w temacie sportowym. W maju 2016 będziemy realizować Ultramaraton Kaszubski na trzech dystansach: 25, 50 i 100 Mm. To są działania mające na celu promowania i przekazywania informacji na temat naszej jednostki.

Kto będzie mógł wziąć udział w tych zawodach?

To będą otwarte zawody, tak że zapraszamy wszystkich chętnych, tych którym znudziło się już bieganie w maratonach, półmaratonach, a chcieliby pójść o krok dalej. Nie należy się przejmować tym, co piszą ludzie o tego typu imprezach. Z reguły wypowiadają się ci, którzy sami nie brali udziału w biegach na aż takich dystansach. Niektórzy twierdzą, że są to rzeczy niewarte poświęceń, skierowane dla mięczaków. A to wcale nie jest takie łatwe, ciężko jest komuś ukończyć ultramaraton, jeśli nie brał wcześniej udziału chociażby w maratonach. Pamiętajmy, że jest całkowicie inny wysiłek, zapotrzebowanie energetyczne, suplementy, przygotowanie wytrzymałościowe. Uważam, że jeżeli ktoś robi coś w jakimś celu, to się realizuje. I chwała mu za to, że nie siedzi w fotelu z pilotem w ręku i nie krytykuje wszystkich wokół, tylko zajmuje się czymś, promuje pewne postawy i zachęca innych.

W jaki sposób Wasze umiejętności możecie dalej wykorzystać w życiu zawodowym, po przejściu na emeryturę? Jakie są główne kierunki rozwoju osobistego?

Niewielka część żołnierzy jednostek specjalnych realizuje szkolenia w Polsce, tylko dlatego, że ten rynek jest jeszcze mało opłacalny. Robiąc to samo za granicą, można zarobić dużo więcej. Większość ludzi wyjeżdża za granicę do ochrony na lądzie czy w morzu. Można w krótkim czasie zarobić bardzo dobre pieniądze, a do ryzyka każdy jest przyzwyczajony. Część pracuje w ochronie w kraju. Z tego co do mnie dociera to nikt nie siedzi na emeryturze w domu, bez pracy.

Jak duże jest zapotrzebowanie na tego typu usługi na naszym rynku?

Jest, ale to nie działa tak, że można przyjść i złożyć swoje CV. Jedni proponują drugim. Część zakłada swoje firmy (nurkowe, spadochronowe), nawet u nas w Polsce. W 80% jest to związane z tym co się robiło do tej pory. Niektórzy szkolą ze strzelania na strzelnicach. Większość osób chce kontynuować swoje zainteresowania, pasje i idą w tym kierunku. Jest to sposób na życie, przyjemne z pożytecznym.

Ciężko jest się dostać do jednostki specjalnej?

Tak, jest coraz ciężej dostać się do takiej jednostki.

Poprzeczka jest podwyższana?

Nie, poprzeczka nie jest podwyższana, tylko sprawność spada. Nawet dziś słyszymy w mediach „stop zwolnieniom z wf-u”, niestety produkujemy ludzi chorych. Zajmujemy się leczeniem, a nie profilaktyką. Wystarczyłoby lekko uzdrowić proces szkolenia w szkołach podstawowych, gimnazjach, szkołach średnich, a ludzie byliby zdrowsi i nie staliby w wieku trzydziestu, czterdziestu lat w kolejkach do lekarzy specjalistów. Niestety układ krążenia siada, są kłopoty z kręgosłupem, pojawia się cukrzyca, a wszystko to związane jest z nawykami. Nawyk trzeba kształtować u dziecka od małego, nawyk chęci pogrania np. w piłę, pobiegania, popływania, spędzenia wolnego czasu w ruchu. Tego nie da się tak łatwo stworzyć w sobie mając dwadzieścia, trzydzieści lat. Wtedy jest to wysiłek do którego trzeba się zmuszać, a organizm nie jest przyzwyczajony. Pojawiają się bóle ścięgien, stawów, kontuzje. Układ kostny i stawowy rozwija się podczas dorastania, ścięgna wzmacniają się wówczas, jeśli jest zapewniony ruch. Dlaczego o tym mówię? Zmierzam do selekcji. Jest tak mało ludzi, z których można wybierać. Musi to być człowiek zdrowy, inteligentny, musi w jednostce pracować na wszelkiego typu sprzęcie, mapach, uzbrojeniu, nawigacji, musi umieć przeliczać (snajper, wiatr, balistyka). To nie jest cyborg, który potrafi machać ciężarkami. Mieliśmy takich mistrzów w zapasach, boksie, ale wchodzili do lasu i się gubili, wychodzili z drugiej strony, 500 m dalej po 20 minutach. Niektórzy bali się nocy, wpadali w panikę, nie radzili sobie z nową i trudną sytuacją. W lesie w Bieszczadach nie ma świateł, trzeba samemu ustalić gdzie jest najbliższe domostwo, w dodatku dochodzą odgłosy dzikich zwierząt. Wyobraźnia działa. Jest mróz, człowiekowi robi się zimno, dodatkowo dochodzi zmęczenie i głód.

Tak właśnie wygląda selekcja?

Tak, to jest drugi etap selekcji, w terenie. Sprawdzana jest cała osobowość człowieka w sytuacjach ekstremalnych. Żołnierz przyjeżdża, ma tylko to co mu wolno mieć w plecaku, nic poza tym. Musi dostosować sobie zmiany ubrania, dozować racje żywnościowe, do tego co posiada. Bez ograniczeń wolno mu jedynie pić wodę ze strumieni. Po kilku dniach jest bardzo zmęczony, niewyspany (śpi około 2-3 godzin na dobę), zmarznięty (okres zimowy). Do tego musi cały czas myśleć. Jest niedożywiony, cały czas działa na pełnych obrotach. Ostatnie dni działa samodzielnie. Ilu takich ludzi można znaleźć? Niewielu. A jeszcze zanim pojedzie w góry, musi przejść cały wf, sprawność fizyczną na basenie, na hali sportowej, w terenie na bieżni, wysokościówkę, elementy morskie związane ze skokami do wody z różnych wysokości, wyczerpującą walkę wręcz. Jak widać poziom selekcji nie odbiega od innych jednostek specjalnych, takich jak np. Navy Seals tylko ludzi w naszym kraju jest o wiele mnie niż np. w USA.

Co możemy powiedzieć o Navy Seals?

To są jednostki bardzo elitarne. Dąży się do tego, by uzyskiwać taki poziom jak oni i szkolić się między innymi z nimi.

Oni również przyjeżdżają do nas na szkolenia?

Tak, regularnie. Pierwsza ich wizyta była chyba w 1994 roku w Formozie, także jeszcze przed wstąpieniem do NATO.

Ilu ludzi dostaje się do jednostki podczas jednej selekcji?

Około pięciu osób, czasem mniej, czasem więcej.

Szefostwo wie, jaka obecnie jest sytuacja na rynku, jaką sprawność reprezentują żołnierze?

No tak, ale nie można za bardzo odpuścić. Żołnierz przychodzi do jednostki i ma rok czasu szkolenia podstawowego, wszystkie taktyki. Jeżeli mu się odpuści na selekcji to on i tak odpadnie na szkoleniu podstawowym, podziękuje i odejdzie. Pamiętajmy, że po selekcji jedzie na szczegółowe badania zdrowotne, trzeba mieć wszystko zdrowe (stawy, EEG, EKG, wysiłkowe, zwykłe, echo serca, zatoki, układ krążenia, układ oddechowy). Jeśli są jakieś mankamenty, to zostanie odrzucony.

Kto dostaje się do zabezpieczenia?

Są to ludzie, którzy nabyli umiejętności w innych formacjach, służbach mundurowych. Ze swoim zapleczem doświadczenia mogą wspierać szkolenia w takich jednostkach. Mogą to być instruktorzy nurkowania, spadochronowi, fachowcy od łączności. Oni przechodzą trochę lżejszą selekcję, to jest na zasadzie kwalifikacji do jednostki. Są to ludzie w różnym wieku, normy też są obniżone. Najczęściej są to pasjonaci takich jednostek, którzy chcieliby w ostatnich latach swojej służby podzielić się swoim doświadczeniem a przy okazji sami się trochę podszkolić.

Jak sobie radzą ze stresem żołnierze zespołów bojowych po wielu latach służby?

Uczą się tego. Jest mnóstwo różnych działań podczas szkoleń, które związane są ze stresem. Każdy ma swój sposób. Gorzej, jeśli ktoś nie odczuwa stresu. Prędzej czy później taka osoba wyleci z jednostki. To jest wariat, osoba nieobliczalna, która naraża siebie i innych na utratę zdrowia i życia. Tacy ludzie nie potrafią przewidzieć pewnych konsekwencji swoich działań. Człowiek, który ma stres, ma wyobraźnię, uczy się wyważać swoje działania. Antycypuje.

Zdarzają się sytuacje, w których ktoś dobrowolnie odchodzi z jednostki?

Tak, bardzo rzadko ale się zdarzają. Częściej z przejściem do innej sekcji wewnątrz jednostki.

Jakimi kosztami obarczona jest służba w takiej jednostce, jeśli chodzi o życie osobiste, rodzinne?

Bardzo dużo przebywa się poza domem, jest duża intensywność samej służby, mnogość czynności, dużo wyjazdów służbowych. Żołnierze zarówno prowadzą szkolenia dla innych jak i sami muszą się regularnie doszkalać.

Patrząc na funkcjonariuszy policji, żołnierzy na różnych defiladach, uroczystościach coś, co mocno rzuca się w oczy, to odstające brzuchy. Czy ci ludzie byliby w stanie dziś zdać jakikolwiek test sprawnościowy?

Na szczęście takich żołnierzy nie ma wielu w naszej armii. To jest dla mnie jakaś anomalia, byłem instruktorem wf’-u w naszej jednostce, mam do tego inne podejście. Nie każdy musi być super jeśli chodzi o sprawność, ale nie może być poniżej. Jeżeli są jakieś wymagania określone, zatwierdzone, to niestety nawet swoją postawą, wizerunkiem nie może przynosić wstydu jednostce. To powinien być wstyd nie tylko dla takiego żołnierza, ale przede wszystkim jego przełożonych, że do czegoś takiego dopuścili. Społeczeństwu ma prawo się nie podobać, że ich podatki idą na otyłych żołnierzy, ważących np. po sto kilo przy wzroście metr siedemdziesiąt, krótko mówiąc, mających nieciekawy wygląd, niekoniecznie pasujący do żołnierza.

Co u nas w kraju mogą w zasadzie robić jednostki specjalne?

Wiesz, niedawno rozmawiałem z człowiekiem, który ma bardzo dużą styczność ze znanym, dużym koncernem naftowym, sprzedającym paliwo w krajach bodajże całego świata. Powiedział mi, że tacy ludzie z jednostek specjalnych są pozyskiwani za granicą jako doradcy do wspierania w zarządzaniu min. tego typu koncernami. Oni poprzez swoje doświadczenie, swoją ułożoną w czasie służby osobowość, umiejętność podejmowania wyważonych decyzji, rzadko kiedy popełniają błędy. To są osoby mile widziane w charakterze doradców dla prezesów tych firm, dyrektorów. Przy okazji zajmują się też ochroną. U nas to jest jeszcze pod wielkim znakiem zapytania.

U nas branża ochrony, a w zasadzie ludzie pracujący jako ochroniarze kojarzą się z samymi negatywnymi stwierdzeniami dotyczącymi braku przygotowania, wyszkolenia, warunków płacy i pracy, dozorem z grupą inwalidzką.

Niestety dziś jest tak, że nie ważne co on potrafi tylko, aby była sztuka, która podniesie słuchawkę od telefonu. Błąd polega na tym, że ktoś wrzucił do ochrony wszystkich. Od pana, który ma sześćdziesiąt lat, jest schorowany i chciałby sobie jeszcze dorobić do skromnej emerytury, do żołnierza czy policjanta z jednostek specjalnych, antyterrorystycznych, który jest świetnie przygotowany i wyszkolony do tego, żeby zajmować się poważnymi sprawami. Wrzucono wszystkich do jednego kotła, gdzie wszystko określa się jednym mianem pracownika ochrony fizycznej. Kompletna pomyłka. Tak więc ludzie którzy potrzebują ochrony sami muszą na rynku robić rozeznanie, wybierać i szukać. Powinna być stworzona jakaś baza danych, gdzie można byłoby odnaleźć takiego człowieka, skontaktować się z nim. Póki co wszystko działa na zasadzie poczty pantoflowej i polecania.

Niedawno rozmawiałam z pewnym Panem, którego celem jest utworzenie związków zawodowych ochroniarzy. Póki co działają w podziemiu, mogą do nich zapisywać się anonimowo osoby z branży ochrony, które czują się pokrzywdzone przez swoich pracodawców (anonimowo z uwagi na ryzyko napiętnowania, utraty pracy). W momencie gdy uzbiera się większa liczba członków tej partii, podejmą jakieś konkretne działania zmierzające do zapewnienia praw osobom z tej branży.

Bardzo dobrze. Tylko jakiej partii? Jest taki zawód jak pracownik ochrony fizycznej, ale to jest zawód na papierze. Tak naprawdę wszyscy udają że takiego zawodu nie ma, skoro nawet nie ma związków. Jak może być około trzysta tysięcy ludzi bez związków zawodowych. Jak to możliwe, że jest ich tylu, a nie ma nawet z tego co wiem, dnia pracownika ochrony fizycznej w kalendarzu. Ludzie z tej branży są tak naprawdę zepchnięci na dalszy plan, ich nie ma, chociaż są wszędzie.

Z czego wynika stygmatyzacja osób pracujących w ochronie, pewnego rodzaju napiętnowanie?

Z tego, że są to ludzie, którzy przez swoją służbę, która nie jest lekka (o czym świadczą wakaty w wojsku) uodpornili się na złe warunki. Z drugiej strony tacy ludzie nie będą mieć żadnych roszczeń i pretensji i nie będą dążyć do poprawy warunków socjalnych (czasem pracują w jakichś budach). Gdyby były związki zawodowe, to mogliby się domagać lepszych warunków płacy i pracy.

W wojsku są związki zawodowe?

Nie, w armii nie mamy związków. Są takie które mają związki, policja również. Jesteśmy jedyną prawną formacją mundurową w kraju o ile wiem, która nie ma związków zawodowych.

Dlaczego?

Dlatego, że są tacy którzy nie chcą. Był złożony wniosek, projekt założenia związku zawodowego, ale został odrzucony.

No to może teraz będzie szansa?

Może i tak, nie wiem. Oby się kolegom polepszyło w wojsku. Ja jestem za i trzymam kciuki.

Słyszałam, że w Komendzie Portu Wojennego w Gdyni budują zbiorniki naziemne, które są niezgodne ze standardami budowy instalacji krytycznych i stanowią potencjalne zagrożenie atakami terrorystycznymi. Wiem również, że ani MON, ani BBN nie są zainteresowani faktycznym rozwiązaniem tej sprawy. Udają, że wszystko jest realizowane w sposób właściwy i bezpieczny.

Te zbiorniki widać z deptaka który prowadzi z Babich Dołów, i nie tylko to. Całą Formozę. Można również na żywo popatrzeć jak szkolą się komandosi co niebawem w dobie internetu bardzo szybko się rozniesie. Ciekawa sytuacja. Z ciekawością będę obserwował dalszy rozwój, tej niecodziennej i zarazem bardzo dziwnej, myślę nie tylko dla mnie, sytuacji.

Wiesz, ktoś ten projekt wykonał, ktoś inny zaakceptował, wszedł wykonawca i zrealizował inwestycję zgodnie z projektem. A co w tej sprawie może zrobić jednostka?

Nie będę się wypowiadał.

Dlaczego nie ma żadnej strefy bezpieczeństwa, chociażby takiej jak w Kiejkutach?

Jaka może być strefa bezpieczeństwa, jeśli stoi sobie nasza wyspa Formoza i turyści przypływają obok niej skuterami, żaglówkami. Zdarzają się przypadki, że trzeba ich uświadamiać, że tam nie wolno podpływać. Przy samej Formozie zamyka się strefy dla rybaków, którzy tam ryby łowią. Żołnierze nie mogą w tym miejscu nurkować, ćwiczyć. Zaskakujące, że dziś w XXI wieku takie rzeczy mają miejsce przy jednostce specjalnej. Jednak za starego ustroju wszystko było strzeżone, być może za bardzo, ale było. Dziś trzeba obserwować zmiany które wokół nas zachodzą, również baczniej przyglądać się sytuacji na świecie i potencjalnym zagrożeniom.

Nie tak dawno przeprowadzałam wywiad z Andrzejem Turczynem, Prezesem ROMB odnośnie zwiększenia dostępności broni dla obywateli. Chodzi między innymi oto, aby policja nie robiła celowo „pod górę”przy wydawaniu pozwoleń na posiadanie broni. Uważasz, że to dobry pomysł, by pozwolić ludziom posiadać broń chociażby w celu ochrony miru domowego?

Uważam, że to zły pomysł. Mam rodzinę za granicą. Byłem w Stanach i wiem jak to wygląda, ile jest pomyłek o których głośno się nie mówi. Człowiek może być chory, mieć trzydzieści, czterdzieści stopni gorączki, może mu się coś w nocy przewidzieć i może zabić kogoś z własnej rodziny czy sąsiada całkiem przez pomyłkę. Broń i dostęp do broni powinien być tylko dla ludzi, których kompetencje w tym temacie nie budzą wątpliwości, są sprawdzeni. W latach 90′ jako żołnierz Formozy nie miałbym większego problemu, aby mieć broń do ochrony osobistej. Dzisiaj takiej broni nie dostanę. Dostanę natomiast, po spełnieniu pewnych warunków do celów sportowych.
Co byś chciał jeszcze osiągnąć w swoim życiu zawodowym, masz jakieś konkretne plany?

Ciężko jest dziś mówić o rozwoju osobistym. Ludzie trzeźwo myślący chcieliby więcej czasu spędzać z rodziną i być finansowo półkę wyżej, zwiększyć dobrobyt w rodzinie. Ja koncentruję się cały czas na tym Stowarzyszeniu i będę to dalej realizował i w miarę swoich możliwości zachęcał kolegów. Myślę, że przyjdzie jeszcze kiedyś czas, gdy będę mógł wziąć udział w jakichś bardziej ekstremalnych wyprawach. To jest taki zastrzyk adrenaliny, którego ciągle mi brakuje.

Udział w tego typu wyprawie dostarcza zapewne wielu emocji, umożliwia oderwanie się od codziennych spraw i problemów?

Każda wyprawa ekstremalna, która jest zrobiona tylko dla siebie, nie ma sensu. To jest takie egoistyczne, typowe dla ludzi nastawionych na „Ja, wszystko wokół mnie i dla siebie”. Natomiast wyprawa ekstremalna, w której wspiera się kogoś finansowo w potrzebie, to jest super sprawa. Oprócz tego, że można komuś pomóc, to można zaspokoić przy okazji swoje potrzeby związane z adrenaliną. Kładzie się na szalę swoje zdrowie, życie, ale warto. Jeżeli się to straci robiąc coś dla kogoś, to warto. Natomiast odwrotnie, robiąc coś tylko i wyłącznie dla siebie, jest głupotą.

To jest tak, że osoby, które potrzebują tej pomocy zgłaszają się do Ciebie?

Nie, my wiemy czy ktoś taki jest w naszych szeregach i jakiej potrzebuje pomocy. Mogą być to żołnierze, jak również ich bliscy. Takich osób w Polsce jest bardzo dużo, to jest studnia bez dna. Przede wszystkim państwo powinno dbać o tych ludzi, a nie Ci ludzie rozpaczliwie prosić o pomoc innych.
W najbliższym czasie planujecie jakąś akcję?
Skupiamy się na Ultramaratonie Kaszubskim oraz projekcie związanym z torem przeszkód. Niedawno wspieraliśmy Dowódcę JW Formoza w organizacji święta jednostki. Podczas aukcji charytatywnej na uroczystym balu udało nam się zebrać ponad 17 tysięcy złotych. Cała kwota zostanie przekazana na leczenie małego Bruna, syna żołnierza Formozy. Oprócz tego co roku wspieramy organizację Dnia Otwartego Jednostki połączonego z Dniem Dziecka. Są wtedy organizowane dla dzieci różne atrakcje, jak strzelanie z wiatrówek, tory przeszkód czy zwiedzanie wybranych okrętów.

 

źródło: KRS FORMOZA

źródło: KRS FORMOZA

Czy tego typu wydarzenia mają na celu integrację środowiska żołnierzy?

Tak, tego typu spotkania są potrzebne, aby ludzie mogli się spotkać poza służbą, całkiem na luzie, odstresować trochę. Też myśli się o nich, aby w czasie wolnym mogli przyjść z rodziną, posiedzieć w swoim gronie, pośmiać się. To są imprezy bezalkoholowe, kierowane głównie do rodzin żołnierzy.

Jak jeszcze integrujecie środowisko?

Organizujemy co roku spotkania emeryckie, na które zapraszamy żołnierzy i dowódcę z jednostki. Przyjeżdżają do nas nawet osoby z zagranicy, nasi sponsorzy.

Co sądzisz o książkach napisanych przez byłych żołnierzy? Powinni twoim zdaniem mówić o tym jak było na misji, czy też raczej zachować to dla siebie?

I tak zbyt wiele nie ujawniają. Są takie sytuacje, które gdyby ujrzały światło dzienne, to na pewno mocno podbiłyby jej wartość i mogliby na niej znacznie więcej zarobić. Dla dobra kontaktów i nie tylko zachowują to dla siebie. Dlatego też częściej piszą w książkach o zachowaniach, doświadczeniu, o tym co można komuś przekazać, co robić a czego nie.

Pojawiają się coraz częściej artykuły, z których wynika, że niektórzy po powrocie z misji mają poważne problemy ze zdrowiem psychicznym.

No tak, warto się zastanowić jak jest nasza służba zdrowia przygotowana do tego typu wydarzeń. Czy kogoś naprawdę to w ogóle interesuje, że żona żołnierza będącego na misji pół roku, potrzebuje pomocy? Czy ona potrzebuje np. psychologa? Czy dzieci będące w wieku dojrzewania, pozostawione bez ojca, nie pójdą w stronę dopalaczy, narkotyków, alkoholu? O ile wiem, to dowódcy jednostek jak mogą, tak starają się poradzić sobie z tymi problemami.

Jakie mogą być konsekwencje takiej rozłąki, jakie są to koszty ponoszone przez rodzinę?

Konsekwencje są różne. Jeśli żona poradzi sobie z taką sytuacją, ma dodatkowe wsparcie np. rodziny to jakoś przez to przebrnie. Ale zdarzają się i takie sytuacje, że z powodów rodzinnych odchodzą z jednostki np. na emeryturę lub do zabezpieczenia, aby przebywać więcej z rodziną w domu. Zdarza się też czasami tak, że małżeństwo najzwyczajniej się rozpada. Takich przypadków nie jest wiele, ale jednak są. Niewielu tak naprawdę zależy na tym, aby coś w tym temacie zmienić.

Bywa tak, że żołnierz wyjeżdża na misję, wraca po pół roku i okazuje się, że ktoś już zajął jego miejsce?

Oczywiście bywa, że życie rozsypuje się, z człowieka schodzi powietrze.

I ląduje u psychiatry?

On nie wyląduje u psychiatry, bo się obawia, że zabrudzi sobie papiery i go wyrzucą z jednostki. Takie problemy zataja, stara się je rozwiązać sam.

Rodzina wyprowadza się od niego.

Nie zawsze, ale są takie przypadki.

Nikogo nie interesuje, co się dzieje z żołnierzem po powrocie z misji?

Nie do końca. Jest coś takiego jak turnus rehabilitacyjny, spotkania z psychologiem. Ale są to doraźne działania. Tak naprawdę, każdy się boi, aby tylko nie przypatrywać się jemu. On nawet będzie udawał, że wszystko jest w porządku, aby opieka psychologiczna się od niego odczepiła, aby go nie napiętnować. Taka opieka powinna być z urzędu, stała, dla każdego taka sama, by nie wskazywać od razu kto ma i jak poważne kłopoty. Poza tym dziś jest taka sytuacja, że żołnierz jedzie np. na skoki spadochronowe. Źle ląduje, łamie dwie nogi. Jedzie do szpitala, składają go w ramach NFZ. Przedłuża się zwolnienie lekarskie, czeka się na rehabilitację w kolejce. Jest jednak pewien ograniczony czas, w którym dowódca musi skierować go na komisję. On jedzie na komisję, choć nie zdążył się jeszcze naprawić. Komisja stwierdza, że nie nadaje się do służby w tej jednostce. Renta. Do widzenia. To tylko przykład jeden z wielu. Niektórzy przeznaczają naprawdę olbrzymie środki finansowe, korzystając z prywatnej opieki medycznej, tylko po to by jak najszybciej wrócić do służby. Jak już się związało swoje życie z jednostką, to chce się w niej dalej służyć. Poza tym ludzie biorą kredyty na mieszkania, z czegoś też muszą je spłacić. Żołnierz, który jest zmotywowany do wykonywania jak najlepiej swoich obowiązków i zadań, które mu się powierzyło, żeby nie przynieść wstydu sobie, rodzinie, kolegom, będzie to robił kosztem swojego zdrowia. Będzie miał rany krwawiące, gnijące i będzie je ukrywał i dalej działał.

Co by się musiało wydarzyć, żeby odwrócić tę sytuację?

Na stołki osób rządzących musieliby trafić ludzie, którzy sami przez coś podobnego w życiu przeszli i rozumieją sytuację. Po piętnastu, dwudziestu latach służby w takiej jednostce, znają przebieg służby, wiedzą co robił i na co zasłużył, że służył w naprawdę ciężkich warunkach i jest mocno wyeksploatowany. A nie, że zostajesz wrzucony do jednego kotła. Nie chcę wszystkiego przedstawiać tylko w złych barwach, ale mam taką sytuację, że mogę w ten sposób o tym mówić, ponieważ jestem na emeryturze.

Dziękuję za rozmowę

 

 

 

  • władek

    Ciekawa rozmowa, tym bardziej, że medialnie FORMOZA została „zagłuszona” przez jednostkę specjalną GROM. mam nadzieję, że wywiad ten da pewien początek dla budowania właściwego wizerunku jednostki i ludzi służących w FORMOZIE. Upowszechnienie pewnej, dopuszczalnej wiedzy o FORMOZIE powinno w końcu uświadomić decydentom, ze jest to jednostka nie tylko potrzebna, ale także wymagająca konkretnego wsparcia z ich strony. Jak widać brak „przebicia” do „wojskowego lobby warszawskiego” nie dotyczył wyłącznie Dowództwa Marynarki Wojennej.
    A osobliwie interesująca jest sprawa budowy owych zbiorników paliwa przy nabrzeżu, obiektów które mogą się stać swoistym zaproszeniem dla „nieproszonych „gości. Ale z Warszawy tego nie widać…………aż do wielkiego „buum”. Wysoko tez oceniam działalność KRS FORMOZA. Tak trzymać !

Facebook